Satoshi po załapaniu kilku kilku
szarych i zamknięciu ich w jakiejś piwnicy wrócił do pomocy
Kidzie. Ten też sobie dobrze radził. Satoshi widział, że nie
podoba mu się to, że musi zabijać, ale co poradzić? Starali się
jak mogli łapać ich i zamykać, żeby potem zajęła się nimi
Anri, jednak nie zawsze się dało. Poza tym słyszeli, że Czarny z
Niebieskim jakoś nie mają takich skrupułów. Nie mogli przecież
wyjść na mięczaków. Zieloni też podobno byli bardzo skrupulatni,
tak że cywile prawie nie wiedzieli, że toczą się walki. Podobno
tylko Czerwoni łapali poza nimi zakładników.
- Jak sytuacja? - Zapytał Satoshi.
- Tu już sobie poradzą. Ale podobno
przy kinie jest nie ciekawie. - Powiedział Kida.
- No to co my tu jeszcze robimy? -
Zapytał Satoshi.
Pobiegli w stronę kina. Po pięciu
minutach tam byli i uśmiechnęli się zadowoleni.
- A no tak. Zapomniałem. - Powiedział
Kida.
- To obszar Simona. - Uśmiechnął się
Satoshi.
Simon stał przy kilkunastu związanych
osobach w szarych kolorach.
- Cześć Simon! - Zawołali z
uśmiechami podbiegając do niego.
- O Kida-kun, Satoshi-kun. Przyszliście
na sushi? - Zapytał Simon.
- Niestety nie mamy teraz czasu, Simon.
- Uśmiechnął się Kida.
- Ale wpadniemy potem. - Uśmiechnął
się Satoshi. - Mógłbyś gdzieś tych tu przechować? Mogą się
przydać liderowi.
- Jasne.
- Dzięki Simon! - Kida i Satoshi
pobiegli w inne miejsce, gdzie podobno były problemy.
***
Aki spojrzała na godzinę. Pierwsza w
nocy. Izaya zaglądał tu jakąś godzinę temu. Chyba już śpi. Aki
wstała i na palcach przeszła do drzwi. Otworzyła je po cichu.
Rozejrzała się. Ciemno i cicho. Zeszła po cichu na duł i ponownie
się rozejrzała. Ani śladu Izayi. Przeszukała stolik i znalazła
automatyczny pilot. Potem przeszukała szuflady i znalazła kluczyki
do pojazdów Izayi. Aki zastanawiała się, po co mu te dwa auta i
skuter, skoro zawsze chodzi na piechotę? Wzięła kluczyki od
skutera, napisała mu notkę, że odda go potem otworzyła drzwi i
wybiegła w noc. Po chwili z ciemności kuchni wyłonił się Izaya.
Uśmiechał się pod nosem gdy czytał notkę.
- Naiwna. - Mruknął i również
wyszedł z domu.
Aki zbiegła do garażu. Chwyciła
skuter Izayi i założyła kask. Zastanawiając się czemu on zawsze
ubiera się tylko na czarno, odpaliła skuter (dziękowała w myślach
bratu, że nauczył ją jeździć) i wyjechała z garażu, jadąc
prosto do dzielnicy Cziki. Po kilku minutach zlokalizowała swojego
zastępcę.
- Hao! - Krzyknęła i zatrzymała się
koło niego.
- O, udało Ci się dotrzeć. -
Uśmiechnął się Hao. - Na reszcie. Skąd masz taki fajny środek
transportu?
- Pożyczyłam od Izayi. - Powiedziała
ściągając kask.
- Jasne. - Zaśmiał się Hao.
- Jak sytuacja?
- Bez problemu. - Powiedział Hao.
- A w Zen?
- E...
- Hao. - Aki miała zrezygnowany ton
głosu. - Zajmij się tym tu, jadę sprawdzić do Zen.
- Okej. - Powiedział Hao.
Aki założyła kask i ruszyła do
swojej dzielnicy. Pojechała do jednego z zielonych.
- Jak sytuacja? - Zapytała nie
ściągając kasku.
- Już raportuję szefie! - Powiedział.
Nie musiał znać jej twarzy.
Wystarczyło, że wiedział o tym że szefowa zawsze nosi zielone
bransoletki i zieloną opaskę na ramieniu i podobno na głowie też,
ale tego nikt nigdy nie widział.
- Jest spokojnie. Nigdzie nie widać
szarych, choć czasem przewinie się ktoś z innego koloru.
- Okej. Dzięki.
- Jak tam w Cziki?
- Jak na razie idzie gładko.
Aki odpaliła pojazd i ruszyła zrobić
rundkę w oku swojej dzielnicy. Coś jej się nie podobało. Miała
jakieś dziwne uczucie, że zdarzy się coś złego i wcale jej się
to uczucie nie podobało.
***
- Aa... myślałam, że będzie
ciekawej. - Mruknęła Tatiana.
- Bo ty i tak nic nie robisz. -
Zaśmiała się Maki.
Dziewczyny szły przez swoją dzielnicę
obserwując walki.
- To jest nudne. - Mruknęła Tatiana,
patrząc jak trzech zielonych doprowadziło do nieprzytomności
jednego szarego. - Nasi znowu prawie nic nie robią tylko łapią
zakładników dla Anri. To zieloni jak zawsze gdy nam pomagają
odwalają całą robotę.
- Co na to poradzisz, to był rozkaz
Mikado. - Powiedziała Maki.
- Wiem, wiem. - Tatiana ziewnęła
teatralnie. - Już po pierwszej, co?
- Zgadza się.
- Nie powinnyście same chodzić w
kolorze czerwonym nocą. - Usłyszały znajomy głos za sobą.
Odwróciły się. Hao, zastępca szefa zielonych z uśmiechem szedł
w ich stronę, a swój nóż miał cały we krwi.
- Hao. - Mruknęła Maki.
- Dlaczego zieloni znowu wszytko robią
za nas, co? - Zapytała Tatiana.
- Przepraszam, przepraszam. -
Uśmiechnął się. - Takie mamy niestety zadanie.
- Gdzie w ogóle wasz szef, co? -
Zapytała Tatiana.
- Nie mogę Ci tego powiedzieć. -
Powiedział Hao. - Ale uważajcie na siebie, okej?
- Jasne. - Uśmiechnęła się Maki, a
Hao wyminął je i zniknął w jakiejś uliczce.
- Uważajcie na siebie. - Przedrzeźniła
go Tatiana. - Co my mamy po pięć lat?
- Po prostu się martwi. - Uśmiechnęła
się Maki.
- Pf. - Tatiana ruszyła przed siebie a
Maki z uśmiechem za nią.
***
W dzielnicy Chu nie było tak
spokojnie. Gang niebieski i czarny robili prawdziwą masakrę na
szarych. Akai miał niezły ubaw zabijając jedną osobę po drugiej.
Tak samo Zaki. Jednak nawet oni niepokoili się bardzo dużą ilością
szarych. Było ich nieprawdopodobnie dużo a pojawiali się znikąd. Minęła godzina druga.
Oj Aki nie ładnie tak kraść
OdpowiedzUsuńStrasznie mi się to podoba, głównie dlatego, że jest dużo akcji.
Aha.. i jeszcze jedno nie piszę się "duł" tylko "dół" ;P
PS Masz ładny styl pisania, jest bardzo swobodny.