Aki szybko pozbierała swoje rzeczy i
cicho otworzyła drzwi. Rozejrzała się z balkoniku, Izayi nie
było w jego gabinecie, który był również salonem. Odetchnęła i
po cichu zeszła na duł. Już kierowała się w stronę wyjścia
kiedy usłyszała głos Izayi.
- A ty gdzie?
Przeklinając w duchu odwróciła się.
- Jak to gdzie, do domu. - Chciała jak
najszybciej ruszyć do akcji.
- Nigdzie się nie wybierasz. Celty
kazała mi przypilnować, żebyś wypiła jeszcze jedną herbatę z
melisą abyś na pewno była spokojna. - Powiedział Izaya wychodząc
z kuchni z kawą dla siebie i herbatą. Aki westchnęła, coś czuła,
że szybko stąd nie wyjdzie a na dodatek będzie musiała Izayi
wyjaśnić co się wydarzyło.
- Nie jest to konieczne. - Powiedziała
Aki.
- Słuchaj, nie mam zamiaru wysłuchiwać
potem do Celty żadnych wykładów. - Powiedział Izaya.
- Ta, jakbyś się tym przejmował. -
Mruknęła Aki odkładając torbę.
- I tu mnie masz.
- To o co chodzi? - Zapytała Aki.
- Jestem po prostu ciekawy.
- Ciekawy czego? - Zapytała siadając
na fotelu na przeciwko Izayi. Izaya przyglądał się jej przez
chwilę, aż w końcu ta uniosła brwi.
- Powiedzmy, że wielu rzeczy jestem
ciekawy. Jakbym się nie starał zdobyć na twój temat informacji
nigdzie nie umiem nic znaleźć. Wiesz nawet kiedyś kazałem Cię
śledzić i nic. Nadal nic nie wiem. A ja nie lubię kiedy czegoś
nie wiem. - Powiedział Izaya.
Aki przeanalizowała jego słowa. No
tak, domyśliła się że kazał ją śledzić. Za dużo o nim
wiedziała żeby nie, a tak poza tym, ona wysyłała pieniądze do
ludzi których zatrudniał. Prywatny detektyw który pracował tylko
w godzinach pomiędzy skończeniem jej szkoły i dotarciem do pracy,
oraz po jej pracy po ponownym dotarciu do szkoły? Już dawno się
domyśliła. I wiedziała, że Izaya nadal nic nie wiedział. To było
oczywiste, nie dawała nikomu poznać swojego prawdziwego ja poza
swoim zastępcą i Mikado. No i paroma zaufanymi osobami. A te osoby nigdy nie wydałaby tych
informacji jemu.
- No cóż twój problem. - Powiedziała
Aki pijąc herbatę.
- Nie zdziwiłaś się w ogóle. -
Zauważył Izaya.
- Powiedzmy, że się domyśliłam.
- Hmm... z moich informacji wynika, że
Kasuka Heiwajima był twoim dobrym przyjacielem, a potem chłopakiem.
Rozstaliście się i nadal się przyjaźniliście. Dotarło do mnie,
że kazał wyeksmitować twojego następnego chłopaka z miasta z
czystej zazdrości. Potem nie utrzymywaliście kontaktu, aż on nagle
wrócił do miasta. Aż do dzisiejszego spotkania nie widziałaś się
z nim. - Izaya część informacji wyczytał ze swojego komputera
część po prostu mówił z pamięci. - Skąd on wiedział, że tu
pracujesz?
Aki wzruszyła ramionami. Maiła na ten
temat swoje przepuszczenia.
- Zapewne od Shizuo.
- A dlaczego Shizu-chan miałby mu to
powiedzieć?
- Ponieważ nie zna zakończenia
historyjki z moim chłopakiem po Kasuce no i... powiedzmy, że Shizuo
nie bardzo podoba się, że tu pracuję. - Powiedziała Aki. - On nie
mówi do mnie gdy się widzimy "cześć" tylko "rzuć
robotę u tej kanalii".
- Aj Shizu-chan potrafi być taki zabawny kiedy ktoś nie zgadza się z jego poglądami.
- Ta, a poza tym, Shizuo najchętniej
widziałby mnie jako dziewczynę Kasuki.
- Tego to się spodziewałem.
- No właśnie.
- To czemu nie wyjaśnisz Shizu-chan o
co chodzi? - Izaya wydał się zdziwiony.
- Tak, mam iść do Shizuo, powiedzieć
mu, że jego brat jest kanalią i zapytać czy może mu nie
powiedzieć żeby się ode mnie odwalił? - Zapytała Aki ironicznie.
- No. - Powiedział Izaya.
- Ty serio jesteś nienormalny. -
Powiedziała Aki. - Mam zniszczyć wyidealizowaną wizję Shizuo na
temat jego brata? Są rodziną. Nie powinno się czegoś takiego
robić. Mój brat też wie jaki Kasuka jest, ale również nie pisnął
słówkiem Shizuo.
- Więc wolisz, żeby cię nachodził?
- Zapytał Izaya.
- Nie. Bo mój brat może mieć przez
to przechlapane. - Powiedziała Aki. - Za bardzo nienawidzi Kasuki i
mógłby zrobić coś głupiego, na przykład go pobić a potem mieć
przechlapane do końca życia. Nie może wiedzieć, że on mnie
nachodzi. Sama sobie poradzę z Kasuką.
Nie znasz własnego brata. Pozmyślał
Izaya. Nie znasz własnych przyjaciół. Nie wiesz co oni potrafią i
kim są, ale ja Ci tego też nie powiem.
- A co ty niby możesz, co? - Zapytał
Izaya.
- Nie wiem. Coś wymyślę. -
Powiedziała Aki.
- Jasne. - Powiedział Izaya.
Aki wypiła herbatę do końca.
- To ja się już zbieram. -
Powiedziała Aki i udała się do drzwi.
- Jak chcesz. Jadnak może Cię
zainteresuje to, że przed blokiem po jakieś 50 metrów w każdą
stronę stoi po 20 facetów, którzy mają za zadanie złapać Cię
jak tylko skąd wyjdziesz i przetransportować do Kasuki. -
Powiedział niby mimochodem Izaya. Aki zatrzymała się jakiś trzy
metry od drzwi i spojrzała na niego.
- Skąd wiesz?
- Ja wiem dużo, Aki. A to wiem od
mojego pewnego źródła.
Aki przygryzła wargę, nie miała
czasu na uciekanie im. Nie miała również zamiaru prosić Izayi o
pomoc w wydostaniu się, a tym bardziej zostawiać tu na noc.
Westchnęła i ruszyła do łazienki. Zaczęła przestawiać meble.
Izaya ruszył za nią i spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami.
- A można wiedzieć, co ty do cholery
robisz? - Zapytał Izaya.
- Szukam bezpośredniego zejścia do
kanałów. - Powiedziała Aki.
- Czy ty jesteś normalna? - Zapytał
Izaya bardzo serio. - Nie ma mowy, żebym Cię stąd wypościł samą
szczególnie w tych okolicznościach, szczególnie po ciemku.
- Niby jakich okolicznościach? -
Zapytała Aki nadal przestawiając meble. Izaya chwycił ją z rękę
i wyciągnął siłą z łazienki.
- Ej! - Zaprotestowała.
- Właśnie za oknami rozgrywa się
wojna pomiędzy wszystkimi kolorowymi gangami a szarymi. Na dodatek
czyhają na ciebie ludzie Kasuki. Czy tobie jest życie nie miłe? -
Zapytał Izaya, kiedy weszli do salonu i siłą popchnął ją na
kanapę, tak że na niej usiadła.
- A co Cie to tak nagle interesuje co
się ze mną stanie, co? - Zapytała Aki.
- Rzuciłem Kasuce mimowolnie wyzwanie.
On chce Cię dla siebie, a ja powiedziałem, że Cię nie dostanie.
Sorry, nie lubię przegrywać. - Powiedział Izaya. - A już
szczególnie z tą konkretną rodzinką.
- Jesteś niemożliwy.
- Dziękuję bardzo. - Powiedział
siadając na swój fotel. - Jako, że nie mam ochoty wychodzić
zostaniesz tu do rana.
- No chyba nie.
- Sądzę jednak że tak. - Izaya
nacisnął jakiś guzik, a w oknach pojawiły się kraty, a drzwi
zapiszczały co oznaczało, że tylko on może je otworzyć, bo
czytnik kart został zablokowany. Aki wstała.
- Super. - Aki zezłoszczona weszła do
swojego gabinetu zatrzaskując drzwi za sobą.
Chwyciła komórkę i położyła się
do łóżka. Co jej zostało? Nic więcej nie mogła zrobić, Izaya
związał jej ręce, w przenośni. Nakryła się kołdrą na głowę
i wybrała numer.
- Tak, szefie?
- Niestety będziecie musieli sobie na
radzić beze mnie. Zatrzymały mnie pewne... okoliczności. Dołączę
do was jak najszybciej.
- Jasne szefie. Damy rade i czekamy.
- Spoko.
Aki rozłączyła się i czekała
udając że śpi.
***
Kida i Satoshi rozmieścili swoich
ludzi. Jak się okazało działali bardzo efektownie. Wszyscy szarzy,
który się napatoczyli zostali momentalnie likwidowani, cóż się
dziwić nie przeczuwali ataku i nie chodzili w dużych grupkach.
Jednak okazało się ich więcej niż Kida i Satoshi się
spodziewali. A przecież bronili tylko regionu Ikebukuro, a słyszeli
że w Chu i Cziki również są ostre walki. Kida i Satoshi biegnąc
przez miasto do miejsca gdzie zostali wezwani, rozmawiali.
- Kiedy oni się zorganizowali taką
grupą? - Zapytał Kida.
- Nie wiem. Musieli to dobrze
zaplanować. - Powiedział Satoshi.
- No dobra, ale na trzech dzielnicach?!
- Zapytał Kida. - Jak to jest możliwe, że pozostali niezauważeni?
- Skąd mam wiedzieć? Muszą mieć
dobrze zorganizowanego lidera.
- Jeśli tak to nie chce go spotkać. -
Powiedział Kida.
Pobiegli dalej.
***
Mikado stukał w klawiaturę
poddenerwowany. Podeszła do niego Anri z kawą.
- Nic się nie bój, dadzą radę. -
Powiedziała siadając koło niego.
- Tak, z tym że większość moich
przyjaciół aktualnie toczy ciężkie walki. - Powiedział Mikado.
- Moich też. - Powiedziała Anri. -
Mam obudzić Saikę?
- Nie. - Powiedział Mikado. - Jeżeli
sytuacja wymknie się nam spod kontroli wezwę Shizuo, Celty i Izayę.
Jeżeli oni nie dadzą redy, a sądzę, że by dali, to dopiero
wtedy. Jednak sądzę, że sytuacja wcale się spod kontroli nie
wymknie. A poza tym...
- A poza tym co?
- Nie chcę, żebyś wychodziła na
ulice w tej sytuacji. - Mikado położył głowę na jej kolanach, a
ona pogłaskała go po włosach. - Dostatecznie mi ciężko, wiedząc
że oni już walczą.
- Nic im nie będzie. Na pewno. -
Powiedziała Anri ale sama bała się o nich.
Anri jako jedyna poza Mikado znała
pełny skład szefostwa gangów. Nawet Izayi brakowało informacji o
jednym szefie, a mianowicie o Aki, która była dowódcą zielonych.
Anri uważała, że to zabawne, że akurat o niej nie wiedział.
Wróciła myślami do tego co jej powiedziała Tatiana o uczuciach
Aki do Izayi. Zawahała się, a potem zapytała.
- Mikado?
- Tak?
- Czy ty wiedziałeś, że Aki jest
zakochana w Izayi? - Mikado zawahał się po czym westchnął.
- Podejrzewałem to. A ty skąd to
wiesz?
- Od Tatiany.
- No i co w związku z tym?
- Nie mógłbyś jakoś na nią
wpłynąć?
- A co, nie podoba Ci się to?
- No, nie. Szczerze nie lubię Izayi i
czuję, że tylko by Aki zranił. - Anri była stanowcza. Mikado
westchnął.
- Ja nic nie wskóram. Izaya mnie nie
posłucha za żadne skarby. A Aki jest jeszcze bardziej uparta niż
on. O ile to możliwe. Poza tym jest możliwość, że on nie ma
pojęcia o uczuciu Aki do niego i lepiej żeby się o nim od nas nie
dowiedział. - Powiedział Mikado.
- Czyli że nic nie można z tym
zrobić?
- Nie wiem. Możesz iść porozmawiać
o tym z Shizuo, jak te walki ucichną.
Anri westchnęła. Mikado spojrzał na
nią.
- Jeżeli Ci na tym zależy mogę iść
z Tobą. - Powiedział.
- Dziękuję. - Powiedziała i
pocałowała go.
***
Walki nadal trwały i jak na razie szło
gładko. Aki nadal siedziała w łóżku w domu Izayi, a Mikado i
Anri rozmawiali cicho obserwując notatki na forum i czytając smsy.
Noc zdawała się dla wszystkich trwać już wieczność, a przecież
zbliżała się dopiero północ.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz