Regulamin

1. Jest to blog o tematyce Durarara. Jak nie lubisz w prawym górnym rogu jest czerwony krzyżyk - wciśnij go.
2. Każdy rozdział jest mój, oryginalnie pisany. Nie kopiuje i nie plagiatuje innych blogów.
3. Generalnie tematyka jest hetero (MxK) ale może pojawić się również tematyka homo (MxM) lub (KxK). Nie czepiać się. Ostrzegałam.
4. Nie spamować. Nie wklejać linków w komentarzach.
5. Nie przeklinać w komentarzach i nie obrażać nikogo.
6. Krytyka mile widziana ale nie chamska.

wtorek, 27 listopada 2012

Rozdział XVI



Aki otworzyła oczy i rozejrzała się w oku siebie. A no tak. Jestem w domu Shinry i wyratował mnie od śmierci. Miło. Ale co z resztą? Aki rozejrzała się po pokoju i jej wzrok padł na Izayę, który siedział w fotelu na przy drzwiach i pisał coś na swoim laptopie. Po chwili podniósł wzrok i zauważył, że się obudziła.

- No na reszcie. - Powiedział. - Akai już powoli dostawał szału.

- Super. - Mruknęła Aki.

- Nie martw się. Nie ma go tu. Pilnuje go Shizuo u was w domu.

- O... miło. - Powiedziała Aki.

- Uprzedzam. Nie byłem jedyny który poznał twoją tajemnicę bycia Zieloną.

- Super na "dzień dobry" już ten temat. Zamiast "jak się czujesz", usłyszę pewnie "co oni Ci tam robili". - Aki wywróciła oczami.

- Dzień dobry. Jak się czujesz? Akai wie, że jesteś zieloną. - Izaya wywrócił oczami. - A poza tym miałem zamiar powiedzieć "wiesz ile roboty na Ciebie czeka?".

- Dzięki.

- Żartowałem. Shinra wymusił na mnie co najmniej dać Ci tydzień chorobowego. - Powiedział Izaya.

- No jeszcze lepiej. Tydzień nic nie robienia. - Westchnęła Aki. - Kiedy ma mnie zamiar stąd wypościć?

- Za tydzień.

- Hę? No super. A co z szarymi?

- Wszyscy zlikwidowani. No przynajmniej większa większość.

- A Kaida?

- Skręciłem mu kark.

- Dzięki. Ile tu już jestem?

- Od momentu kiedy Cię tu przyniosłem... jakieś 15 godzin.

- No super.

Drzwi otworzyły się. Wszedł Shinra.

- O Aki obudziłaś się! Cudownie! - Aki i Izaya zrobili podobną minę w stylu "no i koniec ciszy i spokoju". - Jak się czujesz?

Zaczął sprawdzać temperaturę i te jego inne medyczne bzdury.

- Dobrze. - Mruknęła przez termometr w ustach.

- Podejrzewam. Jak tam obicia i stłuczenia?

- W sumie to ledwo je czuje dopóki leżę.

- To dobrze. Hmm... Izaya mógłbyś poinformować Mikado i Akaiego, że się obudziła?

- No. - Powiedział i wysłał odpowiednie smsy.

Po chwili Mikado opisał, że to dobrze i że wpadną potem. A jeszcze chwilę później pojawił się Akai. Wszedł niepewnie do pokoju.

- Wszystko ok, Aki? - Zapytał patrząc na nią z niepokojem.

- Już tak. - Uśmiechnęła się.

Izaya ukradkiem wyszedł z pokoju. Shinra też. Akai podszedł do niej i usiadł na krzesełku obok łóżka. Głowę oparł na jej kolanach.

- Wiedziałem, że będzie dobrze, ale Shinra nie pozwalał mi tu wejść. - Powiedział.

- Już okej. Naprawdę. - Powiedziała. Akai przez chwilę nic nie mówił. - Czy ty płaczesz?

- Nie kurde. Śmieje się wiesz. - Warknął i przytulił się do niej. - Masz przechlapane wiesz? Jak mogłaś mi nic nie powiedzieć co? Ale już ok. Wszystkie tajemnice.... I... przepraszam. Nie powinienem kryć przed Tobą, że dowodzę, gangiem niebieskim po ojcu.

Aki spięła się. Nie wiedziała o tym, ale zaraz rozluźniła się. Powinna to była przewidzieć.

- Cii. - Powiedziała. - Już okej.

Siedzieli tak chwilę. Po chwili Akai wrócił do siebie i zaczął jej streszczać co się działo jak była uwięziona i potem nieprzytomna. Słuchała go z uśmiechem. Po jakiś trzydziestu minutach wszedł Shinra.

- Ej Akai chyba nie chcesz zabić siostry swoimi historyjkami? - Powiedział Shinra. - Lepiej zbieraj dupę do szkoły.

Akai skrzywił się.

- Dobra, dobra. Wpadnę po szkole, ok? - Zapytał.

- Ok.

Akai wyszedł. Shinra postawił przed Aki jedzenie i picie po czym wyszedł. Aki uśmiechnęła się, zjadła wszytko i Shinra wrócił. Dodał jej jakieś specyfiki do kroplówki.

- Pośpisz sobie jeszcze trzy godzinki, okej? Dopóki nie zaczną działać witaminy, dobra?

- Wiesz co, mam już dość spania do końca życia. - Mruknęła, ale czuła, że oczy jej się zamykają.

Shinra zaśmiał się i wyszedł, a Aki zasnęła.

TRZY DNI PÓŹNIEJ

- Aaa! Nie chce! - Krzyknęła Aki.

- Aki uspokój się! - Powiedział Shinra.

- Wyjdź mi z tym! - Krzyknęła Aki.

Izaya wywrócił oczami. Shinra wszedł z informacją, że czas na zastrzyk witamin i strzykawką w ręce, a ta zaczęła panikować. Boże, jak dziecko.

- Izaya ja nie chce! - Powiedziała. - Wywal go stąd.

- Nie mam takiej władzy. - Powiedział Izaya. Czy naprawdę musieli przez to przechodzić?

- To dla twojego dobra. - Powiedział Shinra zbliżając się.

- Będę się drzeć. Shinra zacznę krzyczeć jak pojedziesz chodź krok bliżej! - Powiedziała Aki.

Shinra zatrzymał się w pół kroku, wiedział że nie żartowała i raczej wolał tego nie słyszeć, Aki miała naprawdę mocny głos, a piszczała jeszcze głośniej. Izaya westchnął zrezygnowany. Torturowali ją, cieli, podwali przeróżne środki, a ta bała się Shinry ze strzykawką. Izaya naprawdę żałował, że Celty akurat była w pracy. Ona by już ją jakoś uspokoiła, a oni we dwójkę? Nie był tego taki pewien. Shinra spojrzał błagalnie na Izayę.

- Aki jest Ci to potrzebne, żebyś wyzdrowiała. - Powiedział Izaya.

Wcześniej nie było problemu, bo podawał jej leki przez kroplówkę, ale Aki już jej nie potrzebowała więc wczoraj ją wyciągnął. Chociaż też zaczęła panikować jak się obudziła z igłą w ręce, ale podłączał jej ją kiedy spała więc za bardzo wiele do gadania nie miała. Cóż nikt nie podejrzewał, że Aki będzie robiła problemy ze strzykawkami. A na dodatek była w pełni przytomna, więc raczej nie dadzą rady jej uśpić.

- Wole żeby znowu mnie pocięli nożem niż dać sobie zrobić zastrzyk. - Powiedziała na wydechu. No ekstra, totalne dziecko.

- Super podejście. - Powiedział Izaya obierając inną taktykę. - Przywódczyni zielonych boi się strzykawek. Co jak co ale tego się nie spodziewałem.

Aki zgryzła wargę.

- Mam gdzieś twoje wpływanie na moją dumę. - Warknęła. - Jak Shinra się zbliży zacznę się drzeć i zlecą się sąsiedzi z pytaniem kogo tu torturujecie. Celty nie będzie zadowolona.

Aki tym tekstem pokonała ich całkowicie. Nie mięli zamiaru denerwować Celty bez powodu. W ten sposób Aki nie pozwalała im zrobić tego zastrzyku siłą. Musieli przyjąć z nią jakiś kompromis. Izaya westchnął.

- A jak będę Cię trzymał za rękę? - Zapytał siadając koło niej. - A Shinra obieca, że nawet nie poczujesz?

Aki kręciła głową, ale Izaya chwycił ją za lewą rękę i zmusił do spojrzenia sobie w oczy. Izaya jeszcze tego nie wiedział, ale już wygrał. Trafił w jej najczulszy punkt nawet o tym nie wiedząc. Aki zawsze fascynowały jego oczy. Miały bardzo nietypowy odcień. Były tak pomarańczowe, że prawie czerwone. A poza tym miały jakąś hipnotyczną moc, Aki zawsze odpływała gdy w nie patrzyła.

- Nawet nie poczujesz. - Powiedział. Aki nadal kręciła głową, ale Izaya już domyślił się, że wygrał. Kiwnął głową na Shinrę. Gdy ten chwycił jej prawą rękę, Aki wzdrygnęła się i odwróciła się z lodowatym spojrzeniem i chciała się zacząć się drzeć, ale Izaya drugą ręką zmusił aby ponownie spojrzała mu w oczy, czym ponownie złamał jej wolę walki. - Patrz na mnie. - Powiedział rozkazującym tonem, a potem głos mu złagodniał do uspokajającego. - Nawet nie poczujesz. Jeśli chcesz wyzdrowieć musisz się słuchać Shinry.

- Nie lubię się kogoś słuchać. - Mruknęła, a Izaya zaśmiał się.

- Co prawda to prawda. - Powiedział Izaya.

- No już. - Powiedział Shinra, ale ta dwójka nawet nie zaszczyciła go spojrzeniem.

- I co mówiłem, że nawet nie poczujesz? - Zapytał Izaya.

- No...

- Będziesz grzeczna i dasz sobie robić zastrzyki nawet jak nie będzie tu mnie lub Celty? - Zapytał Izaya. Nie mógł tu siedzieć całymi dniami, chodź w domu bez ciągłych kłótni z Aki też się nudził, więc gdy miał siedzieć w domu przyłaził tu i wychodził tylko gdy miał robotę na mieście, co zdarzało się często.

- A co z tego będę miała? - Zapytała Aki. Nawet nie zauważyli, że Shinra wyszedł z pokoju.

- Hmm... - Izaya zamyślił się i zawahał. Już dawno zauważył, że zmieniły się jego uczucia do Aki. Szczególnie gdy mamrotała nieprzytomna o nim, ale nie powiedział jej o tym. Może warto było zaryzykować? Hmm...

Izaya pochylił się i Aki nawet nie zdążyła zareagować a on już ją pocałował. Przez chwilę była w szoku, a potem odwzajemniła pocałunek, i zarzuciła mu rękę na szyję, tą której nie trzymał. Co jak co ale tego się nie spodziewała. Nie żeby nie była zadowolona, chociaż szok jeszcze nie do końca ustąpił. No ewentualnie mógł to być jeden z jej za bardzo realnych snów. Izaya po chwili odsunął się, a ona z jękiem protestu jeszcze mocniej go do siebie przytuliła prawą ręką. Izaya zaśmiał się.

- Jesteś jak dziecko. - Szepnął. - Jak będziesz grzeczna dostaniesz więcej.

- Ale ja chcę teraz. - Mruknęła z miną naburmuszonego dziecka. Izaya wywrócił oczami i pocałował ją jeszcze raz. Nagle obydwoje usłyszeli.

- Ble, ohyda. - Oderwali się od siebie cali czerwoni. Akai stał w drzwiach i miał minę wyrażająca "WTF?" oraz "Bleee".

- O... Akai? Ty już po szkole? - Aki starała się jakoś rozładować atmosferę.

- Ta. I możesz być pewna, że już nigdy nie przyjdę tu bez telefonicznego uprzedzenia. - Powiedział Akai wzdrygając się. - Ble...

Wyszedł z pokoju i poszedł zrobić napad na lodówkę Shinry. Aki schowała głowę pod kołdrę. Nie mogła w to uwierzyć, że Akai widział jak całowała się z Izayą... Moment... Aki zrobiła się czerwona od stóp aż po uszy. Całowała się z Izayą? I to nie był sen? Miała wrażenie, że zaraz zemdleje. Do pokoju wszedł Shinra. Spojrzał na Aki schowaną pod kołdrą i nadal czerwonego Izayę. Podszedł i zmierzył Aki gorączkę ściągając z niej kołdrę. Nie zdziwiłaby się gdyby miała z 40 stopni.

- Ej co jest? Akai chodzi i mówi, że zaraz będzie rzygał, ta ma chyba gorączkę, a ty jesteś cały czerwony. - Shinra zawsze miał problemy z ogarnięciem rzeczywistości. - Źle się czujesz Aki?

- Nie... - Mruknęła.

- No to co...? - Shinra zaczął, ale Izaya odchrząknął.

- Muszę wyjść na chwilę. Praca wzywa. - Powiedział sam nie wiedział do kogo. Spojrzał na Aki wymownie. - Słuchaj się Shinry.

- Nie mów mi co mam robić. - Mruknęła słabo. Izaya zaśmiał się i wyszedł, a Aki opadła na poduszki.

- Co tu się stało? Nie było mnie tylko jakieś dziesięć minut! - Shinra zdenerwował się. Serio? Aki wydawało się, że minęła wieczność.

- Nic. Nic się nie stało Shinra.

Shinra całkowicie zbity z tropu wyszedł z pokoju.

***

Satoshi szedł niosąc torbę Neru, a ta szła obok niego z uśmiechem.

- Ah, ja miło w końcu wyjść z tego szpitala. - Neru rozpromieniła się jeszcze bardziej.

- Ta... - Satoshi myślami błądził gdzieś indziej. Myślał o Kidzie. Tylko on jeszcze nie wiedział, że jego brat został zabity kiedy odbijali zieloną. Zielona sama miała z nim o tym pogadać. Hmm... ciekawe kim ona jest? Będzie musiał poprosić Kidę aby mu powiedział jak się dowie.

Neru coś do niego powiedziała, ale nie usłyszał jej. Ta pomachała mu ręką przed oczami zirytowana.

- Ziemia do Satoshiego. Ziemia do Satoshiego. - Powiedziała.

- Co? Oh, przepraszam Neru zamyśliłem się. - Powiedział Satoshi.

- A co jest ważniejsze ode mnie co? - Zapytała Neru.

- Nic. Po prostu pewna myśl wpadła mi do głowy i zrobiła małe zamieszanie. - Satoshi uśmiechnął się. - Przepraszam, co mówiłaś?

- Pytałam się czy w domu jest posprzątane. - Powiedziała Neru.

- Tak, Saki posprzątała. O nic się nie martw. - Satoshi uśmiechnął się.

Neru i on mieszkali z Saki i Kidą. W ogóle to o ile dobrze pamiętał, nie dużo już brakowało, aby Kida oświadczył się Saki. Sam parę razy o tym myślał ale stwierdził, że lepiej jeszcze poczekać. Co najmniej do skończenia szkoły. Wiedział, że Neru poczeka. Doszli do domu. Wypadła z niego Saki.

- Neru-san!

- Saki-san!

Przytuliły się i zaczęły rozmawiać, a Satoshi wniósł rzeczy Neru do jej pokoju i wszedł do kuchni, gdzie Kida akurat jadł obiad. Satoshi również sobie nałożył i siadł obok niego słuchając jak dziewczyny paplają w salonie.

- No i po ciszy i spokoju. - Zaśmiał się Kida.

- Tak. - Satoshi również się uśmiechnął.

Potem sposępniał, a Kida zaczął coś nawijać. Satoshi wiedział, że wystarczyło kiwać głową i co jakiś czas mówić "No", "Jasne", "No pewnie", aby Kida wierzył że się go słucha. Zastanawiał się ile jeszcze czasu będzie widział Kidę w tak wyśmienitym humorze. I jak Kida zareaguje na rewelacje Zielonej i Mikado. Miał nadzieję, że nie będzie bardzo załamany. O ile Satoshi dobrze pamiętał, Kida nigdy jakoś specjalnie nie zżył się z bratem. No ale w końcu byli rodziną. To na pewno będzie bolesna strata do Kidy.
Po zjedzonym obiedzie przenieśli się do salonu. Satoshi usiadł na fotelu, a Neru siadła na podłodze opierając się o jego nogi. Kida usiadł z Saki na kanapie i obejmował ją. Oglądali jakiś film i Satoshi zaczął się zastanawiać, czy nie mogłoby być zawsze tak spokojnie.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Rozdział XIV i XV

Baardzo was przepraszam, za tak długą przerwę ale miałam kilka powodów:
Miałam formatowany komputer i przerzuciłam opowiadanie na pendrive a ono mi gdzieś zniknęło, dość długo się go naszukałam a mimo to nie odzyskałam go całego i byłam z tego powodu dość wściekła.
To był taki główny powód ale dodatkowo znajomi, obowiązki i zbliżająca się matura próbna zawaliły mi większość czasu, więc jeszcze raz baaardzo was przepraszam ...
Umieszczam dzisiaj za to dwa rozdziały i mam nadzieję, że już więcej żadnych podobnych akcji nie będzie :)

Rozdział XIV

- Izaya. - Shizuo warknął.

- Nie mam teraz dla Ciebie czasu. - Izaya po prostu szedł przed siebie i minął go bez słowa.

- Izaya gdzie byłeś? - Zapytał Mikado.

- To teraz nie ważne. - Izaya minął go i stanął na przedzie kilka metrów od Kaidy. - Zabiję Cię.

- Chcę to zobaczyć Izaya Orihara.

- Zabiję Cię za to co zrobiłeś Aki. - Warknął.

- I tak jej nie uratujesz. Już jest martwa. - Zaśmiał się Kaida. Izaya spiął się, ale postanowił nie mówić jeszcze reszcie, że Aki jest już bezpieczna. Teraz byli bojowo nastawieni. Tego właśnie potrzebowali.

- Zobaczymy. - Powiedział Izaya.

- Gdybyś widział jej minę gdy powiedziałem jej, że znalazłem waszego szefunia. - Zaśmiał się Kaida. - Była zrozpaczona.

Izaya po prostu nie wytrzymał. Chciał po prostu go zabić, z przyzwyczajenia jego ręka chwyciła po scyzoryk i go otworzyła. Pobiegł na Kaidę próbując pociąć go w jakimkolwiek możliwym miejscu, kątem oka zauważył że inni również włączyli się do walki. Szarych było więcej, jednak nie mieli żadnych broni poza pięściami, a że nie byli Satoshim, to też dużego zagrożenia nie było. Za każdym razem, kiedy już Izaya zbliżał się do tego gnoja, któryś z nich wchodził mu w drogę. Jeden z nich naskoczył na niego z tyłu, odwrócił się, jednak był już za blisko, chciał odskoczyć, jednak w powietrzu został przebity przez katanę. Nie stojąc dług po prostu domyślił się, że ma dług wdzięczności u Anri, lub raczej Saiki, i pobiegł dalej. Gdzieś w oddali zobaczył Akaiego, który walczył razem z Mikado, boleśnie tnąc każdego który jest w jego zasięgu. Kiedy był w takim stanie, mało rzeczy mogło go zatrzymać, wydawał się czerpać radość z możliwości zabijania. Mikado znów spokojnie unikał ataków przeciwnika, i oddawał precyzyjnym kontratakiem, często nokautując go jednym ciosem. Shizuo zmiatał szarych jak papierki rzucając wszystkim co weszło pod rękę, między innymi znak drogowy który był już cały zakrwawiony. Obok niego, Celty przecinała wszystkich swoją kosą, powodując glebę u napastników. Dzięki nim Izaya był w stanie dobiec ostatecznie do Kaidy, w którego oczach dostrzegł strach, co niezmiernie go ucieszyło. Podbiegł do niego, a widząc jego pięści odskoczył lekko i znowu zaatakował. Nie miał szans na uniknięcie, a krew trysła mu z brzucha. Gdy leżał już na ziemi Izaya uśmiechnął się perfidnie.

- Prezent od Aki. - Szepnął i skręcił mu kark.

Izaya rozejrzał się co z resztą aby w razie czego pomóc. Okazało się że nie było takiej potrzeby, ponieważ wszyscy szarzy, byli albo martwi, albo nie zdolni do walki. Jedynym który jeszcze nie przestał walczyć był Akai, który ciachał wszystkich którzy próbowali uciec. Izaya odetchnął

- Ale jak my się teraz dowiemy gdzie jest Aki? - Mikado wpadł w panikę.

- Oj nie bój nic. - Izaya odetchnął. - Jest u Shinry.

- Co? - Zdziwił się Akai podchodząc.

- Najpierw ją wyciągnąłem z tego bagna a potem tu przylazłem dowiedziawszy się od niej wszystkiego. - Powiedział Izaya. - Shinra robi co może. Straciła dużo krwi no i miała w sobie jakieś prochy. Wolę nie myśleć co jej tam robili.

Akai już chciał ruszać do Shinry, kiedy zatrzymał go Shizuo.

- Nie uważasz, że trzeba tu posprzątać? - Zapytał.

Akai westchnął. Zabrali się za usuwanie trupów. W pewnym momencie do Izayi podszedł Akai.

- Nie sądziłem, że kiedyś to powiem. Dzięki Izaya. - Mruknął.

- Nie ma za co.

- Izaya coś ty robił przez cały ten czas? - Zapytał Mikado kiedy już wszytko było posprzątane. Celty z Akaim odjechała szybko na motorze do domu. Anri szła podtrzymywana przez Shizuo. Członkowie gangu czerwonych zostali wysłani do zmobilizowanie reszty do walki z szarymi jak najszybciej.

- Hmm... powiedzmy, że dowiedziałem się, że została porwana Aki i jej szukałem. - Powiedział wymijająco.

- Okej.

Wszyscy jakby równocześnie przyspieszyli kroku, aby jak najszybciej dojść do domu Shinry. Nikt się już nie odzywał.

Rozdział XV

Shizuo, Izaya, Mikado, Anri i zdenerwowany Akai siedzieli w salonie w domu Shinry i czekali. Shinra i Celty nie pozwolili im wejść do pokoju w którym starali się wyratować Aki. Po kilku godzinach Shinra całkowicie zmęczony wyszedł. Wszyscy spojrzeli na niego z wyczekiwaniem. Westchnął i uśmiechnął się.

- Raczej nic jej nie będzie, ale trochę tu poleży. - Powiedział Shinra.

Anri i Mikado opadli z westchnieniem na kanapę. Shizuo wyciągnął papierosa ale widząc wzrok Shinry wstał i wyszedł na balkon. Akai poderwał się.

- Mogę ją zobaczyć? - Zapytał Akai.

- W sumie to byś mógł, ale Ci nie pozwolę do wpierdzielisz jej jeszcze bardziej, a to raczej nie pomoże jej na zdrowie. - Powiedział Shinra. - A tak poza tym to musi spać. I prawdopodobnie pośpi jeszcze jakiś czas.

- Co jej dokładnie było? - Zapytał Akai siadając wiedząc, że Shinra i tak postawi na swoim.

- Hmm... jakby ci to... żebyś zrozumiał... A no dobra tak. - Shinra usiadł. Widać było, że jest wykończony. - Miała w organizmie bardzo dużo środków nasennych i otumaniających. Po drugie brakowało jej bardzo dużo krwi. Najwyraźniej bardzo powoli wykrwawiała się przez dość głęboką ale precyzyjną ranę. I musiała się wykrwawiać bardzo długo. Obitych kilka żeber, wstrząs mózgu, no i poważne siniaki na twarzy i na brzuchu oraz klatce piersiowej. Dodatkowo prawie odwodniony organizm i wygłodzony.

Wszyscy wzdrygnęli słysząc to z ust Shinry.

- Tak, dwie godziny... nie półtorej godziny później i by nie żyła. - Kiwnął głową. - Nie podawałem jej środków nasennych. Te które miała w sobie wystarczą, że pośpi z co najmniej 9 godzin.

- Izaya, jestem Ci jeszcze bardziej wdzięczy, że drania zabiłeś. - Powiedział Akai.

- Ja żałuje, że tak szybko. - Mruknął Izaya. - Powinienem mu zrobić co najmniej to samo co on jej.

- Izaya, uspokój się. - Powiedział Mikado. - Shinra czy możemy ci zostawić Aki po opieką?

- Jasne. - Powiedział.

- W takim razie. Shizuo mógłbyś dopilnować, aby Akai znalazł się w domu i położył spać?

- Jasne. - Powiedział Shizuo.

- Ej! - Powiedział Akai oburzony.

- Chcesz żeby zobaczyła cię całego we krwi, na dodatek z workami pod oczami? - Zapytał Mikado.

- No... nie. - Przyznał Akai.

- No to już do domu. Shinra poinformuje Cie jak się obudzi. - Powiedział Mikado.

- Oczywiście. - Shinra potwierdził.

Zrezygnowany Akai wyszedł z Shizuo. Mikado i Anri również wstali.

- My musimy wprowadzić w życie plan Izayi. - Powiedział Mikado. Wcześniej gdy czekali, Izaya poradził Mikado jak załatwić skutecznie tą sprawę. - I poinformować resztę o tym zdarzeniu. Na razie.

- Na razie.

Ta dwójka też wyszła. Shinra spojrzał na Izayę.

- Co? - Zapytał czarny.

- Prawie Cię nie poznałem kiedy ją tu przyniosłeś. Co w Ciebie wstąpiło?

- Nie wiem. - Izaya oparł się o kanapę i zamknął oczy odchylając głowę do tyłu.

- Widzę, że ty też długo byłeś na nogach. Jak chcesz pokój gościnny jest wolny. - Powiedział Shinra. - Możesz z niego skorzystać. A jak chcesz mogę Ci zaaplikować również...

- Nie, nie. Pokój gościnny w zupełności wystarczy. - Powiedział Izaya.

- Okej. - Powiedział Shinra z tym jego uśmiechem.

Izaya wstał i ruszył do pokoju gościnnego. Rzucił się na łóżko i... zasnął.

***

Walki nadal trwały, ale kolorowi mieli więcej motywacji. Całą noc wypleniali szarych, ale w końcu im się to udało. Jednak jedno ich martwiło. Nie znaleźli szefa szarych. Nie wiedzieli co o tym myśleć, jednak postanowili że na razie nic nie zrobią. W końcu sam nic nie wskóra. O koło godziny piątej, Tokio w końcu zasnęło w miarę spokojnie.

wtorek, 2 października 2012

Mała informacja :)

Witam : )
Chciałam was tylko poinformować, że niestety conajmniej 2 tygodnie nowej notki nie będzie.
Dlaczego? Ponieważ wyjeżdżam do Szwajcarii do pracy i nie będzie mnie około 15 dni ...
Blog nie zostaje zawieszony ani nic takiego ... jak tylko wrócę do Polski zamieszczę nową notkę : )
A więc ... do zobaczenia, ja mata lub jak bd mówić w Szwajcarii: au revoir ! : )

wtorek, 25 września 2012

Rozdział XIII

Aki była na skraju zemdlenia. Kaida jak powiedział przychodził co pół godziny i obliczyła, że zostało jej jakieś cztery godziny życia. Była z siebie dumna, że jeszcze nie zemdlała, a tym bardziej że jeszcze nic im nie powiedziała. Straciła już wiarę na ratunek więc trzymała się jednej myśli, która pozwalała jej jeszcze funkcjonować: zabiorę ze sobą wszystkie informacje do piachu. Może nie było to za bardzo podnoszące na duchu, ale dawało jej w jakiś sposób kopa. Po drugie satysfakcjonowało ją to, że jak umrze to Kasuka nie dopnie swego. To też dawało jej siły. Martwiła się co stanie się z Akaim. Ale Shizuo na pewno się nim zajmie. Czy Mikado ujawni Izayi, że była zieloną? Chyba byłoby to nawet pocieszające, żeby się dowiedział. Już sobie wyobrażała jaką minę zrobi kiedy dowie się, że miał przywódczynię zielonych pod nosem. Aki mogła się z nim kłócić i być dla niego wredna ale mimo to go kochała, mimo że on jej raczej nie. W sumie uważała się za tchórza. Nigdy nie powiedziała Izayi co do niego czuje. Bała się, że ją wyśmieje. Przypomniała sobie sytuację kiedy się załamała psychicznie w jego domu. Był wtedy... nawet słodki i miły, ale zapewne też nie myślał wtedy racjonalnie. No i martwił się o nią. Chyba. Przynajmniej była mu potrzebna do zrobienia na złość Kasuce. Była mu potrzebna. Aki westchnęła i łzy popłynęły jej z oczu. Nie żałowała, że umrze. Nawet witała śmierć z uśmiechem, a jednak mimowolnie trochę się bała. Wiele rzeczy w swoim życiu nie zrobiła.
Kaida wszedł jeszcze dwa razy. Za drugim razem pochylił się nad nią z perfidnym uśmiechem i powiedział.

- Twoja ofiara idzie na marne Aki. I tak dopadniemy Dollars. Z Tobą czy bez ciebie są skończeni.

Nie, nie są. Nie mogą być. Shizuo, Celty, Shinra, Mikado, Anri, Hao cały jej gang... pozostałe gangi... Aki widziała ich wszystkich. Dadzą sobie radę. Na końcu w jej myślach pojawił się Izaya. On im na pewno pomoże. Zawsze pomagał choć czasem nie chciał.

- Szarzy opanowali już większość dzielnic Dollars. Za niedługo znajdą twojego szefa. A kolorowi chowają się w domach i liżą rany. Wiesz ilu ich już wybiliśmy? Bardzo dużo. Sądzą, że w dzień nie działamy. Mylą się.

Aki coraz więcej łez wypływało z oczu. Co ona mogła zrobić? Co mogła zrobić?

- Kaida! - Ktos wszedł do pokoju. - Chyba znaleźliśmy dom ich szefa! Jesteś nam potrzebny!

Aki serce prawie się zatrzymało. Mikado... Anri... musiała ich ostrzec. Ale nie miała jak. Kaida uśmiechnął się.

- Widzisz? Mówiłem. Teraz cie tu zostawię. Umrzesz tu sobie. - Zaśmiał się Kaida. - Nie martw się, podrzucę twoje ciało twojemu bratu. Niech chociaż ma tyle.

Zaśmiał się i wyszedł, a Aki płakała dalej. Po jakiejś pół godzinie usłyszała jakieś hałasy na górze, a po chwili usłyszała jak ktoś otwiera drzwi i z chodzi na duł. Czy już załatwili Mikado i Anri? Czy przyszli z nią skończyć bo nie jest im potrzebna? Nie miała nawet siły podnieść głowy żeby zobaczyć kto ją wykończy. Usłyszała jak ktoś przecina liny krępujące jej nogi i nogi. Ktoś przy niej kucnął i usłyszała głos przez który o mało jej serce nie stanęło totalnie.

- A mówiłem Ci żebyś nie opuszczała mojego domu, co nie Aki? - O ile dobrze interpretowała ton jego głosu Izaya był zdenerwowany i zirytowany.
- Izaya. - Szepnęła.
- Mogłabyś mi wyjaśnić co ty tu do diabła robisz? I czemu Cię porwali, hę? - Izaya podniósł ją jakby nic nie ważyła.
- Hehe... jakby Ci to... - Izaya przez przypadek nacisnął na jej rękę. - Ała...
- Oj przepraszam. - Położył ją na chwilę, zdjął bluzkę i porwał ją po czym owinął jej rękę. - Tak chyba będzie lepiej. - Wziął ją z powrotem na ręce.
- Izaya...
- Co?
- Jest dzień czy noc? - Zapytała.
- Popołudnie, koło 15... - Powiedział.
- Mógłbyś zawiązać mi też oczy? Bo mogę je nieźle uszkodzić kiedy... - Zaczęła i zakrztusiła się.
- Oj, racja. - Powiedział. Znowu ją położył i zawiązał oczy resztą bluzki. Po czym ruszył dalej z nią na rękach. - Więc?
- Więc... heh...
- Jesteś przywódczynią zielonych tak?
- Skąd...? - Zdziwiła się.
- Zielone bransoletki, zielona opaska na czole i ramieniu.
- Oj... no tak. Jestem... - Aki ledwo już mówiła.
- Hmm... - Izaya uśmiechnął się. - Powiedzmy, że nie zdziwiło mnie to.
- Gdzie mnie niesiesz?
- Do Shinry, a gdzie indziej, co? - Izaya prawdopodobnie wywrócił oczami.
- No tak... ej!
- Co? - Zapytał Izaya.

Aki czuła, że zaraz zemdleje.

- Mikado i Anri... są... w niebezpieczeństwie. Słyszałam... poszli po nich. Słyszałam.... że znaleźli... dom Mikado. - Aki jęknęła z bólu, nie umiała mówić już prawie.
- Okej, zajmę się tym jak tylko dostarczę Cię do Shinry. - Powiedział Izaya.
- I... zdejmij moje bransoletki oraz opaski... - Aki już szpitala.
- A to czemu? - Zdziwił się Izaya. - Celty i Shinra nie wiedzą, że jesteś zieloną?
- Shinra... wie... Celty... nie wiem czy wie... ale nie o to... - Aki nie umiała się wysłowić. - Nie możesz... zniszczyć mi... reputacji... wynosząc mnie... w cechach... charakterystycznych... dla...
- Okej, okej. - Izaya wywrócił oczami. Zdjął opaski i bransoletki.
- Schowaj... je... - Oczy Aki patrzyły już wewnątrz głowy. - Oddasz mi... potem...
- Okej. - Izaya wyszedł z nią z budynku.
- Daleko... do... Shinry?
- O dziwo nie. - Zaśmiał się Izaya. - Tylko jakieś trzy ulice.
- Oh...

Aki już miała odpłynąć kiedy coś sobie przypomniała.

- A...
- Co znowu?
- Mam prośbę...
- Jeszcze jedną? - Izaya udawał znudzonego.
- Tak... znasz... brata... Kidy-kuna? - Zapytała Aki.
- No... - Zapytał Izaya. - To on Cię doprowadził do takiego stanu?

Aki kiwnęła głową.

- Obiecaj mi... że... skręcisz mu kark. - Powiedziała Aki a zaraz potem zemdlała.
- Masz to jak w banku. - Mruknął Izaya i pognał do Shinry.

***

Mikado i Anri siedzieli w domu, kiedy wpadli do niego Shizuo, Celty, Akai i kilka osób z jego gangu.

- Ej co jest? - Zapytał Mikado.
- Co jest? - Shizuo wywrócił oczami. - Jakieś 50 osób zbliża się tu ulicą i są to szarzy a ty się pytasz co jest?
- E? - Zdziwił się Mikado. - W dzień?
- No najwyraźniej. I chyba skądś się dowiedzieli, że mieszkasz gdzieś tu w okolicy bo sieją totalne spustoszenie w każdym domu.
- Cholera. - Mikado wstał. Kto? Zadawał sobie pytanie. Aki? Ale zaraz odrzucił od siebie tą myśl. Ona by go nigdy nie zdradziła, wolałaby umrzeć.
- Zebrałem kogo się dało. - Wysypał Akai. - Więcej się nie udało. Musimy im się przeciwstawić!
- Chyba nie mamy wyjścia. - Westchnął Mikado.

Razem wyszli z domu Mikado, ten chciał aby Anri została w środku, ale odmówiła a nie mieli czasu się kłócić. Wyszli na ulicę i od razu zauważyli jak szarzy wysypują się się z jednego z domów obok. Kiedy zauważyli grupkę stojącą na ulicy od razu zorientowali się, że to Dollars. Kaida z perfidnym uśmieszkiem podążał na przedzie. Mikado spiął się.

- A więc to twoja robota Kaida? - Warknął. - Ty jesteś dowódcą szarych.
- No co ty. Ja tylko wykonuję rozkazy z góry. - Zaśmiał się Kaida. - Co ty robisz w gangu Mikado-kun? Myślałem, że jesteś tym słodkim i miłym.
- Mało o mnie wiesz. - Warknął Mikado.
- Jak widać. - Kaida uśmiechnął się perfidnie. - Za to Akai-chan... ty to dopiero będziesz zdziwiony jak się dowiesz, że twoja siostrzyczka prawie martwa leży u mnie w piwnicy.
- Co? - Akai cały się spiął.
- Oj to ty nie wiedziałeś, że jest przywódczynią zielonych? - Zapytał Kaida. - Śmieszne. Ty przywódcą niebieskich, ona zielonych i nic nie wiecie.
- Ty ją porwałeś? - Zapytał Mikado.
- Moi ludzie. - Poprawił Kaida.
- Ty ją doprowadziłeś do takiego stanu? - Warknął Akai.
- No, sama tego chciała, skoro nie chciała pisnąć ani słówka. - Zaśmiał się Kaida.
- Ty... - Akai wyciągnął swoje miecze.
- Nie martw się... nie macie szansy jej uratować. Bo nawet nas nie pokonacie. - Uśmiechnął się Kaida.
- Nie zgodzę się z tym. - Z uliczki wyłonił się Izaya. - Mamy wielkie szanse was pokonać, od kiedy ja tu jestem.

Wszyscy na niego spojrzeli. Jego oczy ciskały pioruny jak nigdy. Te oczy potrafiły zabijać.

środa, 12 września 2012

Rozdział XII

Na początku na prawdę przepraszam za brak sumienności ale nawaliło mi się kilka rzeczy na raz i nie miałam czasu na siedzenie na komputerze : ) Mam nadzieję, że mi wybaczycie ale w moim życiu zaszło kilka zmian a do tego jeszcze przygotowanie do matury ; / ... no dobra nie zanudzam kolejny rozdział dla was : )

***

Aki ponownie się wybudziła. W ustach czuła gorzki posmak środków nasenny no i ktoś zwilżył jej usta wodą aby nie za chrypnęła. A od strony fizycznej jej ciało było wrakiem. Ekstra. Aki nadal nie wiedziała która jest godzina, ani jaka pora dnia. Nie wiedziała ile już tu siedzi, ale jej brzuch mówił, że długo. Podniosła wzrok. Przed nią siedział Kaida i przyglądał jej się.

- Jesteś taką ładną dziewczynką, po co marnujesz się w jakimś gangu, co? - Zapytał Kaida. - A może przeszłabyś do naszego, co? Wystarczy, że udzielisz mi odpowiedzi na moje pytania. No dalej Aki-chan, nie są takie trudne na pewno znasz odpowiedzi. Kto jest liderem Dollars? Kto mu pomaga i imiona wszystkich znanych ci członków gangów. No Aki.
- Kurde... - Mruknęła. - A jednak nie złamałeś karku.
- No co ty jestem za dobry na złamanie karku. - Kaida zaśmiał się, a Aki poprzysięgła sobie w duchu, że jeżeli się stąd jakoś wydostanie dopilnuje aby ktoś mu złamał kark. Albo sama to zrobi. - No to co Aki-chan, zaczniesz współpracować?
- Pierdol się.
- Oj, nie taką odpowiedź chciałem. Ale muszę Cię pochwalić. Mamy cię już tu prawie 40 godzin i nic nie wysypałaś. Brawo. - Zaśmiał się Kaida. - Zobaczymy ile jeszcze wytrzymasz.

Czterdzieści godzin... czyli było po dwunastej w południe. Izaya mnie zbije, nie byłam w pracy. A w sumie, chyba od czasu do czasu mogę do niej nie przyjść. Kaida kucnął przy niej i chwycił jej ręce.

- Zobaczymy za ile zaczniesz mówić, kiedy będziesz czuła jak życie z Ciebie ucieka, Aki-chan. - Kaida wyciągnął nóż i zrobił dość głębokie nacięcie w jej nadgarstku.

Aki sapnęła z bólu i zaraz pociekła krew. Musiała przyznać, że Kaida znał się na rzeczy. Nacięcie pozwalało krwi wypływać powoli, jednak było dość moce aby samo się nie zamknęło. Kaida uśmiechnął się.

- Jest... pierwsza po południu. Jeżeli krew będzie spływać w tym tempie... zostało Ci jakieś osiem godzin życia. - Powiedział. - Choć może mniej. Przyjdę za pół godziny. I będę przychodził co pół godziny gdybyś chciała się uratować... wystarczy odpowiedzieć na moje pytania Aki-chan.

Kaida odwrócił się i wyszedł. Aki westchnęła.

- Osiem godzin ta? - Mruknęła patrząc na wypływającą krew i poczuła, zawroty głowy. - No takiej śmierci to sobie nigdy nie wyobrażałam.

***

Satoshi gdy tylko skończył rozmowę na czacie ubrał się i wyszedł z domu. Ruszył do szpitala. Kiedy przyszedł Neru spała. Usiadł koło niej i oparł głowę na stoliku do kawy patrząc na nią. Opadł całkowicie z sił. Nic nie szło po ich myśli. A jemu już się nic nie chciało. To miała być szybka akcja. Dwa dni maksimum i mieli rozwalić szarych bez problemu. Jak mogli dopuścić do czegoś takiego? Satoshi powoli zasypiał na stoliku, kiedy Neru się ocknęła. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.

- Ciężka noc?
- Ta. - Westchnął. - Za ciężka.
- To chodź tu i połóż się koło mnie. - Neru uśmiechnęła się.

Satoshi prawdopodobnie w innych okolicznościach nie zgodził by się na taka propozycję bo w końcu byli w szpitalu no i każdy mógł to zobaczyć, a wolał się nie tłumaczyć pielęgniarką. Jednak w tym momencie używał podobnej ilości komórek mózgowych co zombie, więc bez słowa podszedł do łóżka i przytulił się do Neru. Ta uśmiechnęła się i pogłaskała go po głowie.

- No to powiedz mi, co Cię trapi? - Satoshi walczył przez chwilę sam ze sobą, w końcu nie wytrzymał. W końcu każdy ma prawo wygadać się co mu ciąży na sercu, nie?
- Jest źle. Jest bardzo źle. Jakaś jedna piąta całych Dollars została zabita. Kolejne dwie piąte są ciężko ranne. A na dodatek porwali dowódcę gangu zielonych. Mikado nie wie co robić. A ponad to... - Satoshiemu głos się załamał. - A ponad to, Izaya który mógłby pomóc nie wiadomo gdzie jest i co robi. A ja... ja już szczerze mam dość.
- Cii... - Neru zaczęła go uspokajać. - Cii, nie martw się. Wszytko będzie dobrze.
- Nie będzie. Wszyscy mają dość. Nie jestem odosobniony w swoich odczuciach, Neru.
- Cii... musisz się uspokoić i przespać chodź chwilę. Jesteś wykończony. Nie możesz w takim stanie iść dalej walczyć, bo zabiją cię w ciągu jakiś... trzech pierwszych minut?
- I tak dziś w nocy nie walczymy. Mikado musi to przemyśleć. - Satoshi wtulił głowę w ubranie Neru. - Nie ma planu. Nie wie co robić, a reszta też bardziej pomysłowa nie jest. Kiedy zawodził Mikado zawsze Zielona miała jakieś pomysły. A kiedy jej się kończyły zawsze był jeszcze Izaya. A teraz nie ma ostatniej dwójki. Naprawdę Zielonej nie lubię, ale łeb ma, to trzeba jej przyznać. Z Izayą to samo. Ja sam chyba nic też nie wymyślę. Kida... nie ma co na nim polegać. Czerwoni też nigdy raczej pomysłów nie mają. Czarny zawsze słucha się tylko Mikado, nigdy nie myśli sam. Niebieski... jedyne co potrafi to atak frontowy. Z resztą Czarny to samo. Pomarańczowy... chyba jest za bardzo roztrzepany na jakiś konkretny pomysł. Celty też nie potrafi nic wymyślić. Shinra... nawet jakby miał czas nic by nie wymyślił. A o reszcie nawet nie wspominam.
- Cii. - Neru przytuliła go mocniej. - Zaśnij. Przestań na chwilę się zadręczać i zaśnij.

I Satoshi jej posłuchał. Już po chwili spał. Neru pocałowała go w czoło i westchnęła.

- No i co ja mam niby na to poradzić? - Mruknęła. Po chwili ona też spała.

***

Akai leżał w łóżku. Nie obchodziło go nawet, że jego siostry nie ma w domu. Pewnie jest w robocie u Izayi. W sumie to lepiej że jej nie ma. Nie musi się tłumaczyć, ani nic. Przemycił do łóżka PSP i zamiast posłuchać Shinry zaczął grać. W końcu sam nie wiedział kiedy zasnął.

***

Maki siedziała w kuchni i lustrowała brata wzrokiem starając się nie powiedzieć mu wszystkiego co o nim myśli. Wolała w ogóle się nie odzywać, aby nie wywołać kłótni. Zaki widział jej krytyczne spojrzenie, ale też nic nie mówił. Wypił herbatę i bez słowa udał się do swojego pokoju. Maki weszła do niego chwilę później. Zaki spojrzał na nią.

- Co chcesz?

Maki bez słowa podeszła do jego łóżka, odepchnęła go taż że wylądował na krańcu łóżka i położyła się koło niego.

- O co ci chodzi? - Zapytał Zaki.
- Zamknij się. Nie chcesz ze mną pogadać i powiedzieć mi co się stało, to mam zamiar w ten sposób pokazać Ci że jesteś moim bratem i się martwię. - Warknęła Maki odwrócona do niego plecami i przytulona do poduszki.
- Maki. - Westchnął Zaki. - Nie powinnaś się w to mieszać.
- No to się nie mieszam. - Warknęła. - A teraz idź spać.

Zaki westchnął, odwrócił się do niej plecami i zasnął, a ona zaraz po nim.

***

Kida leżał w łóżku i obserwował jak Saki łazi do koła niego, to do kuchni to do salonu i tak w kółko. W końcu zaczęło go to irytować, więc kiedy po raz setny pochyliła się, aby sprawdzić czy nie ma gorączki, chwycił ją za rękę i pociągnął na siebie.

- Ej! - Zaprotestowała.
- Mam tylko skręconą kostkę, maniaczko. A nie jestem obłożnie chory.
- Ale...
- Bądź już cicho i się koło mnie połóż. Pomoże mi to bardziej niż te wszystkie leki.
- Kida-kun. - Westchnęła Saki i przytuliła się do niego.
- No od razu lepiej. - Uśmiechnął się. - Jesteś najlepszym lekarstwem jakie znam.
- Dziękuję. - Szepnęła zaróżowiona i po chwili obydwoje spali.

***

Mikado leżał z Anri w łóżku. Rozmawiali przyciszonymi głosami.

- I co ja mam teraz zrobić? - Mruknął Mikado.
- Nic. - Szepnęła Anri. - Nic nie możesz zrobić na ten moment. Teraz to możesz iść spać.
- Aki gdzieś uwieziona, Dollars coraz bardziej osłabieni... A co jeżeli Aki już nie żyje?
- Nie mów tak.
- Ale to nie jest niemożliwe.
- Ale ona jest za twarda żeby umrzeć.
- Być może... ale Ci szarzy też są twardzi.
- Co racja to racja.

Mikado westchnął a Anri po chwili usłyszała, że chrapie. Uśmiechnęła się, pocałowała go w policzek i też zasnęła.

sobota, 1 września 2012

Rozdział XI

Aki obudziła się. Cholernie bolał ją brzuch, na dodatek twarz i czuła w krwi coś czego czuć nie powinna. Przejechała językiem po ustach, które miała rozcięte i było na nich sporo krwi. Kuźwa chyba jakieś środki odurzające. Pomyślała. Zajebiście. Nie potrafiła się nawet poruszyć. Miała zwiotczałe mięśnie. Na dodatek przypomniała sobie że jeszcze nic nie jadła od dwóch dni, a do anorektyczek to ona nie należała. Zajebiście, mogłam coś zakosić Izayi z lodówki zanim zwiałam. W sumie, ciekawe czy on już zauważył zniknięcie skutera? Najpewniej tak. 
Była sama. Nie pamiętała kiedy Kaida wyszedł, ani kiedy zemdlała. Nie pamiętała też tych środków. A nie... pamiętała. Wstrzyknął jej je strzykawką. Aż dziwne, że nie wygadała wszystkiego kiedy zbliżał się do niej z igłą. Czego jak czego ale igieł bała się paskudnie. Zastanawiała się która jest godzina. Pewnie zbliżał się wieczór? A może już była noc? Miała w głowie dziury no i ból nie pozwalał jej się skupić. Ktoś wszedł do pokoju. Właściwie było jej wszytko jedno. Mogli ją dalej torturować, miała to gdzieś. Mogli ją zabić i tak nic im nie powie.

- No obudziłaś się Aki-chan. Jednak nie mogę teraz z tobą rozmawiać już prawie noc. - Kaida uśmiechnął się perfidnie. - Musimy iść załatwić wasze gangi.
- Połamcie karki. - Warknęła Aki.
- Oj nie bądź taka. W pewnym sensie jesteśmy Ci dobrzy. W końcu co to za prawo, aby kolorowi rządzili? - Kaida podszedł do niej z kolejną strzykawką i wstrzyknął jej dawkę środków usypiających.
- Wszyscy jesteśmy Ci źli Kaida. Po prostu każdy ma swój punkt widzenia.
- Co racja, to racja. Widzimy się jak wrócę. Słodkich snów mała.
- Złam kark. - Powtórzyła cicho a on wyszedł.

Aki ponownie zasnęła.

***

Walki nadal były zacięte. Mimo iż szarych już nie było w kolorowych gangach, to i tak było ciężko. Wszyscy dawali z siebie wszytko, ale i tak z nastaniem dnia nie pozbyli się wszystkich. Opadali już z sił. Satoshi miał kilka ran ciętych na klatce piersiowej i policzku. Kida miał skręconą kostkę, Tatiana i Maki obyły się bez ran ale też były zmęczone. Akai miał kilkanaście siniaków w tym porządną śliwę pod okiem. Zaki cały chodził w bandażach. Shinra latał od domu do domu i klął na wszystkich ile mógł, albo na ile mu pozwalała Celty. Wsadził praktycznie wszystkich poturbowanych do łóżek siłą i zakazał wychodzić. O godzinie 12 szefowie spotkali się na czacie.

B: Jest źle. Straciłem przez te dwie noce co najmniej połowę ludzi. Jakaś jedna trzecia z nich nie żyje reszta leży po szpitalach. Policja zaczęła się tym interesować.
P: U mnie jedna dziesiąta zabitych, trzy dziesiąte rannych.
N: U mnie chyba jakoś podobnie. Czekajcie... aaa no tak, 70 osób na 193 niezdolnych do walki, w tym 13 zabitych. W sumie nie tak źle.
Cze: U nas jest chyba najlepiej. Trzy zabite, 36 rannych, 157 nadal zdolnych do walki.
Cza: Siedem osób zabitych, 76 rannych, 110 zdolnych do walki.
ZSZ: U nas chyba najgorzej. 56 osób zabitych, 78 osób rannych co daje 78 osób zdolnych do walki. I ani śladu szefowej.
Ż: 17 zabitych, 67 rannych, reszta zdolni o walki, a jest nas 238 osób.
L: Bez kolorowi są bez szwanku, może kilku rannych.
Cza: Szefie ta strategia nie daje nam szans na wygraną. Atakują nas z ukrycia. Co my możemy w takim wypadku zrobić?
B: Zgadzam się. Poza tym porwali nam zieloną. Nie lubię jej, jednak spadły nam przez to morale.
L: A po Izayi jak na razie też ślad zaginął. Odpocznijcie. Wrócimy do tej rozmowy o 19, bo mnie też siłą już ciągną do łóżka.
N: Jasne, pozdrów Shinrę. Pa.
B: Nq.
P: Na razie.
Cze: Pa.
Cza: Nq.
ZSZ: Na razie.
Ż: Nq.
Mikado westchnął. Posłuchał krzyczanego mu nad uchem Shinry i udał się do łóżka. Położył się i zaczął myśleć. Wybrał numer do Izayi.

- Tu Izaya! Nie ma mnie, albo nie mam dla Ciebie czasu! Jeśli łaska zostaw wiadomość a jak nie to na pewno nie oddzwonię! - I włączył się sygnał do nagrania wiadomości.

Mikado westchnął i wyłączył rozmowę.

- Kurde potrzebuje Cię jak nigdy Izaya a Ciebie nie ma. - Westchnął Mikado. - Gdzie do cholery ty jesteś? Co ty byś zrobił w mojej sytuacji, co?

piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział X

Aki ocknęła się i pierwsze co zauważyła to potworny ból głowy i w boku. Wyczuła jednak, że żebro nie jest złamane tylko obite. Tyle szczęścia. Nie miała na głowie kasku i zniknął jej sztylet, co jej się nie spodobało. Ponadto była związana i było ciemno. No i miała taśmę na ustach. Nikogo nie widziała i nie słyszała nikogo. Super. Po prostu bomba. Aki bezszelestnie starała się usiąść, co nie bardzo jej wychodziło. Narobiła trochę hałasu ale usiadła. Zamrugała kilka razy aby przyzwyczaić się do mroku. Zaobserwowała, że prawdopodobnie była w jakieś piwnicy. Westchnęła trzy razy i sprawdziła stan swojego ciała. Kilkanaście siniaków, kilka obić, najbardziej bolesne żebro no i okropny ból głowy, prawdopodobnie spowodowany uderzeniem w skroń. No cóż mogło być gorzej. Nagle otworzyły się drzwi. Ktoś do niej podszedł i poświecił po oczach latarką, a potem po jej ubiorze i zachłysnął się.

- Idioci. - Warknął na innych. - Wiecie kogo porwaliście?
- No kogoś z zielonych. - Odpowiedział ktoś inny.
- Przywódczynię zielonych, do cholery. Nie słyszeliście? Zielona opaska na głowie, na ręce i zielone bransoletki? To cechy charakterystyczne przywódczyni zielonych!
- Serio? - Wszyscy przyjrzeli się Aki.
- Taka mała?
- Wygląda jak dziecko. - Zauważył inny. Aki zagotowała się w środku. Jak dziecko?
- Wiecie ile ona może nam powiedzieć? - Zapytał ten co nadal świecił jej po oczach. - Znakomicie się spisaliście, jednak zdążyła ostrzec swoich, to już gorzej. Dobra sam się nią zajmę.

Płożył latarkę tak aby Aki nie widziała jego i zdarł taśmę z ust Aki. Aż sapnęła i zaczerpnęła oddech. Reszta jego ludzi powoli opuszczała pokój.

- Jesteś przywódcą zielony? - Zapytał.
- Pierdol się. - Odpowiedziała Aki.
- Ostra jesteś. Zmieniłaś się. - Uśmiechnął się ktoś perfidnie. - Ponownie pytam, czy jesteś przywódcą zielonych?
- Gówno Cię to obchodzi. - Odpowiedziała Aki.
- Czy ty wiesz kim ja jestem? - Zapytał chłopak.
- Gówno mnie to obchodzi. - Odpowiedziała.

Poświecił sobie latarką po twarzy. W Aki na moment stanęło serce. Znała tą twarz. Zmieniła się, ale znała ją. Po chwili sobie przypomniała.

- Kaida. - Szepnęła.
- We własnej osobie.

Starszy brat jej przyjaciela Kidy Masomiego, Kaida Masomi zniknął kilka lat tamu, bez żadnych konkretach informacji. Wiedzieli tylko, że wyjechał.

- Jesteś przywódcą szarych? - Zapytała Aki.
- No co ty. Ja? Weź przestań. - Zaśmiał się. - Poza tym to nie ty tu złotko zadajesz pytania. Jesteś przywódcą zielonych?
Aki nie opowiedziała, Kaida uderzył ją w twarz.
- Jesteś czy nie?
- Chyba się domyśliłeś, co? - Warknęła.
- Racja, domyśliłem się. Kogo poinformowałaś o przeniknięciu?

Aki nie odpowiedziała.

- Słuchaj skarbie, możemy to zrobić po dobroci, albo nie. Sama wybieraj. - Powiedział pochylając się nad nią. Aki zebrała silne i napluła mu na twarz. Wytarł się rękawem zezłoszczony. - Czyli nie po dobroci, jak chcesz. Kiedyś Cię lubiłem wiesz?

Aki postanowiła przemilczeć wszystko co do niej mówi, a najlepiej udawać, że nie słyszy.

- Jeszcze raz Aki-chan, kogo poinformowałaś o tym, że szarzy wniknęli do kolorowych? - Aki nie odpowiedziała, Kaida kopnął ją w brzuch z całej siły. Aki jęknęła. - Ponawiam pytanie, kogo? Aki-chan nie lubię bić dziewczyn, naprawdę nie lubię, więc może mi odpowiesz, co? Kogo poinformowałaś?
- Pierdol się. - Wysypała Aki na wydechu. Kaida westchnął i uderzył ją w twarz. Aki ponownie zaczerpnęła powietrza i wykrzywiła usta w grymasie, po czym szepnęła sama do siebie. - Ciota.
- Słucham? - Zapytał.
- Mówię, że jesteś ciotą. - Warknęła Aki. Ten ponownie kopnął ją w brzuch. Aki straciła powietrze.
- Dobrze, następne pytanie, bo sądzę, że poinformowałaś waszego lidera. A jeśli nawet nie, to ta informacja do niego dotrze. - Kaida przyjrzał się Aki. - Kto jest liderem Dollars?

Aki nie odpowiedziała, za co ponownie oberwała z kopniaka w brzuch. Widać nie chciał jej doprowadzić do nieprzytomności.

- Słuchaj. - Powiedział kucając przy niej i chwytając jej twarz tak aby na niego patrzyła. - Ja tak mogę długo, a ty jak długo wytrzymasz? Maiłbym już wszystkie informacje gdyby Ci idioci nie zniszczyli twojego telefonu. A mój szef nie będzie zadowolony jak Cię przez przypadek zabiję nie wyciągając odpowiednich informacji. Kto jest liderem Dollars?
- Spierdalaj na drzewo, nic Ci nie powiem. - Warknęła.
- Pamiętaj, że sama tego chciałaś Aki-chan. - Powiedział.

***

Anri po kolei dźgała ludzi Saiką i starała się wyciągnąć z nich informacje, ale praktycznie było to na nic. Nikt nie znał imienia dowódcy, nawet ważniejszych dowódców. Dowiedziała się, że instrukcję dostają przez telefon, ale o dziwo nikt takowego nie miał. Koło południa wszedł Mikado.

- I co?
- I nic. Nikt nic nie wie. A jest ich tu z... trzydziestu? - Aki była zrezygnowana.
- Wszystkich przepytałaś?
- Tak. - Westchnęła Anri
- Wydaj im rozkaz, żeby wrócili do domów i nigdy więcej nie kontaktowali się z szarymi.
- Jasne. - Anri wydała odpowiedni rozkaz i ruszyła z Mikado na górę.
- Powinnaś się położyć, nie jesteś w formie. - Powiedział Mikado. - Przed nocą musisz się wyspać.
- Dobra, ale pod warunkiem, że też się położysz. Też nie masz sił.
- Jak chcesz.

Anri wzięła prysznic i weszła do pokoju Mikado. Ten już leżał i najwidoczniej myślał. Anri położyła się do łóżka i przytuliła się do niego. On objął ją i westchnął.

- W co myśmy się wpakowali Anri?
- Nie wiem, ale nie myśl o tym teraz. Śpij. - Powiedziała, pocałowała go i zasnęła.

Mikado zasnął chwilę po niej.

***

Szefowie zorganizowali zebrania i praktycznie wszyscy poszli odespać nockę. Przed piętnastą powstawali i udali się na zebrania. Tam poinformowali i sprawdzili swoich ludzi. O dziwo obyło się bez problemów. Kiedy wrócili na czat poinformowali o wszystkim Mikado.

B: U mnie wszystko okej. O której wracamy na pole wali szefie?
L: O dwudziestej pierwszej.
ZSZ: U nas też spokojnie, pomimo dużej ilości strat.
L: A informacje o zielonej?
ZSZ: Brak.
P: U nas też cisza.
Cze: Cisza i spokojnie o 21 będziemy gotowi do dalszej walki.
Cza: U nas tak samo.
N: Bez problemowo.
Ż: Jak na razie spokój.
L: Ktoś maił może kontakt z Izayą Oriharą?
B: Nie.
Cze: Nie.
Cza: Nie.
N: Tak. Wiem, że nie ma go w domu.
P: Nie.
Ż: Nie.
ZSZ: Nie.
L: To źle. Ogarnijcie się, o 21 zaczynamy na nowo. Tym razem pomagają bez kolorowi. W razie czego jestem pod komórką. Na razie.
B: Nq.
Cze: Pa.
Cza: Do zobaczenia.
N: Na razie.
P: Nq.
Ż: Nq.
ZSZ: Na razie.

Satoshi westchnął. Co to się porobiło? Mam jeszcze godzinę. Hmm... Satoshi wstał i wyszedł z domu. Udał się do szpitala. Wszedł do pokoju Neru i spojrzał na nią. Neru spała, ale po chwili otworzyła oczy.

- O... Satoshi. - Uśmiechnęła się.
- Cześć Neru, jak tam?
- Coraz lepiej. Za jakiś tydzień wyjdę ze szpitala, tak powiedział lekarz. - Neru wręcz promieniała samozadowoleniem. Z resztą jak zawsze.
- Nigdy więcej nie wezmę Cię na taką akcję. - Powiedział Satoshi.
- Oj, jak mnie nie weźmiesz to sama pójdę. Wiesz o tym. - Neru uśmiechnęła się. - Jestem twoim zastępcą nie mam innego wyjścia.
- Dlaczego musisz mi to robić co? - Zapytał nagle zezłoszczony Satoshi.
- Ale co? - Neru była zbita z tropu.
- Nie dość, że zgodziłem się abyś dołączyła do białych to na dodatek musisz się pakować zawsze w najgorsze kłopoty.
- Oj daj spokój.
- Nie wystarczy, że martwię się tym, że jesteś w gangu?
- Daj spokój.
- Nie Neru. Nie dam sobie spokoju. I Tobie też. Jednak porozmawiamy o tym później. Musze teraz iść. - Powiedział Satoshi.
- Gdzie idziesz? - Zapytała zaniepokojona jego wyrazem twarzy.
- Kolorowe gangi likwidują szary, muszę im pomóc.
- Oh. Aha... Dobrze. Kiedy znowu przyjdziesz? - Zapytała Neru.
- Jutro, najpewniej.
- Okej, do jutra. - Neru uśmiechnęła się promiennie.
- Do jutra.

Satoshi niemrawo wyszedł z pokoju i westchnął. W sumie cieszył się, że Neru jest zamknięta w szpitalu. Przynajmniej nie pcha się na pierwszej linii ognia w tych walkach. Tego by chyba nie wytrzymał. Satoshi wyszedł ze szpitala i udał się do swojej dzielnicy.