Regulamin

1. Jest to blog o tematyce Durarara. Jak nie lubisz w prawym górnym rogu jest czerwony krzyżyk - wciśnij go.
2. Każdy rozdział jest mój, oryginalnie pisany. Nie kopiuje i nie plagiatuje innych blogów.
3. Generalnie tematyka jest hetero (MxK) ale może pojawić się również tematyka homo (MxM) lub (KxK). Nie czepiać się. Ostrzegałam.
4. Nie spamować. Nie wklejać linków w komentarzach.
5. Nie przeklinać w komentarzach i nie obrażać nikogo.
6. Krytyka mile widziana ale nie chamska.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Rozdział XIV i XV

Baardzo was przepraszam, za tak długą przerwę ale miałam kilka powodów:
Miałam formatowany komputer i przerzuciłam opowiadanie na pendrive a ono mi gdzieś zniknęło, dość długo się go naszukałam a mimo to nie odzyskałam go całego i byłam z tego powodu dość wściekła.
To był taki główny powód ale dodatkowo znajomi, obowiązki i zbliżająca się matura próbna zawaliły mi większość czasu, więc jeszcze raz baaardzo was przepraszam ...
Umieszczam dzisiaj za to dwa rozdziały i mam nadzieję, że już więcej żadnych podobnych akcji nie będzie :)

Rozdział XIV

- Izaya. - Shizuo warknął.

- Nie mam teraz dla Ciebie czasu. - Izaya po prostu szedł przed siebie i minął go bez słowa.

- Izaya gdzie byłeś? - Zapytał Mikado.

- To teraz nie ważne. - Izaya minął go i stanął na przedzie kilka metrów od Kaidy. - Zabiję Cię.

- Chcę to zobaczyć Izaya Orihara.

- Zabiję Cię za to co zrobiłeś Aki. - Warknął.

- I tak jej nie uratujesz. Już jest martwa. - Zaśmiał się Kaida. Izaya spiął się, ale postanowił nie mówić jeszcze reszcie, że Aki jest już bezpieczna. Teraz byli bojowo nastawieni. Tego właśnie potrzebowali.

- Zobaczymy. - Powiedział Izaya.

- Gdybyś widział jej minę gdy powiedziałem jej, że znalazłem waszego szefunia. - Zaśmiał się Kaida. - Była zrozpaczona.

Izaya po prostu nie wytrzymał. Chciał po prostu go zabić, z przyzwyczajenia jego ręka chwyciła po scyzoryk i go otworzyła. Pobiegł na Kaidę próbując pociąć go w jakimkolwiek możliwym miejscu, kątem oka zauważył że inni również włączyli się do walki. Szarych było więcej, jednak nie mieli żadnych broni poza pięściami, a że nie byli Satoshim, to też dużego zagrożenia nie było. Za każdym razem, kiedy już Izaya zbliżał się do tego gnoja, któryś z nich wchodził mu w drogę. Jeden z nich naskoczył na niego z tyłu, odwrócił się, jednak był już za blisko, chciał odskoczyć, jednak w powietrzu został przebity przez katanę. Nie stojąc dług po prostu domyślił się, że ma dług wdzięczności u Anri, lub raczej Saiki, i pobiegł dalej. Gdzieś w oddali zobaczył Akaiego, który walczył razem z Mikado, boleśnie tnąc każdego który jest w jego zasięgu. Kiedy był w takim stanie, mało rzeczy mogło go zatrzymać, wydawał się czerpać radość z możliwości zabijania. Mikado znów spokojnie unikał ataków przeciwnika, i oddawał precyzyjnym kontratakiem, często nokautując go jednym ciosem. Shizuo zmiatał szarych jak papierki rzucając wszystkim co weszło pod rękę, między innymi znak drogowy który był już cały zakrwawiony. Obok niego, Celty przecinała wszystkich swoją kosą, powodując glebę u napastników. Dzięki nim Izaya był w stanie dobiec ostatecznie do Kaidy, w którego oczach dostrzegł strach, co niezmiernie go ucieszyło. Podbiegł do niego, a widząc jego pięści odskoczył lekko i znowu zaatakował. Nie miał szans na uniknięcie, a krew trysła mu z brzucha. Gdy leżał już na ziemi Izaya uśmiechnął się perfidnie.

- Prezent od Aki. - Szepnął i skręcił mu kark.

Izaya rozejrzał się co z resztą aby w razie czego pomóc. Okazało się że nie było takiej potrzeby, ponieważ wszyscy szarzy, byli albo martwi, albo nie zdolni do walki. Jedynym który jeszcze nie przestał walczyć był Akai, który ciachał wszystkich którzy próbowali uciec. Izaya odetchnął

- Ale jak my się teraz dowiemy gdzie jest Aki? - Mikado wpadł w panikę.

- Oj nie bój nic. - Izaya odetchnął. - Jest u Shinry.

- Co? - Zdziwił się Akai podchodząc.

- Najpierw ją wyciągnąłem z tego bagna a potem tu przylazłem dowiedziawszy się od niej wszystkiego. - Powiedział Izaya. - Shinra robi co może. Straciła dużo krwi no i miała w sobie jakieś prochy. Wolę nie myśleć co jej tam robili.

Akai już chciał ruszać do Shinry, kiedy zatrzymał go Shizuo.

- Nie uważasz, że trzeba tu posprzątać? - Zapytał.

Akai westchnął. Zabrali się za usuwanie trupów. W pewnym momencie do Izayi podszedł Akai.

- Nie sądziłem, że kiedyś to powiem. Dzięki Izaya. - Mruknął.

- Nie ma za co.

- Izaya coś ty robił przez cały ten czas? - Zapytał Mikado kiedy już wszytko było posprzątane. Celty z Akaim odjechała szybko na motorze do domu. Anri szła podtrzymywana przez Shizuo. Członkowie gangu czerwonych zostali wysłani do zmobilizowanie reszty do walki z szarymi jak najszybciej.

- Hmm... powiedzmy, że dowiedziałem się, że została porwana Aki i jej szukałem. - Powiedział wymijająco.

- Okej.

Wszyscy jakby równocześnie przyspieszyli kroku, aby jak najszybciej dojść do domu Shinry. Nikt się już nie odzywał.

Rozdział XV

Shizuo, Izaya, Mikado, Anri i zdenerwowany Akai siedzieli w salonie w domu Shinry i czekali. Shinra i Celty nie pozwolili im wejść do pokoju w którym starali się wyratować Aki. Po kilku godzinach Shinra całkowicie zmęczony wyszedł. Wszyscy spojrzeli na niego z wyczekiwaniem. Westchnął i uśmiechnął się.

- Raczej nic jej nie będzie, ale trochę tu poleży. - Powiedział Shinra.

Anri i Mikado opadli z westchnieniem na kanapę. Shizuo wyciągnął papierosa ale widząc wzrok Shinry wstał i wyszedł na balkon. Akai poderwał się.

- Mogę ją zobaczyć? - Zapytał Akai.

- W sumie to byś mógł, ale Ci nie pozwolę do wpierdzielisz jej jeszcze bardziej, a to raczej nie pomoże jej na zdrowie. - Powiedział Shinra. - A tak poza tym to musi spać. I prawdopodobnie pośpi jeszcze jakiś czas.

- Co jej dokładnie było? - Zapytał Akai siadając wiedząc, że Shinra i tak postawi na swoim.

- Hmm... jakby ci to... żebyś zrozumiał... A no dobra tak. - Shinra usiadł. Widać było, że jest wykończony. - Miała w organizmie bardzo dużo środków nasennych i otumaniających. Po drugie brakowało jej bardzo dużo krwi. Najwyraźniej bardzo powoli wykrwawiała się przez dość głęboką ale precyzyjną ranę. I musiała się wykrwawiać bardzo długo. Obitych kilka żeber, wstrząs mózgu, no i poważne siniaki na twarzy i na brzuchu oraz klatce piersiowej. Dodatkowo prawie odwodniony organizm i wygłodzony.

Wszyscy wzdrygnęli słysząc to z ust Shinry.

- Tak, dwie godziny... nie półtorej godziny później i by nie żyła. - Kiwnął głową. - Nie podawałem jej środków nasennych. Te które miała w sobie wystarczą, że pośpi z co najmniej 9 godzin.

- Izaya, jestem Ci jeszcze bardziej wdzięczy, że drania zabiłeś. - Powiedział Akai.

- Ja żałuje, że tak szybko. - Mruknął Izaya. - Powinienem mu zrobić co najmniej to samo co on jej.

- Izaya, uspokój się. - Powiedział Mikado. - Shinra czy możemy ci zostawić Aki po opieką?

- Jasne. - Powiedział.

- W takim razie. Shizuo mógłbyś dopilnować, aby Akai znalazł się w domu i położył spać?

- Jasne. - Powiedział Shizuo.

- Ej! - Powiedział Akai oburzony.

- Chcesz żeby zobaczyła cię całego we krwi, na dodatek z workami pod oczami? - Zapytał Mikado.

- No... nie. - Przyznał Akai.

- No to już do domu. Shinra poinformuje Cie jak się obudzi. - Powiedział Mikado.

- Oczywiście. - Shinra potwierdził.

Zrezygnowany Akai wyszedł z Shizuo. Mikado i Anri również wstali.

- My musimy wprowadzić w życie plan Izayi. - Powiedział Mikado. Wcześniej gdy czekali, Izaya poradził Mikado jak załatwić skutecznie tą sprawę. - I poinformować resztę o tym zdarzeniu. Na razie.

- Na razie.

Ta dwójka też wyszła. Shinra spojrzał na Izayę.

- Co? - Zapytał czarny.

- Prawie Cię nie poznałem kiedy ją tu przyniosłeś. Co w Ciebie wstąpiło?

- Nie wiem. - Izaya oparł się o kanapę i zamknął oczy odchylając głowę do tyłu.

- Widzę, że ty też długo byłeś na nogach. Jak chcesz pokój gościnny jest wolny. - Powiedział Shinra. - Możesz z niego skorzystać. A jak chcesz mogę Ci zaaplikować również...

- Nie, nie. Pokój gościnny w zupełności wystarczy. - Powiedział Izaya.

- Okej. - Powiedział Shinra z tym jego uśmiechem.

Izaya wstał i ruszył do pokoju gościnnego. Rzucił się na łóżko i... zasnął.

***

Walki nadal trwały, ale kolorowi mieli więcej motywacji. Całą noc wypleniali szarych, ale w końcu im się to udało. Jednak jedno ich martwiło. Nie znaleźli szefa szarych. Nie wiedzieli co o tym myśleć, jednak postanowili że na razie nic nie zrobią. W końcu sam nic nie wskóra. O koło godziny piątej, Tokio w końcu zasnęło w miarę spokojnie.

2 komentarze:

  1. No wreszcie! Nawet nie wiesz jak się ciesze :D Nie mogłam się doczekać następnych rozdziałów ;3 Życzę weny i powodzenia na maturze ^3^

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm... ja też jeszcze nie odkryłam jak komentować telefonem (stąd to opóźnienie z komentarzem).
    Co do rozdziałów... Kocham, kocham, kocham twoje opowiadanie :D
    Jeśli chodzi o Aki to strasznie mi jej żal :( taka biedulka... A Izaya pokazał, że jednak ma serduszko :)
    Hehe, jak wyobraziłam sobie Shizuo i latających na wszystkie strony szarych to, myślałam, że spadnę z krzesła :D
    Ach... coraz bliżej święta *.* Będą prrrrezeeeenty :D
    Powodzenia na maturze, trzymam kciuki ;)

    OdpowiedzUsuń