Regulamin

1. Jest to blog o tematyce Durarara. Jak nie lubisz w prawym górnym rogu jest czerwony krzyżyk - wciśnij go.
2. Każdy rozdział jest mój, oryginalnie pisany. Nie kopiuje i nie plagiatuje innych blogów.
3. Generalnie tematyka jest hetero (MxK) ale może pojawić się również tematyka homo (MxM) lub (KxK). Nie czepiać się. Ostrzegałam.
4. Nie spamować. Nie wklejać linków w komentarzach.
5. Nie przeklinać w komentarzach i nie obrażać nikogo.
6. Krytyka mile widziana ale nie chamska.

czwartek, 10 stycznia 2013

Rozdział XIX



Takie uprzedzenie przed dodaniem tej notki... notka może trochę przerysowana, ale była pisana gdy ja miałam podobne problemy z sobą co Aki a moje koleżanki nawet całościowo identyczne... nie wiem co mnie wzięło pisząc tą notkę, no ale stwierdziła, że nie będę jej zmieniała... mam do niej jakiś taki sentyment. A no i ta notka powstała z dobre dwa lata temu xD bo to opowiadanie ma naprawdę długi staż :)
Dobra kończę marudzić xD ... Dziękuję za wszystkie komentarze :) 

Rozdział XIX

Izaya pojawił się w ciągu piętnastu minut. Chyba pierwszy raz w życiu Aki widziała jak używa samochodu. Kiedy wszedł do salonu Aki właśnie rozmawiała z Mikado.

 - Cześć. - Powiedział.

- Cześć. - Powiedział Mikado. Izaya podszedł do nich i pocałował Aki.

- I jak poszło? - Zapytał.

- Jako tako. - Westchnęła Aki. - Był za spokojny. Chybabym wolała jakby się po nas darł.

- Ja chyba też. - Westchnął Mikado.

Izaya westchnął.



- Mogłem go nie zabijać. - Mruknął. - Tylko oddać policji.

- Nie. Dobrze zrobiłeś. - Powiedział Mikado, a Aki wstała i przytuliła się do niego.

- Wiem. - Mruknął. - Ale przez to mogą być teraz problemy.

- Poradzimy sobie. - Powiedziała Aki. - Prawda?

- Jak zawsze. - Uśmiechnął się Mikado. A Izaya wywrócił oczami.

- Wracajmy do domu. - Powiedziała Aki do Izayi.

- Mojego czy twojego? - Zapytał Izaya.

Aki zastanowiła się. W jej domu na pewno był Akai i zapewne ktoś kogo ze sobą przytargał. Westchnęła.

- Do twojego. Nie chce znowu słuchać "blee". - Powiedziała Aki. Izaya zaśmiał się, a Mikado uśmiechnął się.

- Akai za niedługo przywyknie. - Powiedział Mikado. - A jak nie to znajdziemy mu dziewczynę.

- Nie głupi pomysł. - Powiedział Izaya.

Aki wywróciła oczami, pożegnała się z Mikado i wyszli. Kiedy wsiadała do samochodu spojrzała na Izayę.

- A ty w ogóle masz prawo jazy? - Zapytała, kiedy usiadł na fotelu kierowcy.

Izaya wywrócił oczami.

- Mam. - Powiedział i wyciągnął je. Aki tylko cudem nie wybuchnęła śmiechem na widok Izayi kiedy był młodszy o jakieś sześć lat.

- Co? - Zapytał, bo nie potrzymała chichotu.

- Byłeś słodziutki. - Powiedziała.

- Oj, daj mi spokój. - Mruknął, a ona ponownie zachichotała.

Dojechali do domu Izayi, zaparkowali i trzymając się za ręce weszli na górę. Izaya zamknął drzwi, a Aki poszła do łazienki. Zaczęła się zastanawiać jak brat zareaguje na to, że po pracy nie wróciła do domu. A nie... wiedział o wszystkim, więc się nie będzie martwił. Obmyła twarz wodną, chcą spłukać z siebie poczucie winy, ale nie bardzo jej to wyszło. Pochyliła się nad umywalką i poczuła jak łzy jej nabiegają do oczu. W tym momencie wszedł Izaya. Zauważając co się z nią dzieje.

- Znowu "nagła zmiana nastroju"? - Zapytał Izaya.

- Nie... - Westchnęła. Izaya podszedł do niej, a ona przytuliła się do niego.

- Skoro nie to, to co? - Zapytał głaskając ją po głowie.

- Wyrzuty sumienia. - Mruknęła.

- Oj... - Izaya wolał nie rzucać już żadnej kąśliwej uwagi.

Aki westchnęła. Izaya podciął jej nogi.

- Ej! - Mruknęła kiedy Izaya wziął ją na ręce.

- W łazience mam za dużo ostrych przedmiotów. - Wyjaśnił. - Nie mam zamiaru dać Ci się pociąć albo lepiej.

- Super we mnie wierzysz. - Mruknęła Aki.

Izaya wyszedł z łazienki i zaniósł ją do swojej sypialni po czym bezceremonialnie podwinął rękaw jej swetra. Aki zaczerwieniła się. Izaya wskazał na kilkanaście podłużnych rozcięć.

- Myślałaś, że nie wiem?

- To wina Kaidy... - Mruknęła wybierając jedyną drogę obrony jaką miała.

- Chyba nie sądzisz, że Ci uwierzę co? - Zapytał Izaya. - I byłoby łatwiej gdybyś mnie nie okłamywała.

Aki podciągnęła nogi pod brodę i owinęła je rękoma chowając twarz. Izaya westchnął. Stwierdził, że mógł być dla niej za ostry, nie lubił grać "tatuśka" ale przy niej najwyraźniej musiał. Więc po prostu przygryzł wargi, kiedy na usta zaczęły ciągnąć mu się przeprosiny i pocieszenia. Już od dawna wiedział, że kiedy Aki ma jakieś problemy stosuje radykalne środki. Ten prawie najbardziej mu się nie podobał. Prawie. Położył się na łóżku i czekał. Po prostu czekał. W końcu Aki przełamała się i położyła się koło niego i wtuliła się w jego bok. Izaya bez słowa przytulił ją do siebie. Aki nie wiedziała co powiedzieć. Nie podejrzewała, że Izaya wie, albo raczej, nie spodziewała się, że Izaya wyskoczy z tym tematem. Nie miała pojęcia co ma mu powiedzieć. Ale on też się nie odzywał, a jej ta cisza strasznie ciążyła. W końcu westchnęła. Pierwszy raz od kiedy ze sobą byli łzy na niego nie podziałały. Chciał aby była z nim szczera, a akurat w tym temacie ciężko jej było być szczerą. Akai nigdy niczego nie zauważył, nikt inny też... Dlaczego akurat on? Wolała aby się po niej wydarł, bo mogłaby się kłócić. Wolała aby zadawał pytania, bo mogłaby po prostu odpowiadać. Ale nie, on kazał jej się przyznać samej, a to przychodziło najciężej. W końcu zebrała się w sobie.

- Tak. - Szepnęła. - Tak, jestem potwornym tchórzem. Ja... po prostu... w ten sposób... uciekam.

- Uciekasz? - Izaya prychnął.

- Tak... przed problemami.

- Zadając sobie ból fizyczny, chcesz uciec od bólu psychicznego? - Izaya zdawał się znać odpowiedź. - Albo biorąc narkotyki?

Aki cała się w sobie skuliła. A więc o tym też wiedział. Westchnęła.

- Tak... powiedzmy, że... coś w tym stylu.

- Jeżeli jeszcze raz... zobaczę, że robisz coś takiego... - Izaya westchnął. - Lub się o tym dowiem...

- Nie musisz kończyć. - Powiedziała. - Już...

- Nie obiecuj wiesz? - Powiedział Izaya. - Ale... zamiast zacząć się okaleczać, możesz przyjść do mnie. Zamiast zażyć narkotyki, możesz przyjść do mnie. Powiedzieć mi o co chodzi. Zawsze razem coś wymyślimy.

- Izaya... - Aki wtuliła się w jego bok jeszcze mocniej.

- No już nie płacz.

- Ale...

- Nie, nie powiem nikomu.

- Nie o to mi chodzi...

- Więc o co?

- Ja... przepraszam...

- Mnie, a niby za co? - Zapytał Izaya. - Mnie nie masz za co przepraszać. Powinnaś przeprosić sama siebie.

- Mmm... - Aki miała totalnie dość, chciała być u siebie w domu i... no właśnie co by była gdyby była sama w takim stanie? Pewnie to co zawsze. Zadzwoniłaby do Niki po działkę albo wyciągnęłaby żyletki. Izaya przejrzał ją znakomicie. Wręcz za dobrze.

Izaya wstał i ruszył do komody. Wyciągnął jedną ze swoich bluzek i rzucił Aki, a następnie wyciągnął dla siebie szare spodnie z dresu.

- Przebierz się. - Powiedział samemu ściągając bluzkę. - W tym stanie nigdzie się stąd nie ruszysz.

Aki ściągnęła mundurek i powiesiła go na krześle, po czym założyła bluzkę Izayi. Mimo iż Izaya był w miarę niski i chudy, Aki i tak czuła się w jego bluzce jak w sukience. Aki weszła pod kołdrę i nakryła się pod samą głowę. Za chwilę usłyszała i poczuła jak kładzie się koło niej Izaya. Izaya objął ją, a ona wtuliła się w niego.

- Czy to nie jest lepsze lekarstwo na problemy? - Szepnął jej we włosy.

- Jest... milion razy lepsze. - Szepnęła i po chwili już spała.

Izaya ciesząc się, że znowu dopiął swego, również zasnął.

***

Saki przytuliła do siebie mocno Kidę.

- Powiedz mi o co chodzi? - Zapytała Saki.

- Ja... - Kida nie umiał wyrazić o co mu chodzi. - Po prostu...

Saki zaprowadziła go do pokoju i położyła do łóżka. Potem położyła się obok niego.

- A teraz powiedz mi, co się stało?

Kida jąkając się i przerywając co chwila wyjaśnił jej co się stało u Mikado. Nie wspomniał tylko, że Aki jest zieloną.

- I co zamierzasz? - Zapytała po chwili Saki.

- Nic. Postąpili słusznie, co mogę innego zrobić? Po prostu... możliwe, że mnie to przerosło. Chwilowo...

- Kida, każdego by to przerosło. Nagle dowiedziałeś się, że twój brat był po przeciwnej stronie, na dodatek atakował twoich przyjaciół i ciebie, a potem że nie żyje. - Saki przytuliła go mocno. - Każdego by przerosło.

- Wiem, ja...

- Cii... prześpij się z tym. - Saki pocałowała go. - Zaśnij, nie pozwolę, żeby ktoś Ci przeszkadzał. Śpij...

Kida z wyczerpania i szoku zasnął bardzo szybko, a Saki wraz z nim.

***

Satoshi wrócił z Neru z kina. Od razu wydawało mu się, że jest coś za cicho. Drzwi do pokoju Kidy były zamknięte więc nawet tam nie zaglądał.

- Saki nie ma u siebie. - Powiedziała mu Neru.

- Czyli musi być z Kidą. - Powiedział, kiedy robił herbatę dla siebie i jej. - Musiał być w parszywym humorze.

- Na to wygląda. - Powiedziała Neru.

Wypili w ciszy herbatę i zbliżyła się 22. Neru przeciągnęła się.

- Masz coś na jutro zadane? - Zapytał Satoshi.

- Nie... Odrobiłam wcześniej, a ty?

- Nie... ale mam sprawdzian, eh... - Satoshi spojrzał znowu na drzwi Kidy. - Coś czuje, że on go za dobrze nie napisze.

- Coś czuje, że on jutro nie pójdzie do szkoły. - Powiedziała Neru i wpakowała się Satoshiemu na kolana. - A może my byśmy też sobie jutro odpuścili szkołę, co?

- Ta, twoja mama już jest na ciebie wściekła, za ten pobyt w szpitalu. - Powiedział Satoshi. Neru zrobiła minę naburmuszonego dziecka.

- Zero romantyzmu. - Powiedziała Neru.

- Bądź tu człowieku rozsądny to Ci brak romantyzmu wytknie. - Powiedział Satoshi wywracając oczami.

- No... Shi-chan... - Neru jęknęła. - Nie chce mi się jutro iść do szkoły. Zostańmy w domu albo wybierzmy się gdzieś razem, co? W sobotę i tak idę z dziewczynami a ty zapewne z chłopakami i znowu nie będziemy mieli czasu dla siebie.

- Długi weekend powiadasz? - Satoshi zastanowił się. W sumie to nie chciało mu się iść do szkoły i spędzić czas z Neru to była fajna perspektywa. Postanowił się z nią jednak podroczyć. - No nie wiem, nie wiem...

- No... Shi-chan, jeden dzień nie zniszczy Ci średniej. - Neru robiła do niego najsłodsze ze swoich oczek.

- No dobrze. - Zaśmiał się Satoshi, a ta pisnęła.

- Super! - I pocałowała go. Satoshi zaśmiał się.

- Ale muszę się iść teraz wykąpać, więc... - Zaczął, a ona przykleiła się do niego.

- Idę z Tobą.

- Jesteś taka dziecinna Neru... - Zaśmiał się Satoshi, ale wziął ją na ręce i poszedł z nią do łazienki.

4 komentarze:

  1. *.* słooooodziachne. Izaya jest trochę OOC, ale i tak mi się straaasznie podoba. Pisz dalej >.<
    Btw, co z Kasuką? Mam nadzieję, że się wyjaśni :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pragne wiecej Izay i Aki!!! Polubilam Neru za te lazienke. Bardzo mi sie podoba;) Zycze weny.
    Vicki

    OdpowiedzUsuń
  3. Meeeeeiiiiikoooo-chan *próbuje naśladować Shizuo*
    Mam już obsesje na punkcie Twojego bloga, a tu nowej notki nie ma-.-
    Katujesz mnie dziewczyno:\
    Wiem że nie ładnie jest pospieszać, ale ja się do tego nie przystosuje i cię pospieszę ( hi hi ależ ja jestem zła xd)
    Proszeeeee *oczka szczeniaczka*

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybacz zapomniałam dodać komentarz ! Z tego co pamiętam to mi się podobał xD Miło że nie zapominasz o bohaterach pobocznych. Wymówka z zero romantyzmu ? Też będę musiała to kiedyś wykorzystać ;D Troszkę Aki przesadziła nic dziwnego że Izyaya się wkurzył. I nie dostałam na gg powiadomienia dlatego się spóźniłam.... Nie wiem czemu, ale postaci z Fairy Tail w tle tytułu bloga mnie rozwalają. Z Death Note nie, ale akurat oni tak :D To sprawia że od razu się uśmiecham gdy widzę ten blog ;))

    OdpowiedzUsuń