Regulamin

1. Jest to blog o tematyce Durarara. Jak nie lubisz w prawym górnym rogu jest czerwony krzyżyk - wciśnij go.
2. Każdy rozdział jest mój, oryginalnie pisany. Nie kopiuje i nie plagiatuje innych blogów.
3. Generalnie tematyka jest hetero (MxK) ale może pojawić się również tematyka homo (MxM) lub (KxK). Nie czepiać się. Ostrzegałam.
4. Nie spamować. Nie wklejać linków w komentarzach.
5. Nie przeklinać w komentarzach i nie obrażać nikogo.
6. Krytyka mile widziana ale nie chamska.

sobota, 1 września 2012

Rozdział XI

Aki obudziła się. Cholernie bolał ją brzuch, na dodatek twarz i czuła w krwi coś czego czuć nie powinna. Przejechała językiem po ustach, które miała rozcięte i było na nich sporo krwi. Kuźwa chyba jakieś środki odurzające. Pomyślała. Zajebiście. Nie potrafiła się nawet poruszyć. Miała zwiotczałe mięśnie. Na dodatek przypomniała sobie że jeszcze nic nie jadła od dwóch dni, a do anorektyczek to ona nie należała. Zajebiście, mogłam coś zakosić Izayi z lodówki zanim zwiałam. W sumie, ciekawe czy on już zauważył zniknięcie skutera? Najpewniej tak. 
Była sama. Nie pamiętała kiedy Kaida wyszedł, ani kiedy zemdlała. Nie pamiętała też tych środków. A nie... pamiętała. Wstrzyknął jej je strzykawką. Aż dziwne, że nie wygadała wszystkiego kiedy zbliżał się do niej z igłą. Czego jak czego ale igieł bała się paskudnie. Zastanawiała się która jest godzina. Pewnie zbliżał się wieczór? A może już była noc? Miała w głowie dziury no i ból nie pozwalał jej się skupić. Ktoś wszedł do pokoju. Właściwie było jej wszytko jedno. Mogli ją dalej torturować, miała to gdzieś. Mogli ją zabić i tak nic im nie powie.

- No obudziłaś się Aki-chan. Jednak nie mogę teraz z tobą rozmawiać już prawie noc. - Kaida uśmiechnął się perfidnie. - Musimy iść załatwić wasze gangi.
- Połamcie karki. - Warknęła Aki.
- Oj nie bądź taka. W pewnym sensie jesteśmy Ci dobrzy. W końcu co to za prawo, aby kolorowi rządzili? - Kaida podszedł do niej z kolejną strzykawką i wstrzyknął jej dawkę środków usypiających.
- Wszyscy jesteśmy Ci źli Kaida. Po prostu każdy ma swój punkt widzenia.
- Co racja, to racja. Widzimy się jak wrócę. Słodkich snów mała.
- Złam kark. - Powtórzyła cicho a on wyszedł.

Aki ponownie zasnęła.

***

Walki nadal były zacięte. Mimo iż szarych już nie było w kolorowych gangach, to i tak było ciężko. Wszyscy dawali z siebie wszytko, ale i tak z nastaniem dnia nie pozbyli się wszystkich. Opadali już z sił. Satoshi miał kilka ran ciętych na klatce piersiowej i policzku. Kida miał skręconą kostkę, Tatiana i Maki obyły się bez ran ale też były zmęczone. Akai miał kilkanaście siniaków w tym porządną śliwę pod okiem. Zaki cały chodził w bandażach. Shinra latał od domu do domu i klął na wszystkich ile mógł, albo na ile mu pozwalała Celty. Wsadził praktycznie wszystkich poturbowanych do łóżek siłą i zakazał wychodzić. O godzinie 12 szefowie spotkali się na czacie.

B: Jest źle. Straciłem przez te dwie noce co najmniej połowę ludzi. Jakaś jedna trzecia z nich nie żyje reszta leży po szpitalach. Policja zaczęła się tym interesować.
P: U mnie jedna dziesiąta zabitych, trzy dziesiąte rannych.
N: U mnie chyba jakoś podobnie. Czekajcie... aaa no tak, 70 osób na 193 niezdolnych do walki, w tym 13 zabitych. W sumie nie tak źle.
Cze: U nas jest chyba najlepiej. Trzy zabite, 36 rannych, 157 nadal zdolnych do walki.
Cza: Siedem osób zabitych, 76 rannych, 110 zdolnych do walki.
ZSZ: U nas chyba najgorzej. 56 osób zabitych, 78 osób rannych co daje 78 osób zdolnych do walki. I ani śladu szefowej.
Ż: 17 zabitych, 67 rannych, reszta zdolni o walki, a jest nas 238 osób.
L: Bez kolorowi są bez szwanku, może kilku rannych.
Cza: Szefie ta strategia nie daje nam szans na wygraną. Atakują nas z ukrycia. Co my możemy w takim wypadku zrobić?
B: Zgadzam się. Poza tym porwali nam zieloną. Nie lubię jej, jednak spadły nam przez to morale.
L: A po Izayi jak na razie też ślad zaginął. Odpocznijcie. Wrócimy do tej rozmowy o 19, bo mnie też siłą już ciągną do łóżka.
N: Jasne, pozdrów Shinrę. Pa.
B: Nq.
P: Na razie.
Cze: Pa.
Cza: Nq.
ZSZ: Na razie.
Ż: Nq.
Mikado westchnął. Posłuchał krzyczanego mu nad uchem Shinry i udał się do łóżka. Położył się i zaczął myśleć. Wybrał numer do Izayi.

- Tu Izaya! Nie ma mnie, albo nie mam dla Ciebie czasu! Jeśli łaska zostaw wiadomość a jak nie to na pewno nie oddzwonię! - I włączył się sygnał do nagrania wiadomości.

Mikado westchnął i wyłączył rozmowę.

- Kurde potrzebuje Cię jak nigdy Izaya a Ciebie nie ma. - Westchnął Mikado. - Gdzie do cholery ty jesteś? Co ty byś zrobił w mojej sytuacji, co?

3 komentarze:

  1. Przez cały czas odkąd Aki została porwana, mam taką cichą nadzieje, że Izaya ją uratuję :). Czekam na ciąg dalszy, opowiadanie strasznie trzyma w napięciu^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Izaya wyparował ?? Mam małe pytanko bart Kida to twój pomysł, czy w animie lub mandze on był ??

    OdpowiedzUsuń