Regulamin

1. Jest to blog o tematyce Durarara. Jak nie lubisz w prawym górnym rogu jest czerwony krzyżyk - wciśnij go.
2. Każdy rozdział jest mój, oryginalnie pisany. Nie kopiuje i nie plagiatuje innych blogów.
3. Generalnie tematyka jest hetero (MxK) ale może pojawić się również tematyka homo (MxM) lub (KxK). Nie czepiać się. Ostrzegałam.
4. Nie spamować. Nie wklejać linków w komentarzach.
5. Nie przeklinać w komentarzach i nie obrażać nikogo.
6. Krytyka mile widziana ale nie chamska.

piątek, 13 lipca 2012

Rozdział VIII


Satoshi po załapaniu kilku kilku szarych i zamknięciu ich w jakiejś piwnicy wrócił do pomocy Kidzie. Ten też sobie dobrze radził. Satoshi widział, że nie podoba mu się to, że musi zabijać, ale co poradzić? Starali się jak mogli łapać ich i zamykać, żeby potem zajęła się nimi Anri, jednak nie zawsze się dało. Poza tym słyszeli, że Czarny z Niebieskim jakoś nie mają takich skrupułów. Nie mogli przecież wyjść na mięczaków. Zieloni też podobno byli bardzo skrupulatni, tak że cywile prawie nie wiedzieli, że toczą się walki. Podobno tylko Czerwoni łapali poza nimi zakładników.

- Jak sytuacja? - Zapytał Satoshi.
- Tu już sobie poradzą. Ale podobno przy kinie jest nie ciekawie. - Powiedział Kida.
- No to co my tu jeszcze robimy? - Zapytał Satoshi.

Pobiegli w stronę kina. Po pięciu minutach tam byli i uśmiechnęli się zadowoleni.

- A no tak. Zapomniałem. - Powiedział Kida.
- To obszar Simona. - Uśmiechnął się Satoshi.

Simon stał przy kilkunastu związanych osobach w szarych kolorach.

- Cześć Simon! - Zawołali z uśmiechami podbiegając do niego.
- O Kida-kun, Satoshi-kun. Przyszliście na sushi? - Zapytał Simon.
- Niestety nie mamy teraz czasu, Simon. - Uśmiechnął się Kida.
- Ale wpadniemy potem. - Uśmiechnął się Satoshi. - Mógłbyś gdzieś tych tu przechować? Mogą się przydać liderowi.
- Jasne.
- Dzięki Simon! - Kida i Satoshi pobiegli w inne miejsce, gdzie podobno były problemy.

***

Aki spojrzała na godzinę. Pierwsza w nocy. Izaya zaglądał tu jakąś godzinę temu. Chyba już śpi. Aki wstała i na palcach przeszła do drzwi. Otworzyła je po cichu. Rozejrzała się. Ciemno i cicho. Zeszła po cichu na duł i ponownie się rozejrzała. Ani śladu Izayi. Przeszukała stolik i znalazła automatyczny pilot. Potem przeszukała szuflady i znalazła kluczyki do pojazdów Izayi. Aki zastanawiała się, po co mu te dwa auta i skuter, skoro zawsze chodzi na piechotę? Wzięła kluczyki od skutera, napisała mu notkę, że odda go potem otworzyła drzwi i wybiegła w noc. Po chwili z ciemności kuchni wyłonił się Izaya. Uśmiechał się pod nosem gdy czytał notkę.

- Naiwna. - Mruknął i również wyszedł z domu.

Aki zbiegła do garażu. Chwyciła skuter Izayi i założyła kask. Zastanawiając się czemu on zawsze ubiera się tylko na czarno, odpaliła skuter (dziękowała w myślach bratu, że nauczył ją jeździć) i wyjechała z garażu, jadąc prosto do dzielnicy Cziki. Po kilku minutach zlokalizowała swojego zastępcę.

- Hao! - Krzyknęła i zatrzymała się koło niego.
- O, udało Ci się dotrzeć. - Uśmiechnął się Hao. - Na reszcie. Skąd masz taki fajny środek transportu?
- Pożyczyłam od Izayi. - Powiedziała ściągając kask.
- Jasne. - Zaśmiał się Hao.
- Jak sytuacja?
- Bez problemu. - Powiedział Hao.
- A w Zen?
- E...
- Hao. - Aki miała zrezygnowany ton głosu. - Zajmij się tym tu, jadę sprawdzić do Zen.
- Okej. - Powiedział Hao.

Aki założyła kask i ruszyła do swojej dzielnicy. Pojechała do jednego z zielonych.

- Jak sytuacja? - Zapytała nie ściągając kasku.
- Już raportuję szefie! - Powiedział.

Nie musiał znać jej twarzy. Wystarczyło, że wiedział o tym że szefowa zawsze nosi zielone bransoletki i zieloną opaskę na ramieniu i podobno na głowie też, ale tego nikt nigdy nie widział.

- Jest spokojnie. Nigdzie nie widać szarych, choć czasem przewinie się ktoś z innego koloru.
- Okej. Dzięki.
- Jak tam w Cziki?
- Jak na razie idzie gładko.

Aki odpaliła pojazd i ruszyła zrobić rundkę w oku swojej dzielnicy. Coś jej się nie podobało. Miała jakieś dziwne uczucie, że zdarzy się coś złego i wcale jej się to uczucie nie podobało.

***

- Aa... myślałam, że będzie ciekawej. - Mruknęła Tatiana.
- Bo ty i tak nic nie robisz. - Zaśmiała się Maki.

Dziewczyny szły przez swoją dzielnicę obserwując walki.

- To jest nudne. - Mruknęła Tatiana, patrząc jak trzech zielonych doprowadziło do nieprzytomności jednego szarego. - Nasi znowu prawie nic nie robią tylko łapią zakładników dla Anri. To zieloni jak zawsze gdy nam pomagają odwalają całą robotę.
- Co na to poradzisz, to był rozkaz Mikado. - Powiedziała Maki.
- Wiem, wiem. - Tatiana ziewnęła teatralnie. - Już po pierwszej, co?
- Zgadza się.
- Nie powinnyście same chodzić w kolorze czerwonym nocą. - Usłyszały znajomy głos za sobą. Odwróciły się. Hao, zastępca szefa zielonych z uśmiechem szedł w ich stronę, a swój nóż miał cały we krwi.
- Hao. - Mruknęła Maki.
- Dlaczego zieloni znowu wszytko robią za nas, co? - Zapytała Tatiana.
- Przepraszam, przepraszam. - Uśmiechnął się. - Takie mamy niestety zadanie.
- Gdzie w ogóle wasz szef, co? - Zapytała Tatiana.
- Nie mogę Ci tego powiedzieć. - Powiedział Hao. - Ale uważajcie na siebie, okej?
- Jasne. - Uśmiechnęła się Maki, a Hao wyminął je i zniknął w jakiejś uliczce.
- Uważajcie na siebie. - Przedrzeźniła go Tatiana. - Co my mamy po pięć lat?
- Po prostu się martwi. - Uśmiechnęła się Maki.
- Pf. - Tatiana ruszyła przed siebie a Maki z uśmiechem za nią.

***

W dzielnicy Chu nie było tak spokojnie. Gang niebieski i czarny robili prawdziwą masakrę na szarych. Akai miał niezły ubaw zabijając jedną osobę po drugiej. Tak samo Zaki. Jednak nawet oni niepokoili się bardzo dużą ilością szarych. Było ich nieprawdopodobnie dużo a pojawiali się znikąd. Minęła godzina druga.

środa, 11 lipca 2012

Rozdział VII


Aki szybko pozbierała swoje rzeczy i cicho otworzyła drzwi. Rozejrzała się z balkoniku, Izayi nie było w jego gabinecie, który był również salonem. Odetchnęła i po cichu zeszła na duł. Już kierowała się w stronę wyjścia kiedy usłyszała głos Izayi.

- A ty gdzie?

Przeklinając w duchu odwróciła się.

- Jak to gdzie, do domu. - Chciała jak najszybciej ruszyć do akcji.
- Nigdzie się nie wybierasz. Celty kazała mi przypilnować, żebyś wypiła jeszcze jedną herbatę z melisą abyś na pewno była spokojna. - Powiedział Izaya wychodząc z kuchni z kawą dla siebie i herbatą. Aki westchnęła, coś czuła, że szybko stąd nie wyjdzie a na dodatek będzie musiała Izayi wyjaśnić co się wydarzyło.
- Nie jest to konieczne. - Powiedziała Aki.
- Słuchaj, nie mam zamiaru wysłuchiwać potem do Celty żadnych wykładów. - Powiedział Izaya.
- Ta, jakbyś się tym przejmował. - Mruknęła Aki odkładając torbę.
- I tu mnie masz.
- To o co chodzi? - Zapytała Aki.
- Jestem po prostu ciekawy.
- Ciekawy czego? - Zapytała siadając na fotelu na przeciwko Izayi. Izaya przyglądał się jej przez chwilę, aż w końcu ta uniosła brwi.
- Powiedzmy, że wielu rzeczy jestem ciekawy. Jakbym się nie starał zdobyć na twój temat informacji nigdzie nie umiem nic znaleźć. Wiesz nawet kiedyś kazałem Cię śledzić i nic. Nadal nic nie wiem. A ja nie lubię kiedy czegoś nie wiem. - Powiedział Izaya.

Aki przeanalizowała jego słowa. No tak, domyśliła się że kazał ją śledzić. Za dużo o nim wiedziała żeby nie, a tak poza tym, ona wysyłała pieniądze do ludzi których zatrudniał. Prywatny detektyw który pracował tylko w godzinach pomiędzy skończeniem jej szkoły i dotarciem do pracy, oraz po jej pracy po ponownym dotarciu do szkoły? Już dawno się domyśliła. I wiedziała, że Izaya nadal nic nie wiedział. To było oczywiste, nie dawała nikomu poznać swojego prawdziwego ja poza swoim zastępcą i Mikado. No i paroma zaufanymi osobami. A te osoby nigdy nie wydałaby tych informacji jemu.

- No cóż twój problem. - Powiedziała Aki pijąc herbatę.
- Nie zdziwiłaś się w ogóle. - Zauważył Izaya.
- Powiedzmy, że się domyśliłam.
- Hmm... z moich informacji wynika, że Kasuka Heiwajima był twoim dobrym przyjacielem, a potem chłopakiem. Rozstaliście się i nadal się przyjaźniliście. Dotarło do mnie, że kazał wyeksmitować twojego następnego chłopaka z miasta z czystej zazdrości. Potem nie utrzymywaliście kontaktu, aż on nagle wrócił do miasta. Aż do dzisiejszego spotkania nie widziałaś się z nim. - Izaya część informacji wyczytał ze swojego komputera część po prostu mówił z pamięci. - Skąd on wiedział, że tu pracujesz?

Aki wzruszyła ramionami. Maiła na ten temat swoje przepuszczenia.

- Zapewne od Shizuo.
- A dlaczego Shizu-chan miałby mu to powiedzieć?
- Ponieważ nie zna zakończenia historyjki z moim chłopakiem po Kasuce no i... powiedzmy, że Shizuo nie bardzo podoba się, że tu pracuję. - Powiedziała Aki. - On nie mówi do mnie gdy się widzimy "cześć" tylko "rzuć robotę u tej kanalii".
- Aj Shizu-chan potrafi być taki zabawny kiedy ktoś nie zgadza się z jego poglądami.
- Ta, a poza tym, Shizuo najchętniej widziałby mnie jako dziewczynę Kasuki.
- Tego to się spodziewałem.
- No właśnie.
- To czemu nie wyjaśnisz Shizu-chan o co chodzi? - Izaya wydał się zdziwiony.
- Tak, mam iść do Shizuo, powiedzieć mu, że jego brat jest kanalią i zapytać czy może mu nie powiedzieć żeby się ode mnie odwalił? - Zapytała Aki ironicznie.
- No. - Powiedział Izaya.
- Ty serio jesteś nienormalny. - Powiedziała Aki. - Mam zniszczyć wyidealizowaną wizję Shizuo na temat jego brata? Są rodziną. Nie powinno się czegoś takiego robić. Mój brat też wie jaki Kasuka jest, ale również nie pisnął słówkiem Shizuo.
- Więc wolisz, żeby cię nachodził? - Zapytał Izaya.
- Nie. Bo mój brat może mieć przez to przechlapane. - Powiedziała Aki. - Za bardzo nienawidzi Kasuki i mógłby zrobić coś głupiego, na przykład go pobić a potem mieć przechlapane do końca życia. Nie może wiedzieć, że on mnie nachodzi. Sama sobie poradzę z Kasuką.

Nie znasz własnego brata. Pozmyślał Izaya. Nie znasz własnych przyjaciół. Nie wiesz co oni potrafią i kim są, ale ja Ci tego też nie powiem.

- A co ty niby możesz, co? - Zapytał Izaya.
- Nie wiem. Coś wymyślę. - Powiedziała Aki.
- Jasne. - Powiedział Izaya.

Aki wypiła herbatę do końca.

- To ja się już zbieram. - Powiedziała Aki i udała się do drzwi.
- Jak chcesz. Jadnak może Cię zainteresuje to, że przed blokiem po jakieś 50 metrów w każdą stronę stoi po 20 facetów, którzy mają za zadanie złapać Cię jak tylko skąd wyjdziesz i przetransportować do Kasuki. - Powiedział niby mimochodem Izaya. Aki zatrzymała się jakiś trzy metry od drzwi i spojrzała na niego.
- Skąd wiesz?
- Ja wiem dużo, Aki. A to wiem od mojego pewnego źródła.

Aki przygryzła wargę, nie miała czasu na uciekanie im. Nie miała również zamiaru prosić Izayi o pomoc w wydostaniu się, a tym bardziej zostawiać tu na noc. Westchnęła i ruszyła do łazienki. Zaczęła przestawiać meble. Izaya ruszył za nią i spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami.

- A można wiedzieć, co ty do cholery robisz? - Zapytał Izaya.
- Szukam bezpośredniego zejścia do kanałów. - Powiedziała Aki.
- Czy ty jesteś normalna? - Zapytał Izaya bardzo serio. - Nie ma mowy, żebym Cię stąd wypościł samą szczególnie w tych okolicznościach, szczególnie po ciemku.
- Niby jakich okolicznościach? - Zapytała Aki nadal przestawiając meble. Izaya chwycił ją z rękę i wyciągnął siłą z łazienki.
- Ej! - Zaprotestowała.
- Właśnie za oknami rozgrywa się wojna pomiędzy wszystkimi kolorowymi gangami a szarymi. Na dodatek czyhają na ciebie ludzie Kasuki. Czy tobie jest życie nie miłe? - Zapytał Izaya, kiedy weszli do salonu i siłą popchnął ją na kanapę, tak że na niej usiadła.
- A co Cie to tak nagle interesuje co się ze mną stanie, co? - Zapytała Aki.
- Rzuciłem Kasuce mimowolnie wyzwanie. On chce Cię dla siebie, a ja powiedziałem, że Cię nie dostanie. Sorry, nie lubię przegrywać. - Powiedział Izaya. - A już szczególnie z tą konkretną rodzinką.
- Jesteś niemożliwy.
- Dziękuję bardzo. - Powiedział siadając na swój fotel. - Jako, że nie mam ochoty wychodzić zostaniesz tu do rana.
- No chyba nie.
- Sądzę jednak że tak. - Izaya nacisnął jakiś guzik, a w oknach pojawiły się kraty, a drzwi zapiszczały co oznaczało, że tylko on może je otworzyć, bo czytnik kart został zablokowany. Aki wstała.
- Super. - Aki zezłoszczona weszła do swojego gabinetu zatrzaskując drzwi za sobą.

Chwyciła komórkę i położyła się do łóżka. Co jej zostało? Nic więcej nie mogła zrobić, Izaya związał jej ręce, w przenośni. Nakryła się kołdrą na głowę i wybrała numer.

- Tak, szefie?
- Niestety będziecie musieli sobie na radzić beze mnie. Zatrzymały mnie pewne... okoliczności. Dołączę do was jak najszybciej.
- Jasne szefie. Damy rade i czekamy.
- Spoko.

Aki rozłączyła się i czekała udając że śpi.

***

Kida i Satoshi rozmieścili swoich ludzi. Jak się okazało działali bardzo efektownie. Wszyscy szarzy, który się napatoczyli zostali momentalnie likwidowani, cóż się dziwić nie przeczuwali ataku i nie chodzili w dużych grupkach. Jednak okazało się ich więcej niż Kida i Satoshi się spodziewali. A przecież bronili tylko regionu Ikebukuro, a słyszeli że w Chu i Cziki również są ostre walki. Kida i Satoshi biegnąc przez miasto do miejsca gdzie zostali wezwani, rozmawiali.

- Kiedy oni się zorganizowali taką grupą? - Zapytał Kida.
- Nie wiem. Musieli to dobrze zaplanować. - Powiedział Satoshi.
- No dobra, ale na trzech dzielnicach?! - Zapytał Kida. - Jak to jest możliwe, że pozostali niezauważeni?
- Skąd mam wiedzieć? Muszą mieć dobrze zorganizowanego lidera.
- Jeśli tak to nie chce go spotkać. - Powiedział Kida.

Pobiegli dalej.

***

Mikado stukał w klawiaturę poddenerwowany. Podeszła do niego Anri z kawą.

- Nic się nie bój, dadzą radę. - Powiedziała siadając koło niego.
- Tak, z tym że większość moich przyjaciół aktualnie toczy ciężkie walki. - Powiedział Mikado.
- Moich też. - Powiedziała Anri. - Mam obudzić Saikę?
- Nie. - Powiedział Mikado. - Jeżeli sytuacja wymknie się nam spod kontroli wezwę Shizuo, Celty i Izayę. Jeżeli oni nie dadzą redy, a sądzę, że by dali, to dopiero wtedy. Jednak sądzę, że sytuacja wcale się spod kontroli nie wymknie. A poza tym...
- A poza tym co?
- Nie chcę, żebyś wychodziła na ulice w tej sytuacji. - Mikado położył głowę na jej kolanach, a ona pogłaskała go po włosach. - Dostatecznie mi ciężko, wiedząc że oni już walczą.
- Nic im nie będzie. Na pewno. - Powiedziała Anri ale sama bała się o nich.

Anri jako jedyna poza Mikado znała pełny skład szefostwa gangów. Nawet Izayi brakowało informacji o jednym szefie, a mianowicie o Aki, która była dowódcą zielonych. Anri uważała, że to zabawne, że akurat o niej nie wiedział. Wróciła myślami do tego co jej powiedziała Tatiana o uczuciach Aki do Izayi. Zawahała się, a potem zapytała.

- Mikado?
- Tak?
- Czy ty wiedziałeś, że Aki jest zakochana w Izayi? - Mikado zawahał się po czym westchnął.
- Podejrzewałem to. A ty skąd to wiesz?
- Od Tatiany.
- No i co w związku z tym?
- Nie mógłbyś jakoś na nią wpłynąć?
- A co, nie podoba Ci się to?
- No, nie. Szczerze nie lubię Izayi i czuję, że tylko by Aki zranił. - Anri była stanowcza. Mikado westchnął.
- Ja nic nie wskóram. Izaya mnie nie posłucha za żadne skarby. A Aki jest jeszcze bardziej uparta niż on. O ile to możliwe. Poza tym jest możliwość, że on nie ma pojęcia o uczuciu Aki do niego i lepiej żeby się o nim od nas nie dowiedział. - Powiedział Mikado.
- Czyli że nic nie można z tym zrobić?
- Nie wiem. Możesz iść porozmawiać o tym z Shizuo, jak te walki ucichną.

Anri westchnęła. Mikado spojrzał na nią.

- Jeżeli Ci na tym zależy mogę iść z Tobą. - Powiedział.
- Dziękuję. - Powiedziała i pocałowała go.

***

Walki nadal trwały i jak na razie szło gładko. Aki nadal siedziała w łóżku w domu Izayi, a Mikado i Anri rozmawiali cicho obserwując notatki na forum i czytając smsy. Noc zdawała się dla wszystkich trwać już wieczność, a przecież zbliżała się dopiero północ.

sobota, 7 lipca 2012

Rozdział VI


Aki obudziła się nagle i zaczęła badać swoje położenie, a kiedy zrozumiała gdzie jest i co tu robi zaczęła zastanawiać się jak się tu znalazła. Spojrzała na okno. Słońce chyliło się ku zachodowi.

- Shit. - Mruknęła. - Tatiana mnie zabije.

Aki spojrzała na zegarek. Za pięć 19.

- Co za wyczucie. - Mruknęła do siebie.

Na palcach ruszyła po laptopa i wróciła do łóżka. Uruchomiła go.

B: Ja już jestem.
Cze: Ja też.
Cza: Obecny.
N: Być.
P: Jestem.
Ż: W stanie gotowości.
Z: Jestem.
L: To znakomicie. Wszyscy w komplecie. Chciałbym dziś poruszyć ważny temat, którym musimy się zająć...
Ż: Czyżby "szary" temat?
L: Tak szary temat i bardzo bym był wdzięczny gdyby nikt nie wcinał mi się w wypowiedź. Czy wszyscy słyszeli już o gangu szarych?
B: Tak.
Cze: Tak.
Cza: Tak.
N: Tak.
P: Tak.
Ż: Tak.
Z: Tak.
L: To znakomicie. Wracając. Zakatował Chu, Cziki i Ikebukuro. Czy gdzieś jeszcze? Zen?
Z: Nie.
L: Baki?
B: Nie.
L: Niki?
N: Nie.
L: Pachi.
P: Nie.
L: Czyli mam dobre informacje. Wracając. Trzy zaatakowane dzielnice macie zielone światło do kontrataku. Pozostałe dzielnice mają się mieć na baczności, ale nie tylko. Biały pomagasz Żółtemu. Zielony pomagasz Czerwonemu. Niebieski pomagasz Czarnemu. Ale zostawcie też coś u siebie na wszelki wypadek. Karze bez kolorowym mieć na wszytko oko. Pomarańczowy, jako że nie masz komu pomóc umocnij ochronę pozostałych trzech dzielnic, które są opuszczane, jasne? Macie mi drani co do jednego załatwić. Nie obchodzą mnie metody, mają zniknąć, jasne?
B: Tak. Przyjąłem, zabieram się za przygotowania.
Cze: Tak. Tak już się tym zajmujemy.
Cza: Tak.
N: Tak. Nie ma sprawy!
P: Tak. Oczywiście.
Ż: Tak. Dla mnie bomba.
Z: Tak. Nie ma sprawy.
L: Następne spotkanie za dwa dni o 17.30. Do dzieła Dollars.
B: Tak.
Cze: Tak.
Cza: Tak.
N: Tak.
P: Tak.
Ż: Tak.
Z: Tak.

Wszyscy zniknęli Aki zamknęła laptop i wyjęła komórkę. Zignorowała milion nieodebranych połączeń od Tatiany, później coś wymyśli i wybrała numer swojego zastępcy.

- Co jest? - Usłyszała znajomy głos.
- Wyślij cztery piąte naszych ludzi do pomocy gangu Czerwonemu. Reszta niech pilnuje okolicy. Zaczynamy eliminowanie szarych. Wszystkie gangi poza szarymi mają pozwolenie na wstęp do naszej dzielnicy w kolorach dopóki go nie odwołam. Pomarańczowi pomogą wam pilnować okolicy. Jak zobaczycie kogoś z szarych, pozbądźcie się natychmiast. Mamy wykończyć ten gang.
- Przyjąłem i zaczynam realizację. - Powiedział zastępca a w jego głosie słuchać było zadowolenie jak zawsze gdy nadchodziły walki.

Aki rozłączyła się.

- No to jedna sprawa załatwiona. A teraz... - Aki westchnęła wstając z łóżka. - Uda mi się wymknąć z domu Izayi niezauważenie, czy będę musiała coś wymyślić aby mu to wszytko wyjaśnić?