Aki siedziała nieźle wściekła i
bliska łez w swoim "gabinecie" w domu Izayi dobrą godzinę
i stukała palcami po klawiaturze z irytacją. Nie potrafiła sobie
odpowiedzieć na pytanie "Dlaczego?". Dlaczego ten debil tu
jest? Dlaczego gada z Izayią, przecież się nie cierpią? Dlaczego
musiała przyjść do pracy i popsuć sobie dzień? Dlaczego miała
wrażenie, że Kasuka zrobił to specjalnie? Dlaczego, dlaczego,
dlaczego? Miała mętlik w głowie. Nagłe usłyszała głos Izayi.
- Aki, wychodzę! Będę koło 14, zrób
coś dobrego na lunch!
- Jestem twoją asystentką czy
kucharką?! - Zapytała zirytowana, ale jednak trochę zadowolona.
Skoro Izaya wychodził to tego debila już tu nie ma.
- Powiedzmy, że dwa w jednym!
- W takim razie chcę podwyżkę! -
Zażartowała Aki. Izaya roześmiał się.
- Na razie!
- Na razie!
Usłyszała zamykając się drzwi i
odetchnęła. Na reszcie sama. Wstała i rozprostowała się. Wyszła
swobodnie z gabinetu i zeszła na duł do kuchni zrobić sobie kawę,
nie za dobrze spała w nocy. Wcześniej przeczytałam wiadomość od
Celty, która nie za bardzo podniosła ją na duchu: "Nic
jeszcze nie wymyśliłam, ale jakoś to załatwimy, o nic się nie
martw.". Kiedy robiła sobie kawę usłyszała otwierane się
drzwi. Westchnęła, pewnie Izaya zapomniał czegoś wziąć.
- Czego zapomniałeś tym razem, hę? -
Zapytała rozbawiona.
- Porozmawiać z Tobą. - Usłyszała
głos Kasuki i jej serce na moment stanęło.
Odwróciła się powoli. Stał w
drzwiach kuchni i opierał się o framugę oraz perfidnie się jej
przyglądał. Aki zirytowała się. Pierwsza myśl jaka przeszła jej
przez głowę to: Izaya, Ty parszywy zdrajco!
- Skąd znałeś hasło? - Aki starała
się mieć spokojny głos.
- Gdy Izaya poszedł do łazienki,
sprawdziłem w jego komputerze. - Powiedział szczerze Kasuka. Aki
poczuła ulgę, drań Izaya jej nie zdradził.
- Możesz być pewny, że jeszcze dziś
zostanie zmienione. - Powiedziała Aki.
- Oj, no co ty? Nie cieszysz się, że
mnie widzisz? Musisz coś do mnie nadal czuć Aki-chan. - Kasuka
uśmiechnął się tak jak tylko on potrafił.
- Tak. Czuję, że będę rzygać. -
Powiedziała Aki.
- Oj nie bądź taka.
- Zamknij się i wyjdź zanim zadzwonię
po Izayę. - Powiedziała Aki, widząc jak niebezpiecznie blisko
Kasuka niej jest. A w pobliżu nie było żadnego ostrego narzędzia.
A na swój pech nie była Shizuo, nie mogła w niego rzucić lodówką.
A swój sztylet zostawiła na górze.
- Na pewno się stęskniłaś. W końcu
jesteśmy przyjaciółmi. - Powiedział Kasuka.
- Nie, nie jesteśmy. Wyjdź. -
Powtórzyła Aki.
- Oj, jakaś ty zadziora Aki-chan. -
Kasuka wyciągnął rękę i pogłaska ją po policzku.
Aki odtrąciła jego rękę i zaczęła
się odsuwać. Po kilku krokach uderzyła w blat szafki. Cholera.
Pomyślała. Ma taki wielki dom, a akurat kuchnia jest taka mała.
Kasuka nadal się zbliżał i Aki poczuła się jak w pułapce. Nie
miała gdzie uciec. Chyba że prze okno i od razu się zabić, w
końcu to 20 piętro. Kasuka stanął pół metra przed nią i
uśmiechnął się.
- I co teraz Aki-chan?
- Odwal się. - Zamachnęła się aby
uderzyć go w twarz, ale złapał jej rękę i zaśmiał się.
- Nadal jesteś tylko małą
dziewczynką. - Powiedział i pochylił się.
Pocałował ją. W Aki wszytko
protestowało. Najpierw go ugryzła w wargę, ale nie przejął się
tym tylko zachichotał. Nie wytrzymując wykorzystała to, że ma
lekko nogi w rozkroku i uderzyła go kolanem w czułe miejsce. Jęknął
z bólu i puścił ją. Wykorzystała to, aby uderzyć go z całej
siły w brzuch, aż się skulił, a potem z kolanka w twarz. Upadł
za ziemię, a ona wykorzystując to pobiegła do drzwi kuchni. Miała
zamiar wybiec z budynku i gdzieś się schować, po czym zadzwonić
do Izayi. Dobiegając do drzwi kuchni obejrzała się, aby sprawdzić
czy Kasuka nadal zwija się z bólu i w drzwiach wpadła na coś z
całą siłą. Okazało się że tym czymś był nie kto inny jak sam
Izaya. Aki odetchnęła z ulgą, a on chwycił ją by nie upadła na
ziemię i przytrzymał. Była uratowana. Izaya spojrzał na Aki a
potem Kasukę.
- To było dość brutalne Aki-chan. -
Powiedział widząc, że Kasuka ledwo podnosi się z ziemi.
- Izaya... - Mruknęła. - Co ty tu
robisz?
- Zauważyłem, że jego samochód nie
zniknął z podjazdu gdy wyszedł, więc wróciłem sprawdzić. I
miałem rację. Coś tak czułem, że za bardzo o Ciebie wypytywał.
- Powiedział Izaya, patrząc szyderczo na Kasukę, który ledwo
wstał i otarł twarz z krwi. - Sama go wpuściłaś?
- Nie, zakosił Ci hasło z komputera.
- Powiedziała Aki zdziwiona, że nadal trzymał ją w czymś co
można było nazwać uściskiem, co najwyraźniej robił nie za
bardzo świadomie.
- Coś tak czułem. - Powiedział
Izaya. - No nic, zaraz zmienię hasło, ale najpierw... Ty. - Wskazał
na Kasukę. - Albo wyjdziesz stąd sam, albo Cię z stąd wyrzucę
oknem.
Kasuka uśmiechnął się szyderczo.
- Wierz mi sam wyjdę. - Powiedział
Kasuka stawiając kulejące kroki.
Izaya cofnął się od drzwi w głąb
pokoju, ciągnąc za sobą Aki. Czuł, że jest w zbyt dużym szoku
aby mogła sama reagować i nie mylił się. Aki dopiero po jakiś
dwóch sekundach uświadomiła sobie, co właściwie Izaya robi.
Kasuka chwiejnie wyszedł z kuchni i ruszył do wyjścia odprowadzany
wzrokiem przez Izayę i Aki. Gdy był przy drzwiach odwrócił się.
- Zobaczysz Aki, jeszcze będziesz
moja. A tego co dziś zrobiłaś będziesz żałować. - Powiedział
Kasuka.
- Uważaj, żebyś nie żałował tych
słów. - Powiedział Izaya z szyderczym uśmiechem, a Kasuka
wyszedł.
Izaya puścił Aki, która opadła na
kanapę, a sam podszedł do drzwi i zmienił hasło. Następnie
spojrzał na Aki, chcąc ją prosić, aby przyniosła swoją kartę,
aby zmienił hasło, które było na niej wgrane, jednak stanął jak
wryty. Aki miała tak przerażone i zszokowane oczy, jakich jeszcze
nie widział. Wcześniej tak nie wyglądała. Adrenalina musiała
utrzymywać ją w stanie możliwym do jakiegokolwiek myślenia i
obrony, teraz gdy Kasuki już nie było i była bezpieczna, cała ją
opuściła i najwyraźniej sytuacja ją sparaliżowała. Nigdy nie
widział jej w takim stanie. Nigdy nie widział nikogo w takim
stanie, nawet osób nad którymi się znęcał.
- Aki, już jest okej. - Powiedział.
Aki zwróciła na niego wzrok i ku jego przerażeniu wybuchnęła
płaczem.
***
Chłopaki po lunchu poszli na
przechadzkę. Odwiedzili sklep z grami, z mangami oraz wiele innych.
Potem poszli na mecz, na którym dość dobrze się bawili, a
następnie do baru, w którym mogli pograć w różne gry. Akai i
Satoshi grali w jakieś wyścigi, Satoshi wygrywał. Mikado grał w
Pac Mana. Kida w jakiś football, a Zaki i Neko w jakieś inne gry.
Kiedy wybiła 18.30 pożgali się i ruszyli do domów, a każdy
myślał, tylko o jednym. O spotkaniu na czacie liderów, które
miało odbyć się o 19. Każdy chciał poruszyć temat szarych i
każdy chciał się nimi zająć. Każdemu nie podobało się to że
jakieś żółtodzioby sieją panikę w ich mieście. W końcu było
to miasto Dollars i nikogo innego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz