Regulamin

1. Jest to blog o tematyce Durarara. Jak nie lubisz w prawym górnym rogu jest czerwony krzyżyk - wciśnij go.
2. Każdy rozdział jest mój, oryginalnie pisany. Nie kopiuje i nie plagiatuje innych blogów.
3. Generalnie tematyka jest hetero (MxK) ale może pojawić się również tematyka homo (MxM) lub (KxK). Nie czepiać się. Ostrzegałam.
4. Nie spamować. Nie wklejać linków w komentarzach.
5. Nie przeklinać w komentarzach i nie obrażać nikogo.
6. Krytyka mile widziana ale nie chamska.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Rozdział XX

Oh! Na początek ogromne przepraszam ! Naprawdę chciałam dodać nowy rozdział duuużo szybciej ale ta matura mnie dobija. Jeszcze na dodatek dowiedziałam się dzisiaj że po odliczeniu wszystkiego wolnego itp. został mi dokładnie 39 dni nauki ! A ja jeszcze nie mam ocen na drugi semestr ! Na dodatek z prezentacją ciężko a tu jeszcze ćwiczyć do ustnego angielskiego (załamka). Mam nadzieję, że jakoś mi to wybaczycie :) jak tylko skończy się ten cały cyrk z maturą postaram się być bardziej systematyczna :)
Joanna Kołcun wysłałam Ci wiadomość na gg... nie wiem czemu nie doszła ... mogłabyś mi jeszcze raz podać swoje gg sprawdzę czy czegoś nie pomyliłam przez przypadek lub napisz na moje: 11579596 :)
Vicki naprawdę przepraszam ... postaram się jak mogę :)


***



Aki obudziła się i spojrzała na Izayę. Spał jeszcze. Uśmiechnęła się i zsunęła mu z oczu kilka czarnych kosmyków. Był taki słodziutki kiedy spał. Na dodatek mruknął coś przez sen. Aki zaśmiała się cicho i pocałowała go w czoło. Usiadła i przeciągnęła się.

- Hm... witaj piękny dniu. - Mruknęła. Spojrzała na zegarek. 6.30. - Przynajmniej nie spóźnię się do szkoły. Chociaż... - Aki przypomniała sobie rozmowę z Kidą i opadła z powrotem na poduszki. - Chyba nic się nie stanie, jak sobie odpuszczę.

Przez chwilę wpatrywała się w Izayę, a potem zamknęła oczy. Po chwili zadzwonił budzik. Aki przeklęła się w duchu. Izaya poruszył się, jęknął dwa razy z niezadowolenia, odwrócił się i go wyłączył. Aki zaczęła udawać, że śpi. Poczuła jak Izaya przeciąga się i odgarnia jej włosy z czoła.

- Aki-chan. Czas wstawać. - Powiedział całując ją w czoło.


Mruknęła coś tylko nie wyraźnie i odwróciła się. Nie chciało jej się ruszać z łóżka.
 
- Aki-chan wiem, że nie śpisz. - Zaśmiał się. - Chyba nie chcesz się spóźnić do szkoły, co?

Mruknęła coś tylko z twarzą w poduszce.

- Oj nie ładnie. - Zaśmiał się. - Nie mam zamiaru Ci usprawiedliwiać nieobecności w szkole.

- Nikt Ci nie każe. - Mruknęła patrząc na niego jednym okiem. - Nie mam zamiaru się stąd ruszać jeszcze przez dobre półtorej godziny.

- Potem będę wysłuchiwał do Shizu-chan, że Cię demoralizuję. - Zaśmiał się Izaya głaskając ją po głowie.

- Pf. Dobranoc. - Aki nakryła głowę kołdrą.

Izaya zaśmiał się ponownie i już chciał wstawać, kiedy zauważył, że Aki trzyma go za rękę.

- Co jest? - Zapytał.

- Serio musisz już wstawać? - Zapytała Aki, a ten w odpowiedzi uśmiechnął się i ponownie koło niej położył i przytulił ją.

- Jesteś niemożliwa. - Szepnął jej we włosy, a ona przeturlała ich tak, że Izaya leżał pod nią.

- Dziękuję. - Uśmiechnęła się i pocałowała go.

Zadzwonił dzwonek do drzwi. Aki jęknęła, a Izaya zaśmiał się.

- Za chwilę wracam. - Powiedział, pocałował ją jeszcze raz i wstał.

Wyszedł z sypialni i zamknął za sobą drzwi. Aki leżała przez chwilę w ciszy. Po jakiś dziesięciu minutach wstała. Może znowu usiadł do tego laptopa i zabrał się za pracę? Miała zamiar przetrzymać go w łóżku co najmniej do wpół do dziewiątej i nie zamierzała odpuszczać. Ruszyła do drzwi i otworzyła je.

- Izayaa... - Mruknęła trąc oczy i zapytała. - Pozbyłeś się już gościa?

Rozejrzała się po salonie. Izaya stał przy kanapie i patrzył na nią wzrokiem "no pięknie", a po drugiej stronie, niedaleko drzwi stał... Shizuo. Aki zamrugała dwa razy, aby wyjść z szoku. Shizuo był w nie mniejszym.

- Aki-chan? A co ty tu robisz... w jego bluzce... potarganych włosach... - Shizuo szybko zorientował się o co chodzi. No i najwyraźniej trochę przesadził z wyobraźnią.

- Hej, Shizuo-kun... - Mruknęła Aki.

Shizuo jeszcze raz zlustrował wzrokiem Izayę w samych spodniach od piżamy i Aki w samej bluzce, no cóż, przydługiej ale bluzce. Na dodatek wyszła z sypialni.

- Nie mów mi, że jesteś z tym padalcem. - Warknął Shizuo.

- Nie ładnie jest kogoś wyzywać w jego własnym domu. - Powiedział Izaya.

- Zamknij się, nie z Tobą rozmawiam. Aki ubieraj się, zawiozę Cię do szkoły i z niej odbiorę. - Shizuo był najwyraźniej wściekły.

- Nie. - Powiedziała Aki.

- Nie? - Zapytał Shizuo i zaczął do niej podchodzić. Izaya stanął pomiędzy nimi.

- Shizu-chan, co jak co ale jej Ci nie pozwolę tknąć. - Powiedział Izaya poważnie. Shizuo wpadł w kolejny szok.

Odwrócił się i zaczął zmierzać do wyjścia. Nagle zatrzymał się.

- Kasuka o Ciebie pytał, Aki. - Powiedział Shizuo. Aki drgnęła, już prawie o nim zapomniała. Izaya zirytował się.

- Nie wypowiadaj imienia tego padalca w tym domu. - Warknął. Shizuo zdziwił się. Izaya, zdenerwowany? Przecież on zawsze jest opanowany?

- Bo co, jesteś o wiele większym padalcem niż on. W sumie jak możesz tak mówić o osobie, której nawet nie znasz, co? - Shizuo prychnął. - Wracając, chyba nadal jest w Tobie zakochany.

Aki skuliła się w sobie. Izaya nie wytrzymał.

- Jak śmiesz w ogóle przy niej mówić o tym padalcu?! Nie wiesz, co...?! - Aki szybko wyszła przed Izayę i zasłoniła mu usta rękoma.

- Nie. - Szepnęła.

- Nie wiem, co? - Zapytał Shizuo.

- Nic. Idź już Shizuo-kun. Porozmawiamy potem. - Powiedziała Aki nadal trzymając Izayi rękę na ustach. On uspokoił się trochę. Shizuo wyszedł, a Aki opuściła ręce. Izaya przytulił ją do siebie.

- Przepraszam. Nie powinienem... wiem, że nie chcesz aby on wiedział, a ja po prostu...

- Nie. Niech nic nie wie. Tak jest lepiej... - Aki westchnęła.

- Lepiej? - Izaya prychnął. - Chyba estetyczniej.

- Izaya... - Westchnęła Aki, a on pochylił się i ją pocałował.

- Przepraszam. Wracajmy do łóżka, co? - Zapytał Izaya i w tym momencie zamknęły się drzwi. Ta dwója spojrzała po sobie.

- Słyszał... - Aki zatkała sobie usta rękami. Izaya westchnął.

- Zajmiemy się tym później, chodź. - Powiedział Izaya i pociągnął ją do sypialni.

***

Satoshi obudził się i spojrzał na zegarek. Dziewiąta. No i stało się, nie poszedł na test. Spojrzał na Neru która spała słodko. Uśmiechnął się, pocałował ją w policzek i odgarnął grzywkę.

- Dzień dobry. - Szepnął jej do ucha i wstał. Ruszył do łazienki, po czym do kuchni. Zastał tam Saki widać w parszywym humorze.

- Hej Saki.

- Hej Satoshi.

- Co tam z Kidą? - Zapytał nastawiając wodę na kawę.

- Dla mnie i dla niego też zrób. Heh... co z nim? Udaje twardziela, ale widać, że się podłamał. Pogadałbyś z nim? - Zapytała Saki. - Wiesz o wszystkim, nie?

- No, wiem. Mikado mówił mi wcześniej. - Powiedział Satoshi. - Tak btw. wiesz kim jest Zielona?

- Nie mam pojęcia. Powiedział, że jej tożsamości nie wyda.

- Weź. No dobra, co chcecie na śniadanie? - Zapytał Satoshi.

- Jajeczniczka mi się marzy. - Do kuchni wszedł Kida. Miał zapuchnięte oczy. Widać płakał.

- Hej, stary, wszytko ok? - Zapytał Satoshi.

- Ta... pogadamy potem. Chcę jajecznicę z bekonem, szczypiorkiem, pomidorkami, troszkę sera no i szyneczka. Najlepiej na smalcu zrobioną. - Powiedział upijając łyk kawy, która przed nim postawił Satoshi.

- W ciąży jesteś, czy ki chuj? - Zapytał Satoshi, wyciągając potrzebne składniki.

- Nie okres mi się zbliża. - Powiedział Kida i cała trójka zachichotała.

- Chyba spóźnia. - Mruknął Satoshi i znowu parsknęli śmiechem.

- To co dziś robisz z Neru? - Zapytała Saki..

- Nie wiem. Ostatnio chciała iść na basen i do sauny, ale nie mogłem. Może dziś? - Zapytał sam siebie Satoshi. - Jak co idziecie z nami?

Nie lubił chodzić z Neru na basen. Ona cały czas pływała i pływała, a mu się to po chwili nudziło i po prostu siedział sam w jacuzzi.

- Hm, fajny pomysł, co nie Kida? - Zapytała Saki.

- No, może być.

- Wiec idziemy na basen! - Neru wyskoczyła z za drzwi.

- No super, a miała to być niespodzianka. - Mruknął Satoshi, a wszyscy się roześmiali.

Może nie będzie, tak źle? Zapytał sam siebie w myślach Satoshi, kiedy Neru pocałowała go w policzek i zabrała się do rozkładania talerzy.

***

- Na prawdę chcesz to zrobić? - Mikado nie uśmiechał się pomysł na dzisiejszy dzień Anri.

Siedzieli przy śniadaniu. Mikado miał zły humor, bo Neko wpakował się do nich na noc i dodatkowo jeszcze zajmował teraz łazienkę. Coś czuł, że Neko za niedługo tu zamieszka, ale ok. Jakby nie mógł siedzieć u Shinry. A tu nagle Anri wyskakuje z takim pomysłem. Co gorsza, zaspali do szkoły i nie napisali testu.

- Tak. - Powiedziała Anri. - Musze pogadać z Shizuo. Nie podoba mi się, to że Aki jest z Izayą.

- Okej, okej. - Mikado westchnął. - Ale wątpię, że coś wskóramy. Jeżeli Shizuo jest mistrzem uporu, to Aki jest na levelu super hard.

- Tak, ale to się zrobiło za poważne. Trzeba to uzmysłowić! Może jakoś... oh po prostu wolałabym, żeby była z tym Kasuką i po sprawie! - Powiedziała Anri. Mikado zaśmiał się.

- Dobrze porozmawiamy z Shizuo. - Powiedział Mikado.

- O czym? - Do kuchni wszedł Neko. Mikado nie umknęło, że w jego kapciach i szlafroku oraz wycierając się jego ulubionym ręcznikiem.

- Nie ważne. A w sumie, czemu ty nie jesteś w szkole, co? - Zapytał Mikado.

- Wy też nie.

- My jesteśmy pełnoletni. - Powiedział Mikado.

- Oj tam, oj tam. - Powiedział Neko. - Nic się nie stanie jak jeden dzień nie pójdę.

Neko porwał kanapkę, kakao i poszedł do salonu, gdzie walnął się na kanapę i włączył sobie telewizor. Mikado zacisnął dłonie w pięści.

- Ja go kiedyś... - Mruknął od nosem. Anri zaśmiała się cicho.

- No to może skoro już odbywamy dziś poważne rozmowy, to wybierzemy się też do Shinry, co?

- Dobra. - Powiedział Mikado, a Anri pocałowała go.

Z salonu dobiegł śmiech Neko, który śmiał się z jakiejś reklamy, a Mikado zacisnął dłoń w pięść. Anri zachichotała widząc to.

czwartek, 10 stycznia 2013

Rozdział XIX



Takie uprzedzenie przed dodaniem tej notki... notka może trochę przerysowana, ale była pisana gdy ja miałam podobne problemy z sobą co Aki a moje koleżanki nawet całościowo identyczne... nie wiem co mnie wzięło pisząc tą notkę, no ale stwierdziła, że nie będę jej zmieniała... mam do niej jakiś taki sentyment. A no i ta notka powstała z dobre dwa lata temu xD bo to opowiadanie ma naprawdę długi staż :)
Dobra kończę marudzić xD ... Dziękuję za wszystkie komentarze :) 

Rozdział XIX

Izaya pojawił się w ciągu piętnastu minut. Chyba pierwszy raz w życiu Aki widziała jak używa samochodu. Kiedy wszedł do salonu Aki właśnie rozmawiała z Mikado.

 - Cześć. - Powiedział.

- Cześć. - Powiedział Mikado. Izaya podszedł do nich i pocałował Aki.

- I jak poszło? - Zapytał.

- Jako tako. - Westchnęła Aki. - Był za spokojny. Chybabym wolała jakby się po nas darł.

- Ja chyba też. - Westchnął Mikado.

Izaya westchnął.



- Mogłem go nie zabijać. - Mruknął. - Tylko oddać policji.

- Nie. Dobrze zrobiłeś. - Powiedział Mikado, a Aki wstała i przytuliła się do niego.

- Wiem. - Mruknął. - Ale przez to mogą być teraz problemy.

- Poradzimy sobie. - Powiedziała Aki. - Prawda?

- Jak zawsze. - Uśmiechnął się Mikado. A Izaya wywrócił oczami.

- Wracajmy do domu. - Powiedziała Aki do Izayi.

- Mojego czy twojego? - Zapytał Izaya.

Aki zastanowiła się. W jej domu na pewno był Akai i zapewne ktoś kogo ze sobą przytargał. Westchnęła.

- Do twojego. Nie chce znowu słuchać "blee". - Powiedziała Aki. Izaya zaśmiał się, a Mikado uśmiechnął się.

- Akai za niedługo przywyknie. - Powiedział Mikado. - A jak nie to znajdziemy mu dziewczynę.

- Nie głupi pomysł. - Powiedział Izaya.

Aki wywróciła oczami, pożegnała się z Mikado i wyszli. Kiedy wsiadała do samochodu spojrzała na Izayę.

- A ty w ogóle masz prawo jazy? - Zapytała, kiedy usiadł na fotelu kierowcy.

Izaya wywrócił oczami.

- Mam. - Powiedział i wyciągnął je. Aki tylko cudem nie wybuchnęła śmiechem na widok Izayi kiedy był młodszy o jakieś sześć lat.

- Co? - Zapytał, bo nie potrzymała chichotu.

- Byłeś słodziutki. - Powiedziała.

- Oj, daj mi spokój. - Mruknął, a ona ponownie zachichotała.

Dojechali do domu Izayi, zaparkowali i trzymając się za ręce weszli na górę. Izaya zamknął drzwi, a Aki poszła do łazienki. Zaczęła się zastanawiać jak brat zareaguje na to, że po pracy nie wróciła do domu. A nie... wiedział o wszystkim, więc się nie będzie martwił. Obmyła twarz wodną, chcą spłukać z siebie poczucie winy, ale nie bardzo jej to wyszło. Pochyliła się nad umywalką i poczuła jak łzy jej nabiegają do oczu. W tym momencie wszedł Izaya. Zauważając co się z nią dzieje.

- Znowu "nagła zmiana nastroju"? - Zapytał Izaya.

- Nie... - Westchnęła. Izaya podszedł do niej, a ona przytuliła się do niego.

- Skoro nie to, to co? - Zapytał głaskając ją po głowie.

- Wyrzuty sumienia. - Mruknęła.

- Oj... - Izaya wolał nie rzucać już żadnej kąśliwej uwagi.

Aki westchnęła. Izaya podciął jej nogi.

- Ej! - Mruknęła kiedy Izaya wziął ją na ręce.

- W łazience mam za dużo ostrych przedmiotów. - Wyjaśnił. - Nie mam zamiaru dać Ci się pociąć albo lepiej.

- Super we mnie wierzysz. - Mruknęła Aki.

Izaya wyszedł z łazienki i zaniósł ją do swojej sypialni po czym bezceremonialnie podwinął rękaw jej swetra. Aki zaczerwieniła się. Izaya wskazał na kilkanaście podłużnych rozcięć.

- Myślałaś, że nie wiem?

- To wina Kaidy... - Mruknęła wybierając jedyną drogę obrony jaką miała.

- Chyba nie sądzisz, że Ci uwierzę co? - Zapytał Izaya. - I byłoby łatwiej gdybyś mnie nie okłamywała.

Aki podciągnęła nogi pod brodę i owinęła je rękoma chowając twarz. Izaya westchnął. Stwierdził, że mógł być dla niej za ostry, nie lubił grać "tatuśka" ale przy niej najwyraźniej musiał. Więc po prostu przygryzł wargi, kiedy na usta zaczęły ciągnąć mu się przeprosiny i pocieszenia. Już od dawna wiedział, że kiedy Aki ma jakieś problemy stosuje radykalne środki. Ten prawie najbardziej mu się nie podobał. Prawie. Położył się na łóżku i czekał. Po prostu czekał. W końcu Aki przełamała się i położyła się koło niego i wtuliła się w jego bok. Izaya bez słowa przytulił ją do siebie. Aki nie wiedziała co powiedzieć. Nie podejrzewała, że Izaya wie, albo raczej, nie spodziewała się, że Izaya wyskoczy z tym tematem. Nie miała pojęcia co ma mu powiedzieć. Ale on też się nie odzywał, a jej ta cisza strasznie ciążyła. W końcu westchnęła. Pierwszy raz od kiedy ze sobą byli łzy na niego nie podziałały. Chciał aby była z nim szczera, a akurat w tym temacie ciężko jej było być szczerą. Akai nigdy niczego nie zauważył, nikt inny też... Dlaczego akurat on? Wolała aby się po niej wydarł, bo mogłaby się kłócić. Wolała aby zadawał pytania, bo mogłaby po prostu odpowiadać. Ale nie, on kazał jej się przyznać samej, a to przychodziło najciężej. W końcu zebrała się w sobie.

- Tak. - Szepnęła. - Tak, jestem potwornym tchórzem. Ja... po prostu... w ten sposób... uciekam.

- Uciekasz? - Izaya prychnął.

- Tak... przed problemami.

- Zadając sobie ból fizyczny, chcesz uciec od bólu psychicznego? - Izaya zdawał się znać odpowiedź. - Albo biorąc narkotyki?

Aki cała się w sobie skuliła. A więc o tym też wiedział. Westchnęła.

- Tak... powiedzmy, że... coś w tym stylu.

- Jeżeli jeszcze raz... zobaczę, że robisz coś takiego... - Izaya westchnął. - Lub się o tym dowiem...

- Nie musisz kończyć. - Powiedziała. - Już...

- Nie obiecuj wiesz? - Powiedział Izaya. - Ale... zamiast zacząć się okaleczać, możesz przyjść do mnie. Zamiast zażyć narkotyki, możesz przyjść do mnie. Powiedzieć mi o co chodzi. Zawsze razem coś wymyślimy.

- Izaya... - Aki wtuliła się w jego bok jeszcze mocniej.

- No już nie płacz.

- Ale...

- Nie, nie powiem nikomu.

- Nie o to mi chodzi...

- Więc o co?

- Ja... przepraszam...

- Mnie, a niby za co? - Zapytał Izaya. - Mnie nie masz za co przepraszać. Powinnaś przeprosić sama siebie.

- Mmm... - Aki miała totalnie dość, chciała być u siebie w domu i... no właśnie co by była gdyby była sama w takim stanie? Pewnie to co zawsze. Zadzwoniłaby do Niki po działkę albo wyciągnęłaby żyletki. Izaya przejrzał ją znakomicie. Wręcz za dobrze.

Izaya wstał i ruszył do komody. Wyciągnął jedną ze swoich bluzek i rzucił Aki, a następnie wyciągnął dla siebie szare spodnie z dresu.

- Przebierz się. - Powiedział samemu ściągając bluzkę. - W tym stanie nigdzie się stąd nie ruszysz.

Aki ściągnęła mundurek i powiesiła go na krześle, po czym założyła bluzkę Izayi. Mimo iż Izaya był w miarę niski i chudy, Aki i tak czuła się w jego bluzce jak w sukience. Aki weszła pod kołdrę i nakryła się pod samą głowę. Za chwilę usłyszała i poczuła jak kładzie się koło niej Izaya. Izaya objął ją, a ona wtuliła się w niego.

- Czy to nie jest lepsze lekarstwo na problemy? - Szepnął jej we włosy.

- Jest... milion razy lepsze. - Szepnęła i po chwili już spała.

Izaya ciesząc się, że znowu dopiął swego, również zasnął.

***

Saki przytuliła do siebie mocno Kidę.

- Powiedz mi o co chodzi? - Zapytała Saki.

- Ja... - Kida nie umiał wyrazić o co mu chodzi. - Po prostu...

Saki zaprowadziła go do pokoju i położyła do łóżka. Potem położyła się obok niego.

- A teraz powiedz mi, co się stało?

Kida jąkając się i przerywając co chwila wyjaśnił jej co się stało u Mikado. Nie wspomniał tylko, że Aki jest zieloną.

- I co zamierzasz? - Zapytała po chwili Saki.

- Nic. Postąpili słusznie, co mogę innego zrobić? Po prostu... możliwe, że mnie to przerosło. Chwilowo...

- Kida, każdego by to przerosło. Nagle dowiedziałeś się, że twój brat był po przeciwnej stronie, na dodatek atakował twoich przyjaciół i ciebie, a potem że nie żyje. - Saki przytuliła go mocno. - Każdego by przerosło.

- Wiem, ja...

- Cii... prześpij się z tym. - Saki pocałowała go. - Zaśnij, nie pozwolę, żeby ktoś Ci przeszkadzał. Śpij...

Kida z wyczerpania i szoku zasnął bardzo szybko, a Saki wraz z nim.

***

Satoshi wrócił z Neru z kina. Od razu wydawało mu się, że jest coś za cicho. Drzwi do pokoju Kidy były zamknięte więc nawet tam nie zaglądał.

- Saki nie ma u siebie. - Powiedziała mu Neru.

- Czyli musi być z Kidą. - Powiedział, kiedy robił herbatę dla siebie i jej. - Musiał być w parszywym humorze.

- Na to wygląda. - Powiedziała Neru.

Wypili w ciszy herbatę i zbliżyła się 22. Neru przeciągnęła się.

- Masz coś na jutro zadane? - Zapytał Satoshi.

- Nie... Odrobiłam wcześniej, a ty?

- Nie... ale mam sprawdzian, eh... - Satoshi spojrzał znowu na drzwi Kidy. - Coś czuje, że on go za dobrze nie napisze.

- Coś czuje, że on jutro nie pójdzie do szkoły. - Powiedziała Neru i wpakowała się Satoshiemu na kolana. - A może my byśmy też sobie jutro odpuścili szkołę, co?

- Ta, twoja mama już jest na ciebie wściekła, za ten pobyt w szpitalu. - Powiedział Satoshi. Neru zrobiła minę naburmuszonego dziecka.

- Zero romantyzmu. - Powiedziała Neru.

- Bądź tu człowieku rozsądny to Ci brak romantyzmu wytknie. - Powiedział Satoshi wywracając oczami.

- No... Shi-chan... - Neru jęknęła. - Nie chce mi się jutro iść do szkoły. Zostańmy w domu albo wybierzmy się gdzieś razem, co? W sobotę i tak idę z dziewczynami a ty zapewne z chłopakami i znowu nie będziemy mieli czasu dla siebie.

- Długi weekend powiadasz? - Satoshi zastanowił się. W sumie to nie chciało mu się iść do szkoły i spędzić czas z Neru to była fajna perspektywa. Postanowił się z nią jednak podroczyć. - No nie wiem, nie wiem...

- No... Shi-chan, jeden dzień nie zniszczy Ci średniej. - Neru robiła do niego najsłodsze ze swoich oczek.

- No dobrze. - Zaśmiał się Satoshi, a ta pisnęła.

- Super! - I pocałowała go. Satoshi zaśmiał się.

- Ale muszę się iść teraz wykąpać, więc... - Zaczął, a ona przykleiła się do niego.

- Idę z Tobą.

- Jesteś taka dziecinna Neru... - Zaśmiał się Satoshi, ale wziął ją na ręce i poszedł z nią do łazienki.