Aki otworzyła oczy i rozejrzała się w oku siebie. A no tak.
Jestem w domu Shinry i wyratował mnie od śmierci. Miło. Ale co z resztą? Aki
rozejrzała się po pokoju i jej wzrok padł na Izayę, który siedział w fotelu na
przy drzwiach i pisał coś na swoim laptopie. Po chwili podniósł wzrok i
zauważył, że się obudziła.
- No na reszcie. - Powiedział. - Akai już powoli dostawał
szału.
- Super. - Mruknęła Aki.
- Nie martw się. Nie ma go tu. Pilnuje go Shizuo u was w
domu.
- O... miło. - Powiedziała Aki.
- Uprzedzam. Nie byłem jedyny który poznał twoją tajemnicę
bycia Zieloną.
- Super na "dzień dobry" już ten temat. Zamiast
"jak się czujesz", usłyszę pewnie "co oni Ci tam robili". -
Aki wywróciła oczami.
- Dzień dobry. Jak się czujesz? Akai wie, że jesteś zieloną.
- Izaya wywrócił oczami. - A poza tym miałem zamiar powiedzieć "wiesz ile
roboty na Ciebie czeka?".
- Dzięki.
- Żartowałem. Shinra wymusił na mnie co najmniej dać Ci
tydzień chorobowego. - Powiedział Izaya.
- No jeszcze lepiej. Tydzień nic nie robienia. - Westchnęła
Aki. - Kiedy ma mnie zamiar stąd wypościć?
- Za tydzień.
- Hę? No super. A co z szarymi?
- Wszyscy zlikwidowani. No przynajmniej większa większość.
- A Kaida?
- Skręciłem mu kark.
- Dzięki. Ile tu już jestem?
- Od momentu kiedy Cię tu przyniosłem... jakieś 15 godzin.
- No super.
Drzwi otworzyły się. Wszedł Shinra.
- O Aki obudziłaś się! Cudownie! - Aki i Izaya zrobili
podobną minę w stylu "no i koniec ciszy i spokoju". - Jak się
czujesz?
Zaczął sprawdzać temperaturę i te jego inne medyczne bzdury.
- Dobrze. - Mruknęła przez termometr w ustach.
- Podejrzewam. Jak tam obicia i stłuczenia?
- W sumie to ledwo je czuje dopóki leżę.
- To dobrze. Hmm... Izaya mógłbyś poinformować Mikado i
Akaiego, że się obudziła?
- No. - Powiedział i wysłał odpowiednie smsy.
Po chwili Mikado opisał, że to dobrze i że wpadną potem. A
jeszcze chwilę później pojawił się Akai. Wszedł niepewnie do pokoju.
- Wszystko ok, Aki? - Zapytał patrząc na nią z niepokojem.
- Już tak. - Uśmiechnęła się.
Izaya ukradkiem wyszedł z pokoju. Shinra też. Akai podszedł
do niej i usiadł na krzesełku obok łóżka. Głowę oparł na jej kolanach.
- Wiedziałem, że będzie dobrze, ale Shinra nie pozwalał mi
tu wejść. - Powiedział.
- Już okej. Naprawdę. - Powiedziała. Akai przez chwilę nic nie
mówił. - Czy ty płaczesz?
- Nie kurde. Śmieje się wiesz. - Warknął i przytulił się do
niej. - Masz przechlapane wiesz? Jak mogłaś mi nic nie powiedzieć co? Ale już
ok. Wszystkie tajemnice.... I... przepraszam. Nie powinienem kryć przed Tobą,
że dowodzę, gangiem niebieskim po ojcu.
Aki spięła się. Nie wiedziała o tym, ale zaraz rozluźniła
się. Powinna to była przewidzieć.
- Cii. - Powiedziała. - Już okej.
Siedzieli tak chwilę. Po chwili Akai wrócił do siebie i
zaczął jej streszczać co się działo jak była uwięziona i potem nieprzytomna.
Słuchała go z uśmiechem. Po jakiś trzydziestu minutach wszedł Shinra.
- Ej Akai chyba nie chcesz zabić siostry swoimi
historyjkami? - Powiedział Shinra. - Lepiej zbieraj dupę do szkoły.
Akai skrzywił się.
- Dobra, dobra. Wpadnę po szkole, ok? - Zapytał.
- Ok.
Akai wyszedł. Shinra postawił przed Aki jedzenie i picie po
czym wyszedł. Aki uśmiechnęła się, zjadła wszytko i Shinra wrócił. Dodał jej
jakieś specyfiki do kroplówki.
- Pośpisz sobie jeszcze trzy godzinki, okej? Dopóki nie
zaczną działać witaminy, dobra?
- Wiesz co, mam już dość spania do końca życia. - Mruknęła,
ale czuła, że oczy jej się zamykają.
Shinra zaśmiał się i wyszedł, a Aki zasnęła.
TRZY DNI PÓŹNIEJ
- Aaa! Nie chce! - Krzyknęła Aki.
- Aki uspokój się! - Powiedział Shinra.
- Wyjdź mi z tym! - Krzyknęła Aki.
Izaya wywrócił oczami. Shinra wszedł z informacją, że czas
na zastrzyk witamin i strzykawką w ręce, a ta zaczęła panikować. Boże, jak
dziecko.
- Izaya ja nie chce! - Powiedziała. - Wywal go stąd.
- Nie mam takiej władzy. - Powiedział Izaya. Czy naprawdę
musieli przez to przechodzić?
- To dla twojego dobra. - Powiedział Shinra zbliżając się.
- Będę się drzeć. Shinra zacznę krzyczeć jak pojedziesz
chodź krok bliżej! - Powiedziała Aki.
Shinra zatrzymał się w pół kroku, wiedział że nie żartowała
i raczej wolał tego nie słyszeć, Aki miała naprawdę mocny głos, a piszczała
jeszcze głośniej. Izaya westchnął zrezygnowany. Torturowali ją, cieli, podwali
przeróżne środki, a ta bała się Shinry ze strzykawką. Izaya naprawdę żałował,
że Celty akurat była w pracy. Ona by już ją jakoś uspokoiła, a oni we dwójkę?
Nie był tego taki pewien. Shinra spojrzał błagalnie na Izayę.
- Aki jest Ci to potrzebne, żebyś wyzdrowiała. - Powiedział
Izaya.
Wcześniej nie było problemu, bo podawał jej leki przez
kroplówkę, ale Aki już jej nie potrzebowała więc wczoraj ją wyciągnął. Chociaż
też zaczęła panikować jak się obudziła z igłą w ręce, ale podłączał jej ją
kiedy spała więc za bardzo wiele do gadania nie miała. Cóż nikt nie
podejrzewał, że Aki będzie robiła problemy ze strzykawkami. A na dodatek była w
pełni przytomna, więc raczej nie dadzą rady jej uśpić.
- Wole żeby znowu mnie pocięli nożem niż dać sobie zrobić
zastrzyk. - Powiedziała na wydechu. No ekstra, totalne dziecko.
- Super podejście. - Powiedział Izaya obierając inną
taktykę. - Przywódczyni zielonych boi się strzykawek. Co jak co ale tego się
nie spodziewałem.
Aki zgryzła wargę.
- Mam gdzieś twoje wpływanie na moją dumę. - Warknęła. - Jak
Shinra się zbliży zacznę się drzeć i zlecą się sąsiedzi z pytaniem kogo tu
torturujecie. Celty nie będzie zadowolona.
Aki tym tekstem pokonała ich całkowicie. Nie mięli zamiaru
denerwować Celty bez powodu. W ten sposób Aki nie pozwalała im zrobić tego
zastrzyku siłą. Musieli przyjąć z nią jakiś kompromis. Izaya westchnął.
- A jak będę Cię trzymał za rękę? - Zapytał siadając koło
niej. - A Shinra obieca, że nawet nie poczujesz?
Aki kręciła głową, ale Izaya chwycił ją za lewą rękę i
zmusił do spojrzenia sobie w oczy. Izaya jeszcze tego nie wiedział, ale już
wygrał. Trafił w jej najczulszy punkt nawet o tym nie wiedząc. Aki zawsze
fascynowały jego oczy. Miały bardzo nietypowy odcień. Były tak pomarańczowe, że
prawie czerwone. A poza tym miały jakąś hipnotyczną moc, Aki zawsze odpływała
gdy w nie patrzyła.
- Nawet nie poczujesz. - Powiedział. Aki nadal kręciła
głową, ale Izaya już domyślił się, że wygrał. Kiwnął głową na Shinrę. Gdy ten
chwycił jej prawą rękę, Aki wzdrygnęła się i odwróciła się z lodowatym
spojrzeniem i chciała się zacząć się drzeć, ale Izaya drugą ręką zmusił aby
ponownie spojrzała mu w oczy, czym ponownie złamał jej wolę walki. - Patrz na
mnie. - Powiedział rozkazującym tonem, a potem głos mu złagodniał do
uspokajającego. - Nawet nie poczujesz. Jeśli chcesz wyzdrowieć musisz się
słuchać Shinry.
- Nie lubię się kogoś słuchać. - Mruknęła, a Izaya zaśmiał
się.
- Co prawda to prawda. - Powiedział Izaya.
- No już. - Powiedział Shinra, ale ta dwójka nawet nie
zaszczyciła go spojrzeniem.
- I co mówiłem, że nawet nie poczujesz? - Zapytał Izaya.
- No...
- Będziesz grzeczna i dasz sobie robić zastrzyki nawet jak
nie będzie tu mnie lub Celty? - Zapytał Izaya. Nie mógł tu siedzieć całymi
dniami, chodź w domu bez ciągłych kłótni z Aki też się nudził, więc gdy miał
siedzieć w domu przyłaził tu i wychodził tylko gdy miał robotę na mieście, co
zdarzało się często.
- A co z tego będę miała? - Zapytała Aki. Nawet nie
zauważyli, że Shinra wyszedł z pokoju.
- Hmm... - Izaya zamyślił się i zawahał. Już dawno zauważył,
że zmieniły się jego uczucia do Aki. Szczególnie gdy mamrotała nieprzytomna o
nim, ale nie powiedział jej o tym. Może warto było zaryzykować? Hmm...
Izaya pochylił się i Aki nawet nie zdążyła zareagować a on
już ją pocałował. Przez chwilę była w szoku, a potem odwzajemniła pocałunek, i
zarzuciła mu rękę na szyję, tą której nie trzymał. Co jak co ale tego się nie
spodziewała. Nie żeby nie była zadowolona, chociaż szok jeszcze nie do końca ustąpił.
No ewentualnie mógł to być jeden z jej za bardzo realnych snów. Izaya po chwili
odsunął się, a ona z jękiem protestu jeszcze mocniej go do siebie przytuliła
prawą ręką. Izaya zaśmiał się.
- Jesteś jak dziecko. - Szepnął. - Jak będziesz grzeczna
dostaniesz więcej.
- Ale ja chcę teraz. - Mruknęła z miną naburmuszonego
dziecka. Izaya wywrócił oczami i pocałował ją jeszcze raz. Nagle obydwoje
usłyszeli.
- Ble, ohyda. - Oderwali się od siebie cali czerwoni. Akai
stał w drzwiach i miał minę wyrażająca "WTF?" oraz "Bleee".
- O... Akai? Ty już po szkole? - Aki starała się jakoś
rozładować atmosferę.
- Ta. I możesz być pewna, że już nigdy nie przyjdę tu bez
telefonicznego uprzedzenia. - Powiedział Akai wzdrygając się. - Ble...
Wyszedł z pokoju i poszedł zrobić napad na lodówkę Shinry.
Aki schowała głowę pod kołdrę. Nie mogła w to uwierzyć, że Akai widział jak
całowała się z Izayą... Moment... Aki zrobiła się czerwona od stóp aż po uszy.
Całowała się z Izayą? I to nie był sen? Miała wrażenie, że zaraz zemdleje. Do
pokoju wszedł Shinra. Spojrzał na Aki schowaną pod kołdrą i nadal czerwonego
Izayę. Podszedł i zmierzył Aki gorączkę ściągając z niej kołdrę. Nie zdziwiłaby
się gdyby miała z 40 stopni.
- Ej co jest? Akai chodzi i mówi, że zaraz będzie rzygał, ta
ma chyba gorączkę, a ty jesteś cały czerwony. - Shinra zawsze miał problemy z
ogarnięciem rzeczywistości. - Źle się czujesz Aki?
- Nie... - Mruknęła.
- No to co...? - Shinra zaczął, ale Izaya odchrząknął.
- Muszę wyjść na chwilę. Praca wzywa. - Powiedział sam nie
wiedział do kogo. Spojrzał na Aki wymownie. - Słuchaj się Shinry.
- Nie mów mi co mam robić. - Mruknęła słabo. Izaya zaśmiał
się i wyszedł, a Aki opadła na poduszki.
- Co tu się stało? Nie było mnie tylko jakieś dziesięć
minut! - Shinra zdenerwował się. Serio? Aki wydawało się, że minęła wieczność.
- Nic. Nic się nie stało Shinra.
Shinra całkowicie zbity z tropu wyszedł z pokoju.
***
Satoshi szedł niosąc torbę Neru, a ta szła obok niego z
uśmiechem.
- Ah, ja miło w końcu wyjść z tego szpitala. - Neru
rozpromieniła się jeszcze bardziej.
- Ta... - Satoshi myślami błądził gdzieś indziej. Myślał o
Kidzie. Tylko on jeszcze nie wiedział, że jego brat został zabity kiedy odbijali
zieloną. Zielona sama miała z nim o tym pogadać. Hmm... ciekawe kim ona jest?
Będzie musiał poprosić Kidę aby mu powiedział jak się dowie.
Neru coś do niego powiedziała, ale nie usłyszał jej. Ta
pomachała mu ręką przed oczami zirytowana.
- Ziemia do Satoshiego. Ziemia do Satoshiego. - Powiedziała.
- Co? Oh, przepraszam Neru zamyśliłem się. - Powiedział
Satoshi.
- A co jest ważniejsze ode mnie co? - Zapytała Neru.
- Nic. Po prostu pewna myśl wpadła mi do głowy i zrobiła
małe zamieszanie. - Satoshi uśmiechnął się. - Przepraszam, co mówiłaś?
- Pytałam się czy w domu jest posprzątane. - Powiedziała
Neru.
- Tak, Saki posprzątała. O nic się nie martw. - Satoshi
uśmiechnął się.
Neru i on mieszkali z Saki i Kidą. W ogóle to o ile dobrze
pamiętał, nie dużo już brakowało, aby Kida oświadczył się Saki. Sam parę razy o
tym myślał ale stwierdził, że lepiej jeszcze poczekać. Co najmniej do
skończenia szkoły. Wiedział, że Neru poczeka. Doszli do domu. Wypadła z niego
Saki.
- Neru-san!
- Saki-san!
Przytuliły się i zaczęły rozmawiać, a Satoshi wniósł rzeczy
Neru do jej pokoju i wszedł do kuchni, gdzie Kida akurat jadł obiad. Satoshi
również sobie nałożył i siadł obok niego słuchając jak dziewczyny paplają w
salonie.
- No i po ciszy i spokoju. - Zaśmiał się Kida.
- Tak. - Satoshi również się uśmiechnął.
Potem sposępniał, a Kida zaczął coś nawijać. Satoshi
wiedział, że wystarczyło kiwać głową i co jakiś czas mówić "No",
"Jasne", "No pewnie", aby Kida wierzył że się go słucha.
Zastanawiał się ile jeszcze czasu będzie widział Kidę w tak wyśmienitym
humorze. I jak Kida zareaguje na rewelacje Zielonej i Mikado. Miał nadzieję, że
nie będzie bardzo załamany. O ile Satoshi dobrze pamiętał, Kida nigdy jakoś
specjalnie nie zżył się z bratem. No ale w końcu byli rodziną. To na pewno
będzie bolesna strata do Kidy.
Po zjedzonym obiedzie przenieśli się do salonu. Satoshi
usiadł na fotelu, a Neru siadła na podłodze opierając się o jego nogi. Kida
usiadł z Saki na kanapie i obejmował ją. Oglądali jakiś film i Satoshi zaczął
się zastanawiać, czy nie mogłoby być zawsze tak spokojnie.