Regulamin

1. Jest to blog o tematyce Durarara. Jak nie lubisz w prawym górnym rogu jest czerwony krzyżyk - wciśnij go.
2. Każdy rozdział jest mój, oryginalnie pisany. Nie kopiuje i nie plagiatuje innych blogów.
3. Generalnie tematyka jest hetero (MxK) ale może pojawić się również tematyka homo (MxM) lub (KxK). Nie czepiać się. Ostrzegałam.
4. Nie spamować. Nie wklejać linków w komentarzach.
5. Nie przeklinać w komentarzach i nie obrażać nikogo.
6. Krytyka mile widziana ale nie chamska.

wtorek, 27 listopada 2012

Rozdział XVI



Aki otworzyła oczy i rozejrzała się w oku siebie. A no tak. Jestem w domu Shinry i wyratował mnie od śmierci. Miło. Ale co z resztą? Aki rozejrzała się po pokoju i jej wzrok padł na Izayę, który siedział w fotelu na przy drzwiach i pisał coś na swoim laptopie. Po chwili podniósł wzrok i zauważył, że się obudziła.

- No na reszcie. - Powiedział. - Akai już powoli dostawał szału.

- Super. - Mruknęła Aki.

- Nie martw się. Nie ma go tu. Pilnuje go Shizuo u was w domu.

- O... miło. - Powiedziała Aki.

- Uprzedzam. Nie byłem jedyny który poznał twoją tajemnicę bycia Zieloną.

- Super na "dzień dobry" już ten temat. Zamiast "jak się czujesz", usłyszę pewnie "co oni Ci tam robili". - Aki wywróciła oczami.

- Dzień dobry. Jak się czujesz? Akai wie, że jesteś zieloną. - Izaya wywrócił oczami. - A poza tym miałem zamiar powiedzieć "wiesz ile roboty na Ciebie czeka?".

- Dzięki.

- Żartowałem. Shinra wymusił na mnie co najmniej dać Ci tydzień chorobowego. - Powiedział Izaya.

- No jeszcze lepiej. Tydzień nic nie robienia. - Westchnęła Aki. - Kiedy ma mnie zamiar stąd wypościć?

- Za tydzień.

- Hę? No super. A co z szarymi?

- Wszyscy zlikwidowani. No przynajmniej większa większość.

- A Kaida?

- Skręciłem mu kark.

- Dzięki. Ile tu już jestem?

- Od momentu kiedy Cię tu przyniosłem... jakieś 15 godzin.

- No super.

Drzwi otworzyły się. Wszedł Shinra.

- O Aki obudziłaś się! Cudownie! - Aki i Izaya zrobili podobną minę w stylu "no i koniec ciszy i spokoju". - Jak się czujesz?

Zaczął sprawdzać temperaturę i te jego inne medyczne bzdury.

- Dobrze. - Mruknęła przez termometr w ustach.

- Podejrzewam. Jak tam obicia i stłuczenia?

- W sumie to ledwo je czuje dopóki leżę.

- To dobrze. Hmm... Izaya mógłbyś poinformować Mikado i Akaiego, że się obudziła?

- No. - Powiedział i wysłał odpowiednie smsy.

Po chwili Mikado opisał, że to dobrze i że wpadną potem. A jeszcze chwilę później pojawił się Akai. Wszedł niepewnie do pokoju.

- Wszystko ok, Aki? - Zapytał patrząc na nią z niepokojem.

- Już tak. - Uśmiechnęła się.

Izaya ukradkiem wyszedł z pokoju. Shinra też. Akai podszedł do niej i usiadł na krzesełku obok łóżka. Głowę oparł na jej kolanach.

- Wiedziałem, że będzie dobrze, ale Shinra nie pozwalał mi tu wejść. - Powiedział.

- Już okej. Naprawdę. - Powiedziała. Akai przez chwilę nic nie mówił. - Czy ty płaczesz?

- Nie kurde. Śmieje się wiesz. - Warknął i przytulił się do niej. - Masz przechlapane wiesz? Jak mogłaś mi nic nie powiedzieć co? Ale już ok. Wszystkie tajemnice.... I... przepraszam. Nie powinienem kryć przed Tobą, że dowodzę, gangiem niebieskim po ojcu.

Aki spięła się. Nie wiedziała o tym, ale zaraz rozluźniła się. Powinna to była przewidzieć.

- Cii. - Powiedziała. - Już okej.

Siedzieli tak chwilę. Po chwili Akai wrócił do siebie i zaczął jej streszczać co się działo jak była uwięziona i potem nieprzytomna. Słuchała go z uśmiechem. Po jakiś trzydziestu minutach wszedł Shinra.

- Ej Akai chyba nie chcesz zabić siostry swoimi historyjkami? - Powiedział Shinra. - Lepiej zbieraj dupę do szkoły.

Akai skrzywił się.

- Dobra, dobra. Wpadnę po szkole, ok? - Zapytał.

- Ok.

Akai wyszedł. Shinra postawił przed Aki jedzenie i picie po czym wyszedł. Aki uśmiechnęła się, zjadła wszytko i Shinra wrócił. Dodał jej jakieś specyfiki do kroplówki.

- Pośpisz sobie jeszcze trzy godzinki, okej? Dopóki nie zaczną działać witaminy, dobra?

- Wiesz co, mam już dość spania do końca życia. - Mruknęła, ale czuła, że oczy jej się zamykają.

Shinra zaśmiał się i wyszedł, a Aki zasnęła.

TRZY DNI PÓŹNIEJ

- Aaa! Nie chce! - Krzyknęła Aki.

- Aki uspokój się! - Powiedział Shinra.

- Wyjdź mi z tym! - Krzyknęła Aki.

Izaya wywrócił oczami. Shinra wszedł z informacją, że czas na zastrzyk witamin i strzykawką w ręce, a ta zaczęła panikować. Boże, jak dziecko.

- Izaya ja nie chce! - Powiedziała. - Wywal go stąd.

- Nie mam takiej władzy. - Powiedział Izaya. Czy naprawdę musieli przez to przechodzić?

- To dla twojego dobra. - Powiedział Shinra zbliżając się.

- Będę się drzeć. Shinra zacznę krzyczeć jak pojedziesz chodź krok bliżej! - Powiedziała Aki.

Shinra zatrzymał się w pół kroku, wiedział że nie żartowała i raczej wolał tego nie słyszeć, Aki miała naprawdę mocny głos, a piszczała jeszcze głośniej. Izaya westchnął zrezygnowany. Torturowali ją, cieli, podwali przeróżne środki, a ta bała się Shinry ze strzykawką. Izaya naprawdę żałował, że Celty akurat była w pracy. Ona by już ją jakoś uspokoiła, a oni we dwójkę? Nie był tego taki pewien. Shinra spojrzał błagalnie na Izayę.

- Aki jest Ci to potrzebne, żebyś wyzdrowiała. - Powiedział Izaya.

Wcześniej nie było problemu, bo podawał jej leki przez kroplówkę, ale Aki już jej nie potrzebowała więc wczoraj ją wyciągnął. Chociaż też zaczęła panikować jak się obudziła z igłą w ręce, ale podłączał jej ją kiedy spała więc za bardzo wiele do gadania nie miała. Cóż nikt nie podejrzewał, że Aki będzie robiła problemy ze strzykawkami. A na dodatek była w pełni przytomna, więc raczej nie dadzą rady jej uśpić.

- Wole żeby znowu mnie pocięli nożem niż dać sobie zrobić zastrzyk. - Powiedziała na wydechu. No ekstra, totalne dziecko.

- Super podejście. - Powiedział Izaya obierając inną taktykę. - Przywódczyni zielonych boi się strzykawek. Co jak co ale tego się nie spodziewałem.

Aki zgryzła wargę.

- Mam gdzieś twoje wpływanie na moją dumę. - Warknęła. - Jak Shinra się zbliży zacznę się drzeć i zlecą się sąsiedzi z pytaniem kogo tu torturujecie. Celty nie będzie zadowolona.

Aki tym tekstem pokonała ich całkowicie. Nie mięli zamiaru denerwować Celty bez powodu. W ten sposób Aki nie pozwalała im zrobić tego zastrzyku siłą. Musieli przyjąć z nią jakiś kompromis. Izaya westchnął.

- A jak będę Cię trzymał za rękę? - Zapytał siadając koło niej. - A Shinra obieca, że nawet nie poczujesz?

Aki kręciła głową, ale Izaya chwycił ją za lewą rękę i zmusił do spojrzenia sobie w oczy. Izaya jeszcze tego nie wiedział, ale już wygrał. Trafił w jej najczulszy punkt nawet o tym nie wiedząc. Aki zawsze fascynowały jego oczy. Miały bardzo nietypowy odcień. Były tak pomarańczowe, że prawie czerwone. A poza tym miały jakąś hipnotyczną moc, Aki zawsze odpływała gdy w nie patrzyła.

- Nawet nie poczujesz. - Powiedział. Aki nadal kręciła głową, ale Izaya już domyślił się, że wygrał. Kiwnął głową na Shinrę. Gdy ten chwycił jej prawą rękę, Aki wzdrygnęła się i odwróciła się z lodowatym spojrzeniem i chciała się zacząć się drzeć, ale Izaya drugą ręką zmusił aby ponownie spojrzała mu w oczy, czym ponownie złamał jej wolę walki. - Patrz na mnie. - Powiedział rozkazującym tonem, a potem głos mu złagodniał do uspokajającego. - Nawet nie poczujesz. Jeśli chcesz wyzdrowieć musisz się słuchać Shinry.

- Nie lubię się kogoś słuchać. - Mruknęła, a Izaya zaśmiał się.

- Co prawda to prawda. - Powiedział Izaya.

- No już. - Powiedział Shinra, ale ta dwójka nawet nie zaszczyciła go spojrzeniem.

- I co mówiłem, że nawet nie poczujesz? - Zapytał Izaya.

- No...

- Będziesz grzeczna i dasz sobie robić zastrzyki nawet jak nie będzie tu mnie lub Celty? - Zapytał Izaya. Nie mógł tu siedzieć całymi dniami, chodź w domu bez ciągłych kłótni z Aki też się nudził, więc gdy miał siedzieć w domu przyłaził tu i wychodził tylko gdy miał robotę na mieście, co zdarzało się często.

- A co z tego będę miała? - Zapytała Aki. Nawet nie zauważyli, że Shinra wyszedł z pokoju.

- Hmm... - Izaya zamyślił się i zawahał. Już dawno zauważył, że zmieniły się jego uczucia do Aki. Szczególnie gdy mamrotała nieprzytomna o nim, ale nie powiedział jej o tym. Może warto było zaryzykować? Hmm...

Izaya pochylił się i Aki nawet nie zdążyła zareagować a on już ją pocałował. Przez chwilę była w szoku, a potem odwzajemniła pocałunek, i zarzuciła mu rękę na szyję, tą której nie trzymał. Co jak co ale tego się nie spodziewała. Nie żeby nie była zadowolona, chociaż szok jeszcze nie do końca ustąpił. No ewentualnie mógł to być jeden z jej za bardzo realnych snów. Izaya po chwili odsunął się, a ona z jękiem protestu jeszcze mocniej go do siebie przytuliła prawą ręką. Izaya zaśmiał się.

- Jesteś jak dziecko. - Szepnął. - Jak będziesz grzeczna dostaniesz więcej.

- Ale ja chcę teraz. - Mruknęła z miną naburmuszonego dziecka. Izaya wywrócił oczami i pocałował ją jeszcze raz. Nagle obydwoje usłyszeli.

- Ble, ohyda. - Oderwali się od siebie cali czerwoni. Akai stał w drzwiach i miał minę wyrażająca "WTF?" oraz "Bleee".

- O... Akai? Ty już po szkole? - Aki starała się jakoś rozładować atmosferę.

- Ta. I możesz być pewna, że już nigdy nie przyjdę tu bez telefonicznego uprzedzenia. - Powiedział Akai wzdrygając się. - Ble...

Wyszedł z pokoju i poszedł zrobić napad na lodówkę Shinry. Aki schowała głowę pod kołdrę. Nie mogła w to uwierzyć, że Akai widział jak całowała się z Izayą... Moment... Aki zrobiła się czerwona od stóp aż po uszy. Całowała się z Izayą? I to nie był sen? Miała wrażenie, że zaraz zemdleje. Do pokoju wszedł Shinra. Spojrzał na Aki schowaną pod kołdrą i nadal czerwonego Izayę. Podszedł i zmierzył Aki gorączkę ściągając z niej kołdrę. Nie zdziwiłaby się gdyby miała z 40 stopni.

- Ej co jest? Akai chodzi i mówi, że zaraz będzie rzygał, ta ma chyba gorączkę, a ty jesteś cały czerwony. - Shinra zawsze miał problemy z ogarnięciem rzeczywistości. - Źle się czujesz Aki?

- Nie... - Mruknęła.

- No to co...? - Shinra zaczął, ale Izaya odchrząknął.

- Muszę wyjść na chwilę. Praca wzywa. - Powiedział sam nie wiedział do kogo. Spojrzał na Aki wymownie. - Słuchaj się Shinry.

- Nie mów mi co mam robić. - Mruknęła słabo. Izaya zaśmiał się i wyszedł, a Aki opadła na poduszki.

- Co tu się stało? Nie było mnie tylko jakieś dziesięć minut! - Shinra zdenerwował się. Serio? Aki wydawało się, że minęła wieczność.

- Nic. Nic się nie stało Shinra.

Shinra całkowicie zbity z tropu wyszedł z pokoju.

***

Satoshi szedł niosąc torbę Neru, a ta szła obok niego z uśmiechem.

- Ah, ja miło w końcu wyjść z tego szpitala. - Neru rozpromieniła się jeszcze bardziej.

- Ta... - Satoshi myślami błądził gdzieś indziej. Myślał o Kidzie. Tylko on jeszcze nie wiedział, że jego brat został zabity kiedy odbijali zieloną. Zielona sama miała z nim o tym pogadać. Hmm... ciekawe kim ona jest? Będzie musiał poprosić Kidę aby mu powiedział jak się dowie.

Neru coś do niego powiedziała, ale nie usłyszał jej. Ta pomachała mu ręką przed oczami zirytowana.

- Ziemia do Satoshiego. Ziemia do Satoshiego. - Powiedziała.

- Co? Oh, przepraszam Neru zamyśliłem się. - Powiedział Satoshi.

- A co jest ważniejsze ode mnie co? - Zapytała Neru.

- Nic. Po prostu pewna myśl wpadła mi do głowy i zrobiła małe zamieszanie. - Satoshi uśmiechnął się. - Przepraszam, co mówiłaś?

- Pytałam się czy w domu jest posprzątane. - Powiedziała Neru.

- Tak, Saki posprzątała. O nic się nie martw. - Satoshi uśmiechnął się.

Neru i on mieszkali z Saki i Kidą. W ogóle to o ile dobrze pamiętał, nie dużo już brakowało, aby Kida oświadczył się Saki. Sam parę razy o tym myślał ale stwierdził, że lepiej jeszcze poczekać. Co najmniej do skończenia szkoły. Wiedział, że Neru poczeka. Doszli do domu. Wypadła z niego Saki.

- Neru-san!

- Saki-san!

Przytuliły się i zaczęły rozmawiać, a Satoshi wniósł rzeczy Neru do jej pokoju i wszedł do kuchni, gdzie Kida akurat jadł obiad. Satoshi również sobie nałożył i siadł obok niego słuchając jak dziewczyny paplają w salonie.

- No i po ciszy i spokoju. - Zaśmiał się Kida.

- Tak. - Satoshi również się uśmiechnął.

Potem sposępniał, a Kida zaczął coś nawijać. Satoshi wiedział, że wystarczyło kiwać głową i co jakiś czas mówić "No", "Jasne", "No pewnie", aby Kida wierzył że się go słucha. Zastanawiał się ile jeszcze czasu będzie widział Kidę w tak wyśmienitym humorze. I jak Kida zareaguje na rewelacje Zielonej i Mikado. Miał nadzieję, że nie będzie bardzo załamany. O ile Satoshi dobrze pamiętał, Kida nigdy jakoś specjalnie nie zżył się z bratem. No ale w końcu byli rodziną. To na pewno będzie bolesna strata do Kidy.
Po zjedzonym obiedzie przenieśli się do salonu. Satoshi usiadł na fotelu, a Neru siadła na podłodze opierając się o jego nogi. Kida usiadł z Saki na kanapie i obejmował ją. Oglądali jakiś film i Satoshi zaczął się zastanawiać, czy nie mogłoby być zawsze tak spokojnie.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Rozdział XIV i XV

Baardzo was przepraszam, za tak długą przerwę ale miałam kilka powodów:
Miałam formatowany komputer i przerzuciłam opowiadanie na pendrive a ono mi gdzieś zniknęło, dość długo się go naszukałam a mimo to nie odzyskałam go całego i byłam z tego powodu dość wściekła.
To był taki główny powód ale dodatkowo znajomi, obowiązki i zbliżająca się matura próbna zawaliły mi większość czasu, więc jeszcze raz baaardzo was przepraszam ...
Umieszczam dzisiaj za to dwa rozdziały i mam nadzieję, że już więcej żadnych podobnych akcji nie będzie :)

Rozdział XIV

- Izaya. - Shizuo warknął.

- Nie mam teraz dla Ciebie czasu. - Izaya po prostu szedł przed siebie i minął go bez słowa.

- Izaya gdzie byłeś? - Zapytał Mikado.

- To teraz nie ważne. - Izaya minął go i stanął na przedzie kilka metrów od Kaidy. - Zabiję Cię.

- Chcę to zobaczyć Izaya Orihara.

- Zabiję Cię za to co zrobiłeś Aki. - Warknął.

- I tak jej nie uratujesz. Już jest martwa. - Zaśmiał się Kaida. Izaya spiął się, ale postanowił nie mówić jeszcze reszcie, że Aki jest już bezpieczna. Teraz byli bojowo nastawieni. Tego właśnie potrzebowali.

- Zobaczymy. - Powiedział Izaya.

- Gdybyś widział jej minę gdy powiedziałem jej, że znalazłem waszego szefunia. - Zaśmiał się Kaida. - Była zrozpaczona.

Izaya po prostu nie wytrzymał. Chciał po prostu go zabić, z przyzwyczajenia jego ręka chwyciła po scyzoryk i go otworzyła. Pobiegł na Kaidę próbując pociąć go w jakimkolwiek możliwym miejscu, kątem oka zauważył że inni również włączyli się do walki. Szarych było więcej, jednak nie mieli żadnych broni poza pięściami, a że nie byli Satoshim, to też dużego zagrożenia nie było. Za każdym razem, kiedy już Izaya zbliżał się do tego gnoja, któryś z nich wchodził mu w drogę. Jeden z nich naskoczył na niego z tyłu, odwrócił się, jednak był już za blisko, chciał odskoczyć, jednak w powietrzu został przebity przez katanę. Nie stojąc dług po prostu domyślił się, że ma dług wdzięczności u Anri, lub raczej Saiki, i pobiegł dalej. Gdzieś w oddali zobaczył Akaiego, który walczył razem z Mikado, boleśnie tnąc każdego który jest w jego zasięgu. Kiedy był w takim stanie, mało rzeczy mogło go zatrzymać, wydawał się czerpać radość z możliwości zabijania. Mikado znów spokojnie unikał ataków przeciwnika, i oddawał precyzyjnym kontratakiem, często nokautując go jednym ciosem. Shizuo zmiatał szarych jak papierki rzucając wszystkim co weszło pod rękę, między innymi znak drogowy który był już cały zakrwawiony. Obok niego, Celty przecinała wszystkich swoją kosą, powodując glebę u napastników. Dzięki nim Izaya był w stanie dobiec ostatecznie do Kaidy, w którego oczach dostrzegł strach, co niezmiernie go ucieszyło. Podbiegł do niego, a widząc jego pięści odskoczył lekko i znowu zaatakował. Nie miał szans na uniknięcie, a krew trysła mu z brzucha. Gdy leżał już na ziemi Izaya uśmiechnął się perfidnie.

- Prezent od Aki. - Szepnął i skręcił mu kark.

Izaya rozejrzał się co z resztą aby w razie czego pomóc. Okazało się że nie było takiej potrzeby, ponieważ wszyscy szarzy, byli albo martwi, albo nie zdolni do walki. Jedynym który jeszcze nie przestał walczyć był Akai, który ciachał wszystkich którzy próbowali uciec. Izaya odetchnął

- Ale jak my się teraz dowiemy gdzie jest Aki? - Mikado wpadł w panikę.

- Oj nie bój nic. - Izaya odetchnął. - Jest u Shinry.

- Co? - Zdziwił się Akai podchodząc.

- Najpierw ją wyciągnąłem z tego bagna a potem tu przylazłem dowiedziawszy się od niej wszystkiego. - Powiedział Izaya. - Shinra robi co może. Straciła dużo krwi no i miała w sobie jakieś prochy. Wolę nie myśleć co jej tam robili.

Akai już chciał ruszać do Shinry, kiedy zatrzymał go Shizuo.

- Nie uważasz, że trzeba tu posprzątać? - Zapytał.

Akai westchnął. Zabrali się za usuwanie trupów. W pewnym momencie do Izayi podszedł Akai.

- Nie sądziłem, że kiedyś to powiem. Dzięki Izaya. - Mruknął.

- Nie ma za co.

- Izaya coś ty robił przez cały ten czas? - Zapytał Mikado kiedy już wszytko było posprzątane. Celty z Akaim odjechała szybko na motorze do domu. Anri szła podtrzymywana przez Shizuo. Członkowie gangu czerwonych zostali wysłani do zmobilizowanie reszty do walki z szarymi jak najszybciej.

- Hmm... powiedzmy, że dowiedziałem się, że została porwana Aki i jej szukałem. - Powiedział wymijająco.

- Okej.

Wszyscy jakby równocześnie przyspieszyli kroku, aby jak najszybciej dojść do domu Shinry. Nikt się już nie odzywał.

Rozdział XV

Shizuo, Izaya, Mikado, Anri i zdenerwowany Akai siedzieli w salonie w domu Shinry i czekali. Shinra i Celty nie pozwolili im wejść do pokoju w którym starali się wyratować Aki. Po kilku godzinach Shinra całkowicie zmęczony wyszedł. Wszyscy spojrzeli na niego z wyczekiwaniem. Westchnął i uśmiechnął się.

- Raczej nic jej nie będzie, ale trochę tu poleży. - Powiedział Shinra.

Anri i Mikado opadli z westchnieniem na kanapę. Shizuo wyciągnął papierosa ale widząc wzrok Shinry wstał i wyszedł na balkon. Akai poderwał się.

- Mogę ją zobaczyć? - Zapytał Akai.

- W sumie to byś mógł, ale Ci nie pozwolę do wpierdzielisz jej jeszcze bardziej, a to raczej nie pomoże jej na zdrowie. - Powiedział Shinra. - A tak poza tym to musi spać. I prawdopodobnie pośpi jeszcze jakiś czas.

- Co jej dokładnie było? - Zapytał Akai siadając wiedząc, że Shinra i tak postawi na swoim.

- Hmm... jakby ci to... żebyś zrozumiał... A no dobra tak. - Shinra usiadł. Widać było, że jest wykończony. - Miała w organizmie bardzo dużo środków nasennych i otumaniających. Po drugie brakowało jej bardzo dużo krwi. Najwyraźniej bardzo powoli wykrwawiała się przez dość głęboką ale precyzyjną ranę. I musiała się wykrwawiać bardzo długo. Obitych kilka żeber, wstrząs mózgu, no i poważne siniaki na twarzy i na brzuchu oraz klatce piersiowej. Dodatkowo prawie odwodniony organizm i wygłodzony.

Wszyscy wzdrygnęli słysząc to z ust Shinry.

- Tak, dwie godziny... nie półtorej godziny później i by nie żyła. - Kiwnął głową. - Nie podawałem jej środków nasennych. Te które miała w sobie wystarczą, że pośpi z co najmniej 9 godzin.

- Izaya, jestem Ci jeszcze bardziej wdzięczy, że drania zabiłeś. - Powiedział Akai.

- Ja żałuje, że tak szybko. - Mruknął Izaya. - Powinienem mu zrobić co najmniej to samo co on jej.

- Izaya, uspokój się. - Powiedział Mikado. - Shinra czy możemy ci zostawić Aki po opieką?

- Jasne. - Powiedział.

- W takim razie. Shizuo mógłbyś dopilnować, aby Akai znalazł się w domu i położył spać?

- Jasne. - Powiedział Shizuo.

- Ej! - Powiedział Akai oburzony.

- Chcesz żeby zobaczyła cię całego we krwi, na dodatek z workami pod oczami? - Zapytał Mikado.

- No... nie. - Przyznał Akai.

- No to już do domu. Shinra poinformuje Cie jak się obudzi. - Powiedział Mikado.

- Oczywiście. - Shinra potwierdził.

Zrezygnowany Akai wyszedł z Shizuo. Mikado i Anri również wstali.

- My musimy wprowadzić w życie plan Izayi. - Powiedział Mikado. Wcześniej gdy czekali, Izaya poradził Mikado jak załatwić skutecznie tą sprawę. - I poinformować resztę o tym zdarzeniu. Na razie.

- Na razie.

Ta dwójka też wyszła. Shinra spojrzał na Izayę.

- Co? - Zapytał czarny.

- Prawie Cię nie poznałem kiedy ją tu przyniosłeś. Co w Ciebie wstąpiło?

- Nie wiem. - Izaya oparł się o kanapę i zamknął oczy odchylając głowę do tyłu.

- Widzę, że ty też długo byłeś na nogach. Jak chcesz pokój gościnny jest wolny. - Powiedział Shinra. - Możesz z niego skorzystać. A jak chcesz mogę Ci zaaplikować również...

- Nie, nie. Pokój gościnny w zupełności wystarczy. - Powiedział Izaya.

- Okej. - Powiedział Shinra z tym jego uśmiechem.

Izaya wstał i ruszył do pokoju gościnnego. Rzucił się na łóżko i... zasnął.

***

Walki nadal trwały, ale kolorowi mieli więcej motywacji. Całą noc wypleniali szarych, ale w końcu im się to udało. Jednak jedno ich martwiło. Nie znaleźli szefa szarych. Nie wiedzieli co o tym myśleć, jednak postanowili że na razie nic nie zrobią. W końcu sam nic nie wskóra. O koło godziny piątej, Tokio w końcu zasnęło w miarę spokojnie.