Regulamin

1. Jest to blog o tematyce Durarara. Jak nie lubisz w prawym górnym rogu jest czerwony krzyżyk - wciśnij go.
2. Każdy rozdział jest mój, oryginalnie pisany. Nie kopiuje i nie plagiatuje innych blogów.
3. Generalnie tematyka jest hetero (MxK) ale może pojawić się również tematyka homo (MxM) lub (KxK). Nie czepiać się. Ostrzegałam.
4. Nie spamować. Nie wklejać linków w komentarzach.
5. Nie przeklinać w komentarzach i nie obrażać nikogo.
6. Krytyka mile widziana ale nie chamska.

wtorek, 25 września 2012

Rozdział XIII

Aki była na skraju zemdlenia. Kaida jak powiedział przychodził co pół godziny i obliczyła, że zostało jej jakieś cztery godziny życia. Była z siebie dumna, że jeszcze nie zemdlała, a tym bardziej że jeszcze nic im nie powiedziała. Straciła już wiarę na ratunek więc trzymała się jednej myśli, która pozwalała jej jeszcze funkcjonować: zabiorę ze sobą wszystkie informacje do piachu. Może nie było to za bardzo podnoszące na duchu, ale dawało jej w jakiś sposób kopa. Po drugie satysfakcjonowało ją to, że jak umrze to Kasuka nie dopnie swego. To też dawało jej siły. Martwiła się co stanie się z Akaim. Ale Shizuo na pewno się nim zajmie. Czy Mikado ujawni Izayi, że była zieloną? Chyba byłoby to nawet pocieszające, żeby się dowiedział. Już sobie wyobrażała jaką minę zrobi kiedy dowie się, że miał przywódczynię zielonych pod nosem. Aki mogła się z nim kłócić i być dla niego wredna ale mimo to go kochała, mimo że on jej raczej nie. W sumie uważała się za tchórza. Nigdy nie powiedziała Izayi co do niego czuje. Bała się, że ją wyśmieje. Przypomniała sobie sytuację kiedy się załamała psychicznie w jego domu. Był wtedy... nawet słodki i miły, ale zapewne też nie myślał wtedy racjonalnie. No i martwił się o nią. Chyba. Przynajmniej była mu potrzebna do zrobienia na złość Kasuce. Była mu potrzebna. Aki westchnęła i łzy popłynęły jej z oczu. Nie żałowała, że umrze. Nawet witała śmierć z uśmiechem, a jednak mimowolnie trochę się bała. Wiele rzeczy w swoim życiu nie zrobiła.
Kaida wszedł jeszcze dwa razy. Za drugim razem pochylił się nad nią z perfidnym uśmiechem i powiedział.

- Twoja ofiara idzie na marne Aki. I tak dopadniemy Dollars. Z Tobą czy bez ciebie są skończeni.

Nie, nie są. Nie mogą być. Shizuo, Celty, Shinra, Mikado, Anri, Hao cały jej gang... pozostałe gangi... Aki widziała ich wszystkich. Dadzą sobie radę. Na końcu w jej myślach pojawił się Izaya. On im na pewno pomoże. Zawsze pomagał choć czasem nie chciał.

- Szarzy opanowali już większość dzielnic Dollars. Za niedługo znajdą twojego szefa. A kolorowi chowają się w domach i liżą rany. Wiesz ilu ich już wybiliśmy? Bardzo dużo. Sądzą, że w dzień nie działamy. Mylą się.

Aki coraz więcej łez wypływało z oczu. Co ona mogła zrobić? Co mogła zrobić?

- Kaida! - Ktos wszedł do pokoju. - Chyba znaleźliśmy dom ich szefa! Jesteś nam potrzebny!

Aki serce prawie się zatrzymało. Mikado... Anri... musiała ich ostrzec. Ale nie miała jak. Kaida uśmiechnął się.

- Widzisz? Mówiłem. Teraz cie tu zostawię. Umrzesz tu sobie. - Zaśmiał się Kaida. - Nie martw się, podrzucę twoje ciało twojemu bratu. Niech chociaż ma tyle.

Zaśmiał się i wyszedł, a Aki płakała dalej. Po jakiejś pół godzinie usłyszała jakieś hałasy na górze, a po chwili usłyszała jak ktoś otwiera drzwi i z chodzi na duł. Czy już załatwili Mikado i Anri? Czy przyszli z nią skończyć bo nie jest im potrzebna? Nie miała nawet siły podnieść głowy żeby zobaczyć kto ją wykończy. Usłyszała jak ktoś przecina liny krępujące jej nogi i nogi. Ktoś przy niej kucnął i usłyszała głos przez który o mało jej serce nie stanęło totalnie.

- A mówiłem Ci żebyś nie opuszczała mojego domu, co nie Aki? - O ile dobrze interpretowała ton jego głosu Izaya był zdenerwowany i zirytowany.
- Izaya. - Szepnęła.
- Mogłabyś mi wyjaśnić co ty tu do diabła robisz? I czemu Cię porwali, hę? - Izaya podniósł ją jakby nic nie ważyła.
- Hehe... jakby Ci to... - Izaya przez przypadek nacisnął na jej rękę. - Ała...
- Oj przepraszam. - Położył ją na chwilę, zdjął bluzkę i porwał ją po czym owinął jej rękę. - Tak chyba będzie lepiej. - Wziął ją z powrotem na ręce.
- Izaya...
- Co?
- Jest dzień czy noc? - Zapytała.
- Popołudnie, koło 15... - Powiedział.
- Mógłbyś zawiązać mi też oczy? Bo mogę je nieźle uszkodzić kiedy... - Zaczęła i zakrztusiła się.
- Oj, racja. - Powiedział. Znowu ją położył i zawiązał oczy resztą bluzki. Po czym ruszył dalej z nią na rękach. - Więc?
- Więc... heh...
- Jesteś przywódczynią zielonych tak?
- Skąd...? - Zdziwiła się.
- Zielone bransoletki, zielona opaska na czole i ramieniu.
- Oj... no tak. Jestem... - Aki ledwo już mówiła.
- Hmm... - Izaya uśmiechnął się. - Powiedzmy, że nie zdziwiło mnie to.
- Gdzie mnie niesiesz?
- Do Shinry, a gdzie indziej, co? - Izaya prawdopodobnie wywrócił oczami.
- No tak... ej!
- Co? - Zapytał Izaya.

Aki czuła, że zaraz zemdleje.

- Mikado i Anri... są... w niebezpieczeństwie. Słyszałam... poszli po nich. Słyszałam.... że znaleźli... dom Mikado. - Aki jęknęła z bólu, nie umiała mówić już prawie.
- Okej, zajmę się tym jak tylko dostarczę Cię do Shinry. - Powiedział Izaya.
- I... zdejmij moje bransoletki oraz opaski... - Aki już szpitala.
- A to czemu? - Zdziwił się Izaya. - Celty i Shinra nie wiedzą, że jesteś zieloną?
- Shinra... wie... Celty... nie wiem czy wie... ale nie o to... - Aki nie umiała się wysłowić. - Nie możesz... zniszczyć mi... reputacji... wynosząc mnie... w cechach... charakterystycznych... dla...
- Okej, okej. - Izaya wywrócił oczami. Zdjął opaski i bransoletki.
- Schowaj... je... - Oczy Aki patrzyły już wewnątrz głowy. - Oddasz mi... potem...
- Okej. - Izaya wyszedł z nią z budynku.
- Daleko... do... Shinry?
- O dziwo nie. - Zaśmiał się Izaya. - Tylko jakieś trzy ulice.
- Oh...

Aki już miała odpłynąć kiedy coś sobie przypomniała.

- A...
- Co znowu?
- Mam prośbę...
- Jeszcze jedną? - Izaya udawał znudzonego.
- Tak... znasz... brata... Kidy-kuna? - Zapytała Aki.
- No... - Zapytał Izaya. - To on Cię doprowadził do takiego stanu?

Aki kiwnęła głową.

- Obiecaj mi... że... skręcisz mu kark. - Powiedziała Aki a zaraz potem zemdlała.
- Masz to jak w banku. - Mruknął Izaya i pognał do Shinry.

***

Mikado i Anri siedzieli w domu, kiedy wpadli do niego Shizuo, Celty, Akai i kilka osób z jego gangu.

- Ej co jest? - Zapytał Mikado.
- Co jest? - Shizuo wywrócił oczami. - Jakieś 50 osób zbliża się tu ulicą i są to szarzy a ty się pytasz co jest?
- E? - Zdziwił się Mikado. - W dzień?
- No najwyraźniej. I chyba skądś się dowiedzieli, że mieszkasz gdzieś tu w okolicy bo sieją totalne spustoszenie w każdym domu.
- Cholera. - Mikado wstał. Kto? Zadawał sobie pytanie. Aki? Ale zaraz odrzucił od siebie tą myśl. Ona by go nigdy nie zdradziła, wolałaby umrzeć.
- Zebrałem kogo się dało. - Wysypał Akai. - Więcej się nie udało. Musimy im się przeciwstawić!
- Chyba nie mamy wyjścia. - Westchnął Mikado.

Razem wyszli z domu Mikado, ten chciał aby Anri została w środku, ale odmówiła a nie mieli czasu się kłócić. Wyszli na ulicę i od razu zauważyli jak szarzy wysypują się się z jednego z domów obok. Kiedy zauważyli grupkę stojącą na ulicy od razu zorientowali się, że to Dollars. Kaida z perfidnym uśmieszkiem podążał na przedzie. Mikado spiął się.

- A więc to twoja robota Kaida? - Warknął. - Ty jesteś dowódcą szarych.
- No co ty. Ja tylko wykonuję rozkazy z góry. - Zaśmiał się Kaida. - Co ty robisz w gangu Mikado-kun? Myślałem, że jesteś tym słodkim i miłym.
- Mało o mnie wiesz. - Warknął Mikado.
- Jak widać. - Kaida uśmiechnął się perfidnie. - Za to Akai-chan... ty to dopiero będziesz zdziwiony jak się dowiesz, że twoja siostrzyczka prawie martwa leży u mnie w piwnicy.
- Co? - Akai cały się spiął.
- Oj to ty nie wiedziałeś, że jest przywódczynią zielonych? - Zapytał Kaida. - Śmieszne. Ty przywódcą niebieskich, ona zielonych i nic nie wiecie.
- Ty ją porwałeś? - Zapytał Mikado.
- Moi ludzie. - Poprawił Kaida.
- Ty ją doprowadziłeś do takiego stanu? - Warknął Akai.
- No, sama tego chciała, skoro nie chciała pisnąć ani słówka. - Zaśmiał się Kaida.
- Ty... - Akai wyciągnął swoje miecze.
- Nie martw się... nie macie szansy jej uratować. Bo nawet nas nie pokonacie. - Uśmiechnął się Kaida.
- Nie zgodzę się z tym. - Z uliczki wyłonił się Izaya. - Mamy wielkie szanse was pokonać, od kiedy ja tu jestem.

Wszyscy na niego spojrzeli. Jego oczy ciskały pioruny jak nigdy. Te oczy potrafiły zabijać.

2 komentarze:

  1. Nie wiem czemu, ale po przeczytaniu tego nie mogę przestać się uśmiechać :D Izaya i Shizuo razem z resztą Dollarsów roz***dolą szarych i będzie extra ^_^ (o ile Heiwajima nie załatwi wszystkich samemu xD)
    Izaya był taki kochany, kiedy ratował Aki >.<
    " Jego oczy ciskały pioruny jak nigdy. Te oczy potrafiły zabijać." - pewnie się wkurzył, za to co zrobili biednej Aki :) To wszystko było takie kochane C:

    OdpowiedzUsuń
  2. Aki żyje ! Yahoo! Ale dalej jest mi trochę obojętna -.- No ale będzie rozróba ! Geeehee.... Mam nadzieje że się nie zawiodę. Ciekawi mnie najbardziej jedno. Po co Kaida to robi ??

    OdpowiedzUsuń