Regulamin

1. Jest to blog o tematyce Durarara. Jak nie lubisz w prawym górnym rogu jest czerwony krzyżyk - wciśnij go.
2. Każdy rozdział jest mój, oryginalnie pisany. Nie kopiuje i nie plagiatuje innych blogów.
3. Generalnie tematyka jest hetero (MxK) ale może pojawić się również tematyka homo (MxM) lub (KxK). Nie czepiać się. Ostrzegałam.
4. Nie spamować. Nie wklejać linków w komentarzach.
5. Nie przeklinać w komentarzach i nie obrażać nikogo.
6. Krytyka mile widziana ale nie chamska.

środa, 12 września 2012

Rozdział XII

Na początku na prawdę przepraszam za brak sumienności ale nawaliło mi się kilka rzeczy na raz i nie miałam czasu na siedzenie na komputerze : ) Mam nadzieję, że mi wybaczycie ale w moim życiu zaszło kilka zmian a do tego jeszcze przygotowanie do matury ; / ... no dobra nie zanudzam kolejny rozdział dla was : )

***

Aki ponownie się wybudziła. W ustach czuła gorzki posmak środków nasenny no i ktoś zwilżył jej usta wodą aby nie za chrypnęła. A od strony fizycznej jej ciało było wrakiem. Ekstra. Aki nadal nie wiedziała która jest godzina, ani jaka pora dnia. Nie wiedziała ile już tu siedzi, ale jej brzuch mówił, że długo. Podniosła wzrok. Przed nią siedział Kaida i przyglądał jej się.

- Jesteś taką ładną dziewczynką, po co marnujesz się w jakimś gangu, co? - Zapytał Kaida. - A może przeszłabyś do naszego, co? Wystarczy, że udzielisz mi odpowiedzi na moje pytania. No dalej Aki-chan, nie są takie trudne na pewno znasz odpowiedzi. Kto jest liderem Dollars? Kto mu pomaga i imiona wszystkich znanych ci członków gangów. No Aki.
- Kurde... - Mruknęła. - A jednak nie złamałeś karku.
- No co ty jestem za dobry na złamanie karku. - Kaida zaśmiał się, a Aki poprzysięgła sobie w duchu, że jeżeli się stąd jakoś wydostanie dopilnuje aby ktoś mu złamał kark. Albo sama to zrobi. - No to co Aki-chan, zaczniesz współpracować?
- Pierdol się.
- Oj, nie taką odpowiedź chciałem. Ale muszę Cię pochwalić. Mamy cię już tu prawie 40 godzin i nic nie wysypałaś. Brawo. - Zaśmiał się Kaida. - Zobaczymy ile jeszcze wytrzymasz.

Czterdzieści godzin... czyli było po dwunastej w południe. Izaya mnie zbije, nie byłam w pracy. A w sumie, chyba od czasu do czasu mogę do niej nie przyjść. Kaida kucnął przy niej i chwycił jej ręce.

- Zobaczymy za ile zaczniesz mówić, kiedy będziesz czuła jak życie z Ciebie ucieka, Aki-chan. - Kaida wyciągnął nóż i zrobił dość głębokie nacięcie w jej nadgarstku.

Aki sapnęła z bólu i zaraz pociekła krew. Musiała przyznać, że Kaida znał się na rzeczy. Nacięcie pozwalało krwi wypływać powoli, jednak było dość moce aby samo się nie zamknęło. Kaida uśmiechnął się.

- Jest... pierwsza po południu. Jeżeli krew będzie spływać w tym tempie... zostało Ci jakieś osiem godzin życia. - Powiedział. - Choć może mniej. Przyjdę za pół godziny. I będę przychodził co pół godziny gdybyś chciała się uratować... wystarczy odpowiedzieć na moje pytania Aki-chan.

Kaida odwrócił się i wyszedł. Aki westchnęła.

- Osiem godzin ta? - Mruknęła patrząc na wypływającą krew i poczuła, zawroty głowy. - No takiej śmierci to sobie nigdy nie wyobrażałam.

***

Satoshi gdy tylko skończył rozmowę na czacie ubrał się i wyszedł z domu. Ruszył do szpitala. Kiedy przyszedł Neru spała. Usiadł koło niej i oparł głowę na stoliku do kawy patrząc na nią. Opadł całkowicie z sił. Nic nie szło po ich myśli. A jemu już się nic nie chciało. To miała być szybka akcja. Dwa dni maksimum i mieli rozwalić szarych bez problemu. Jak mogli dopuścić do czegoś takiego? Satoshi powoli zasypiał na stoliku, kiedy Neru się ocknęła. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.

- Ciężka noc?
- Ta. - Westchnął. - Za ciężka.
- To chodź tu i połóż się koło mnie. - Neru uśmiechnęła się.

Satoshi prawdopodobnie w innych okolicznościach nie zgodził by się na taka propozycję bo w końcu byli w szpitalu no i każdy mógł to zobaczyć, a wolał się nie tłumaczyć pielęgniarką. Jednak w tym momencie używał podobnej ilości komórek mózgowych co zombie, więc bez słowa podszedł do łóżka i przytulił się do Neru. Ta uśmiechnęła się i pogłaskała go po głowie.

- No to powiedz mi, co Cię trapi? - Satoshi walczył przez chwilę sam ze sobą, w końcu nie wytrzymał. W końcu każdy ma prawo wygadać się co mu ciąży na sercu, nie?
- Jest źle. Jest bardzo źle. Jakaś jedna piąta całych Dollars została zabita. Kolejne dwie piąte są ciężko ranne. A na dodatek porwali dowódcę gangu zielonych. Mikado nie wie co robić. A ponad to... - Satoshiemu głos się załamał. - A ponad to, Izaya który mógłby pomóc nie wiadomo gdzie jest i co robi. A ja... ja już szczerze mam dość.
- Cii... - Neru zaczęła go uspokajać. - Cii, nie martw się. Wszytko będzie dobrze.
- Nie będzie. Wszyscy mają dość. Nie jestem odosobniony w swoich odczuciach, Neru.
- Cii... musisz się uspokoić i przespać chodź chwilę. Jesteś wykończony. Nie możesz w takim stanie iść dalej walczyć, bo zabiją cię w ciągu jakiś... trzech pierwszych minut?
- I tak dziś w nocy nie walczymy. Mikado musi to przemyśleć. - Satoshi wtulił głowę w ubranie Neru. - Nie ma planu. Nie wie co robić, a reszta też bardziej pomysłowa nie jest. Kiedy zawodził Mikado zawsze Zielona miała jakieś pomysły. A kiedy jej się kończyły zawsze był jeszcze Izaya. A teraz nie ma ostatniej dwójki. Naprawdę Zielonej nie lubię, ale łeb ma, to trzeba jej przyznać. Z Izayą to samo. Ja sam chyba nic też nie wymyślę. Kida... nie ma co na nim polegać. Czerwoni też nigdy raczej pomysłów nie mają. Czarny zawsze słucha się tylko Mikado, nigdy nie myśli sam. Niebieski... jedyne co potrafi to atak frontowy. Z resztą Czarny to samo. Pomarańczowy... chyba jest za bardzo roztrzepany na jakiś konkretny pomysł. Celty też nie potrafi nic wymyślić. Shinra... nawet jakby miał czas nic by nie wymyślił. A o reszcie nawet nie wspominam.
- Cii. - Neru przytuliła go mocniej. - Zaśnij. Przestań na chwilę się zadręczać i zaśnij.

I Satoshi jej posłuchał. Już po chwili spał. Neru pocałowała go w czoło i westchnęła.

- No i co ja mam niby na to poradzić? - Mruknęła. Po chwili ona też spała.

***

Akai leżał w łóżku. Nie obchodziło go nawet, że jego siostry nie ma w domu. Pewnie jest w robocie u Izayi. W sumie to lepiej że jej nie ma. Nie musi się tłumaczyć, ani nic. Przemycił do łóżka PSP i zamiast posłuchać Shinry zaczął grać. W końcu sam nie wiedział kiedy zasnął.

***

Maki siedziała w kuchni i lustrowała brata wzrokiem starając się nie powiedzieć mu wszystkiego co o nim myśli. Wolała w ogóle się nie odzywać, aby nie wywołać kłótni. Zaki widział jej krytyczne spojrzenie, ale też nic nie mówił. Wypił herbatę i bez słowa udał się do swojego pokoju. Maki weszła do niego chwilę później. Zaki spojrzał na nią.

- Co chcesz?

Maki bez słowa podeszła do jego łóżka, odepchnęła go taż że wylądował na krańcu łóżka i położyła się koło niego.

- O co ci chodzi? - Zapytał Zaki.
- Zamknij się. Nie chcesz ze mną pogadać i powiedzieć mi co się stało, to mam zamiar w ten sposób pokazać Ci że jesteś moim bratem i się martwię. - Warknęła Maki odwrócona do niego plecami i przytulona do poduszki.
- Maki. - Westchnął Zaki. - Nie powinnaś się w to mieszać.
- No to się nie mieszam. - Warknęła. - A teraz idź spać.

Zaki westchnął, odwrócił się do niej plecami i zasnął, a ona zaraz po nim.

***

Kida leżał w łóżku i obserwował jak Saki łazi do koła niego, to do kuchni to do salonu i tak w kółko. W końcu zaczęło go to irytować, więc kiedy po raz setny pochyliła się, aby sprawdzić czy nie ma gorączki, chwycił ją za rękę i pociągnął na siebie.

- Ej! - Zaprotestowała.
- Mam tylko skręconą kostkę, maniaczko. A nie jestem obłożnie chory.
- Ale...
- Bądź już cicho i się koło mnie połóż. Pomoże mi to bardziej niż te wszystkie leki.
- Kida-kun. - Westchnęła Saki i przytuliła się do niego.
- No od razu lepiej. - Uśmiechnął się. - Jesteś najlepszym lekarstwem jakie znam.
- Dziękuję. - Szepnęła zaróżowiona i po chwili obydwoje spali.

***

Mikado leżał z Anri w łóżku. Rozmawiali przyciszonymi głosami.

- I co ja mam teraz zrobić? - Mruknął Mikado.
- Nic. - Szepnęła Anri. - Nic nie możesz zrobić na ten moment. Teraz to możesz iść spać.
- Aki gdzieś uwieziona, Dollars coraz bardziej osłabieni... A co jeżeli Aki już nie żyje?
- Nie mów tak.
- Ale to nie jest niemożliwe.
- Ale ona jest za twarda żeby umrzeć.
- Być może... ale Ci szarzy też są twardzi.
- Co racja to racja.

Mikado westchnął a Anri po chwili usłyszała, że chrapie. Uśmiechnęła się, pocałowała go w policzek i też zasnęła.

2 komentarze:

  1. O ja... biedna Aki T^T. Nie pozwól jej umrzeć bo się fochnę.
    A ten moment z Kidą i Saki... taki kjut, że normalnie wymiękam^_^.
    Jak zwykle z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. I jeszcze raz powtórzę - Błagam! Nie pozwól Aki umrzeć! Ta dziewczyna bardzo przypadła mi do gustu :D

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja dalej jakoś się do Aki nie przywiązałam -.- Jakoś mnie nie ciekawi ;/ Jednak trochę mi jej szkoda. Co do scenek to bardzo romantycznie w tym rozdziale. Założę się że Aki będzie z Iazaya! Bo co ona jedyna będzie samotna ?? A jej brat... Ożeni się z konsolą ! I będzie git ! xD

    OdpowiedzUsuń