***
Aki ponownie się wybudziła. W ustach
czuła gorzki posmak środków nasenny no i ktoś zwilżył jej usta
wodą aby nie za chrypnęła. A od strony fizycznej jej ciało było
wrakiem. Ekstra. Aki nadal nie wiedziała która jest godzina, ani
jaka pora dnia. Nie wiedziała ile już tu siedzi, ale jej brzuch
mówił, że długo. Podniosła wzrok. Przed nią siedział Kaida i
przyglądał jej się.
- Jesteś taką ładną dziewczynką,
po co marnujesz się w jakimś gangu, co? - Zapytał Kaida. - A może
przeszłabyś do naszego, co? Wystarczy, że udzielisz mi odpowiedzi
na moje pytania. No dalej Aki-chan, nie są takie trudne na pewno
znasz odpowiedzi. Kto jest liderem Dollars? Kto mu pomaga i imiona
wszystkich znanych ci członków gangów. No Aki.
- Kurde... - Mruknęła. - A jednak nie
złamałeś karku.
- No co ty jestem za dobry na złamanie
karku. - Kaida zaśmiał się, a Aki poprzysięgła sobie w duchu, że
jeżeli się stąd jakoś wydostanie dopilnuje aby ktoś mu złamał
kark. Albo sama to zrobi. - No to co Aki-chan, zaczniesz
współpracować?
- Pierdol się.
- Oj, nie taką odpowiedź chciałem.
Ale muszę Cię pochwalić. Mamy cię już tu prawie 40 godzin i nic
nie wysypałaś. Brawo. - Zaśmiał się Kaida. - Zobaczymy ile
jeszcze wytrzymasz.
Czterdzieści godzin... czyli było po
dwunastej w południe. Izaya mnie zbije, nie byłam w pracy. A w
sumie, chyba od czasu do czasu mogę do niej nie przyjść. Kaida
kucnął przy niej i chwycił jej ręce.
- Zobaczymy za ile zaczniesz mówić,
kiedy będziesz czuła jak życie z Ciebie ucieka, Aki-chan. - Kaida
wyciągnął nóż i zrobił dość głębokie nacięcie w jej
nadgarstku.
Aki sapnęła z bólu i zaraz pociekła
krew. Musiała przyznać, że Kaida znał się na rzeczy. Nacięcie
pozwalało krwi wypływać powoli, jednak było dość moce aby samo
się nie zamknęło. Kaida uśmiechnął się.
- Jest... pierwsza po południu. Jeżeli
krew będzie spływać w tym tempie... zostało Ci jakieś osiem
godzin życia. - Powiedział. - Choć może mniej. Przyjdę za pół
godziny. I będę przychodził co pół godziny gdybyś chciała się
uratować... wystarczy odpowiedzieć na moje pytania Aki-chan.
Kaida odwrócił się i wyszedł. Aki
westchnęła.
- Osiem godzin ta? - Mruknęła patrząc
na wypływającą krew i poczuła, zawroty głowy. - No takiej
śmierci to sobie nigdy nie wyobrażałam.
***
Satoshi gdy tylko skończył rozmowę
na czacie ubrał się i wyszedł z domu. Ruszył do szpitala. Kiedy
przyszedł Neru spała. Usiadł koło niej i oparł głowę na
stoliku do kawy patrząc na nią. Opadł całkowicie z sił. Nic nie
szło po ich myśli. A jemu już się nic nie chciało. To miała być
szybka akcja. Dwa dni maksimum i mieli rozwalić szarych bez
problemu. Jak mogli dopuścić do czegoś takiego? Satoshi powoli
zasypiał na stoliku, kiedy Neru się ocknęła. Spojrzała na niego
i uśmiechnęła się.
- Ciężka noc?
- Ta. - Westchnął. - Za ciężka.
- To chodź tu i połóż się koło
mnie. - Neru uśmiechnęła się.
Satoshi prawdopodobnie w innych
okolicznościach nie zgodził by się na taka propozycję bo w końcu
byli w szpitalu no i każdy mógł to zobaczyć, a wolał się nie
tłumaczyć pielęgniarką. Jednak w tym momencie używał podobnej
ilości komórek mózgowych co zombie, więc bez słowa podszedł do
łóżka i przytulił się do Neru. Ta uśmiechnęła się i
pogłaskała go po głowie.
- No to powiedz mi, co Cię trapi? -
Satoshi walczył przez chwilę sam ze sobą, w końcu nie wytrzymał.
W końcu każdy ma prawo wygadać się co mu ciąży na sercu, nie?
- Jest źle. Jest bardzo źle. Jakaś
jedna piąta całych Dollars została zabita. Kolejne dwie piąte są
ciężko ranne. A na dodatek porwali dowódcę gangu zielonych.
Mikado nie wie co robić. A ponad to... - Satoshiemu głos się
załamał. - A ponad to, Izaya który mógłby pomóc nie wiadomo
gdzie jest i co robi. A ja... ja już szczerze mam dość.
- Cii... - Neru zaczęła go uspokajać.
- Cii, nie martw się. Wszytko będzie dobrze.
- Nie będzie. Wszyscy mają dość.
Nie jestem odosobniony w swoich odczuciach, Neru.
- Cii... musisz się uspokoić i
przespać chodź chwilę. Jesteś wykończony. Nie możesz w takim
stanie iść dalej walczyć, bo zabiją cię w ciągu jakiś...
trzech pierwszych minut?
- I tak dziś w nocy nie walczymy.
Mikado musi to przemyśleć. - Satoshi wtulił głowę w ubranie
Neru. - Nie ma planu. Nie wie co robić, a reszta też bardziej
pomysłowa nie jest. Kiedy zawodził Mikado zawsze Zielona miała
jakieś pomysły. A kiedy jej się kończyły zawsze był jeszcze
Izaya. A teraz nie ma ostatniej dwójki. Naprawdę Zielonej nie
lubię, ale łeb ma, to trzeba jej przyznać. Z Izayą to samo. Ja
sam chyba nic też nie wymyślę. Kida... nie ma co na nim polegać.
Czerwoni też nigdy raczej pomysłów nie mają. Czarny zawsze słucha
się tylko Mikado, nigdy nie myśli sam. Niebieski... jedyne co
potrafi to atak frontowy. Z resztą Czarny to samo. Pomarańczowy...
chyba jest za bardzo roztrzepany na jakiś konkretny pomysł. Celty
też nie potrafi nic wymyślić. Shinra... nawet jakby miał czas nic
by nie wymyślił. A o reszcie nawet nie wspominam.
- Cii. - Neru przytuliła go mocniej. -
Zaśnij. Przestań na chwilę się zadręczać i zaśnij.
I Satoshi jej posłuchał. Już po
chwili spał. Neru pocałowała go w czoło i westchnęła.
- No i co ja mam niby na to poradzić?
- Mruknęła. Po chwili ona też spała.
***
Akai leżał w łóżku. Nie obchodziło
go nawet, że jego siostry nie ma w domu. Pewnie jest w robocie u
Izayi. W sumie to lepiej że jej nie ma. Nie musi się tłumaczyć,
ani nic. Przemycił do łóżka PSP i zamiast posłuchać Shinry
zaczął grać. W końcu sam nie wiedział kiedy zasnął.
***
Maki siedziała w kuchni i lustrowała
brata wzrokiem starając się nie powiedzieć mu wszystkiego co o nim
myśli. Wolała w ogóle się nie odzywać, aby nie wywołać kłótni.
Zaki widział jej krytyczne spojrzenie, ale też nic nie mówił.
Wypił herbatę i bez słowa udał się do swojego pokoju. Maki
weszła do niego chwilę później. Zaki spojrzał na nią.
- Co chcesz?
Maki bez słowa podeszła do jego
łóżka, odepchnęła go taż że wylądował na krańcu łóżka i
położyła się koło niego.
- O co ci chodzi? - Zapytał Zaki.
- Zamknij się. Nie chcesz ze mną
pogadać i powiedzieć mi co się stało, to mam zamiar w ten sposób
pokazać Ci że jesteś moim bratem i się martwię. - Warknęła
Maki odwrócona do niego plecami i przytulona do poduszki.
- Maki. - Westchnął Zaki. - Nie
powinnaś się w to mieszać.
- No to się nie mieszam. - Warknęła.
- A teraz idź spać.
Zaki westchnął, odwrócił się do
niej plecami i zasnął, a ona zaraz po nim.
***
Kida leżał w łóżku i obserwował
jak Saki łazi do koła niego, to do kuchni to do salonu i tak w
kółko. W końcu zaczęło go to irytować, więc kiedy po raz setny
pochyliła się, aby sprawdzić czy nie ma gorączki, chwycił ją za
rękę i pociągnął na siebie.
- Ej! - Zaprotestowała.
- Mam tylko skręconą kostkę,
maniaczko. A nie jestem obłożnie chory.
- Ale...
- Bądź już cicho i się koło mnie
połóż. Pomoże mi to bardziej niż te wszystkie leki.
- Kida-kun. - Westchnęła Saki i
przytuliła się do niego.
- No od razu lepiej. - Uśmiechnął
się. - Jesteś najlepszym lekarstwem jakie znam.
- Dziękuję. - Szepnęła zaróżowiona
i po chwili obydwoje spali.
***
Mikado leżał z Anri w łóżku.
Rozmawiali przyciszonymi głosami.
- I co ja mam teraz zrobić? - Mruknął
Mikado.
- Nic. - Szepnęła Anri. - Nic nie
możesz zrobić na ten moment. Teraz to możesz iść spać.
- Aki gdzieś uwieziona, Dollars coraz
bardziej osłabieni... A co jeżeli Aki już nie żyje?
- Nie mów tak.
- Ale to nie jest niemożliwe.
- Ale ona jest za twarda żeby umrzeć.
- Być może... ale Ci szarzy też są
twardzi.
- Co racja to racja.
Mikado westchnął a Anri po chwili
usłyszała, że chrapie. Uśmiechnęła się, pocałowała go w
policzek i też zasnęła.
O ja... biedna Aki T^T. Nie pozwól jej umrzeć bo się fochnę.
OdpowiedzUsuńA ten moment z Kidą i Saki... taki kjut, że normalnie wymiękam^_^.
Jak zwykle z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. I jeszcze raz powtórzę - Błagam! Nie pozwól Aki umrzeć! Ta dziewczyna bardzo przypadła mi do gustu :D
A ja dalej jakoś się do Aki nie przywiązałam -.- Jakoś mnie nie ciekawi ;/ Jednak trochę mi jej szkoda. Co do scenek to bardzo romantycznie w tym rozdziale. Założę się że Aki będzie z Iazaya! Bo co ona jedyna będzie samotna ?? A jej brat... Ożeni się z konsolą ! I będzie git ! xD
OdpowiedzUsuń