Aki ocknęła się i pierwsze co
zauważyła to potworny ból głowy i w boku. Wyczuła jednak, że
żebro nie jest złamane tylko obite. Tyle szczęścia. Nie miała na
głowie kasku i zniknął jej sztylet, co jej się nie spodobało.
Ponadto była związana i było ciemno. No i miała taśmę na
ustach. Nikogo nie widziała i nie słyszała nikogo. Super. Po
prostu bomba. Aki bezszelestnie starała się usiąść, co nie
bardzo jej wychodziło. Narobiła trochę hałasu ale usiadła.
Zamrugała kilka razy aby przyzwyczaić się do mroku. Zaobserwowała,
że prawdopodobnie była w jakieś piwnicy. Westchnęła trzy razy i
sprawdziła stan swojego ciała. Kilkanaście siniaków, kilka obić,
najbardziej bolesne żebro no i okropny ból głowy, prawdopodobnie
spowodowany uderzeniem w skroń. No cóż mogło być gorzej. Nagle
otworzyły się drzwi. Ktoś do niej podszedł i poświecił po
oczach latarką, a potem po jej ubiorze i zachłysnął się.
- Idioci. - Warknął na innych. -
Wiecie kogo porwaliście?
- No kogoś z zielonych. - Odpowiedział
ktoś inny.
- Przywódczynię zielonych, do
cholery. Nie słyszeliście? Zielona opaska na głowie, na ręce i
zielone bransoletki? To cechy charakterystyczne przywódczyni
zielonych!
- Serio? - Wszyscy przyjrzeli się Aki.
- Taka mała?
- Wygląda jak dziecko. - Zauważył
inny. Aki zagotowała się w środku. Jak dziecko?
- Wiecie ile ona może nam powiedzieć?
- Zapytał ten co nadal świecił jej po oczach. - Znakomicie się
spisaliście, jednak zdążyła ostrzec swoich, to już gorzej. Dobra
sam się nią zajmę.
Płożył latarkę tak aby Aki nie
widziała jego i zdarł taśmę z ust Aki. Aż sapnęła i
zaczerpnęła oddech. Reszta jego ludzi powoli opuszczała pokój.
- Jesteś przywódcą zielony? -
Zapytał.
- Pierdol się. - Odpowiedziała Aki.
- Ostra jesteś. Zmieniłaś się. -
Uśmiechnął się ktoś perfidnie. - Ponownie pytam, czy jesteś
przywódcą zielonych?
- Gówno Cię to obchodzi. -
Odpowiedziała Aki.
- Czy ty wiesz kim ja jestem? - Zapytał
chłopak.
- Gówno mnie to obchodzi. -
Odpowiedziała.
Poświecił sobie latarką po twarzy. W
Aki na moment stanęło serce. Znała tą twarz. Zmieniła się, ale znała ją.
Po chwili sobie przypomniała.
- Kaida. - Szepnęła.
- We własnej osobie.
Starszy brat jej przyjaciela Kidy
Masomiego, Kaida Masomi zniknął kilka lat tamu, bez żadnych
konkretach informacji. Wiedzieli tylko, że wyjechał.
- Jesteś przywódcą szarych? -
Zapytała Aki.
- No co ty. Ja? Weź przestań. -
Zaśmiał się. - Poza tym to nie ty tu złotko zadajesz pytania.
Jesteś przywódcą zielonych?
Aki nie opowiedziała, Kaida uderzył
ją w twarz.
- Jesteś czy nie?
- Chyba się domyśliłeś, co? -
Warknęła.
- Racja, domyśliłem się. Kogo
poinformowałaś o przeniknięciu?
Aki nie odpowiedziała.
- Słuchaj skarbie, możemy to zrobić
po dobroci, albo nie. Sama wybieraj. - Powiedział pochylając się
nad nią. Aki zebrała silne i napluła mu na twarz. Wytarł się
rękawem zezłoszczony. - Czyli nie po dobroci, jak chcesz. Kiedyś
Cię lubiłem wiesz?
Aki postanowiła przemilczeć wszystko
co do niej mówi, a najlepiej udawać, że nie słyszy.
- Jeszcze raz Aki-chan, kogo
poinformowałaś o tym, że szarzy wniknęli do kolorowych? - Aki nie
odpowiedziała, Kaida kopnął ją w brzuch z całej siły. Aki
jęknęła. - Ponawiam pytanie, kogo? Aki-chan nie lubię bić
dziewczyn, naprawdę nie lubię, więc może mi odpowiesz, co? Kogo
poinformowałaś?
- Pierdol się. - Wysypała Aki na
wydechu. Kaida westchnął i uderzył ją w twarz. Aki ponownie
zaczerpnęła powietrza i wykrzywiła usta w grymasie, po czym
szepnęła sama do siebie. - Ciota.
- Słucham? - Zapytał.
- Mówię, że jesteś ciotą. -
Warknęła Aki. Ten ponownie kopnął ją w brzuch. Aki straciła
powietrze.
- Dobrze, następne pytanie, bo sądzę,
że poinformowałaś waszego lidera. A jeśli nawet nie, to ta
informacja do niego dotrze. - Kaida przyjrzał się Aki. - Kto jest
liderem Dollars?
Aki nie odpowiedziała, za co ponownie
oberwała z kopniaka w brzuch. Widać nie chciał jej doprowadzić do
nieprzytomności.
- Słuchaj. - Powiedział kucając przy
niej i chwytając jej twarz tak aby na niego patrzyła. - Ja tak mogę
długo, a ty jak długo wytrzymasz? Maiłbym już wszystkie
informacje gdyby Ci idioci nie zniszczyli twojego telefonu. A mój
szef nie będzie zadowolony jak Cię przez przypadek zabiję nie
wyciągając odpowiednich informacji. Kto jest liderem Dollars?
- Spierdalaj na drzewo, nic Ci nie
powiem. - Warknęła.
- Pamiętaj, że sama tego chciałaś
Aki-chan. - Powiedział.
***
Anri po kolei dźgała ludzi Saiką i
starała się wyciągnąć z nich informacje, ale praktycznie było
to na nic. Nikt nie znał imienia dowódcy, nawet ważniejszych
dowódców. Dowiedziała się, że instrukcję dostają przez
telefon, ale o dziwo nikt takowego nie miał. Koło południa wszedł
Mikado.
- I co?
- I nic. Nikt nic nie wie. A jest ich
tu z... trzydziestu? - Aki była zrezygnowana.
- Wszystkich przepytałaś?
- Tak. - Westchnęła Anri
- Wydaj im rozkaz, żeby wrócili do
domów i nigdy więcej nie kontaktowali się z szarymi.
- Jasne. - Anri wydała odpowiedni
rozkaz i ruszyła z Mikado na górę.
- Powinnaś się położyć, nie jesteś
w formie. - Powiedział Mikado. - Przed nocą musisz się wyspać.
- Dobra, ale pod warunkiem, że też
się położysz. Też nie masz sił.
- Jak chcesz.
Anri wzięła prysznic i weszła do
pokoju Mikado. Ten już leżał i najwidoczniej myślał. Anri
położyła się do łóżka i przytuliła się do niego. On objął
ją i westchnął.
- W co myśmy się wpakowali Anri?
- Nie wiem, ale nie myśl o tym teraz.
Śpij. - Powiedziała, pocałowała go i zasnęła.
Mikado zasnął chwilę po niej.
***
Szefowie zorganizowali zebrania i
praktycznie wszyscy poszli odespać nockę. Przed piętnastą
powstawali i udali się na zebrania. Tam poinformowali i sprawdzili
swoich ludzi. O dziwo obyło się bez problemów. Kiedy wrócili na
czat poinformowali o wszystkim Mikado.
B: U mnie wszystko okej. O której
wracamy na pole wali szefie?
L: O dwudziestej pierwszej.
ZSZ: U nas też spokojnie, pomimo dużej
ilości strat.
L: A informacje o zielonej?
ZSZ: Brak.
P: U nas też cisza.
Cze: Cisza i spokojnie o 21 będziemy
gotowi do dalszej walki.
Cza: U nas tak samo.
N: Bez problemowo.
Ż: Jak na razie spokój.
L: Ktoś maił może kontakt z Izayą
Oriharą?
B: Nie.
Cze: Nie.
Cza: Nie.
N: Tak. Wiem, że nie ma go w domu.
P: Nie.
Ż: Nie.
ZSZ: Nie.
L: To źle. Ogarnijcie się, o 21
zaczynamy na nowo. Tym razem pomagają bez kolorowi. W razie czego
jestem pod komórką. Na razie.
B: Nq.
Cze: Pa.
Cza: Do zobaczenia.
N: Na razie.
P: Nq.
Ż: Nq.
ZSZ: Na razie.
Satoshi westchnął. Co to się
porobiło? Mam jeszcze godzinę. Hmm... Satoshi wstał i wyszedł z
domu. Udał się do szpitala. Wszedł do pokoju Neru i spojrzał na
nią. Neru spała, ale po chwili otworzyła oczy.
- O... Satoshi. - Uśmiechnęła się.
- Cześć Neru, jak tam?
- Coraz lepiej. Za jakiś tydzień
wyjdę ze szpitala, tak powiedział lekarz. - Neru wręcz promieniała
samozadowoleniem. Z resztą jak zawsze.
- Nigdy więcej nie wezmę Cię na taką
akcję. - Powiedział Satoshi.
- Oj, jak mnie nie weźmiesz to sama
pójdę. Wiesz o tym. - Neru uśmiechnęła się. - Jestem twoim
zastępcą nie mam innego wyjścia.
- Dlaczego musisz mi to robić co? -
Zapytał nagle zezłoszczony Satoshi.
- Ale co? - Neru była zbita z tropu.
- Nie dość, że zgodziłem się abyś
dołączyła do białych to na dodatek musisz się pakować zawsze w
najgorsze kłopoty.
- Oj daj spokój.
- Nie wystarczy, że martwię się tym,
że jesteś w gangu?
- Daj spokój.
- Nie Neru. Nie dam sobie spokoju. I
Tobie też. Jednak porozmawiamy o tym później. Musze teraz iść. -
Powiedział Satoshi.
- Gdzie idziesz? - Zapytała
zaniepokojona jego wyrazem twarzy.
- Kolorowe gangi likwidują szary,
muszę im pomóc.
- Oh. Aha... Dobrze. Kiedy znowu
przyjdziesz? - Zapytała Neru.
- Jutro, najpewniej.
- Okej, do jutra. - Neru uśmiechnęła
się promiennie.
- Do jutra.
Satoshi niemrawo wyszedł z pokoju i
westchnął. W sumie cieszył się, że Neru jest zamknięta w
szpitalu. Przynajmniej nie pcha się na pierwszej linii ognia w tych
walkach. Tego by chyba nie wytrzymał. Satoshi wyszedł ze szpitala i
udał się do swojej dzielnicy.
OMG! To jest GENIALNE! Przeczytałam wszystko jednym tchem i jestem pod ogromnym wrażeniem. Strasznie mi się podoba i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy ;P
OdpowiedzUsuńHeh .. dzięki :) Ciesze się, że komuś się podoba poza bratem i kolegą, który musi mówić, że fajne bo inaczej jak go spotkam to oberwie :)
OdpowiedzUsuńBiedny kolega xD Naprawdę fajne, może problem że nie kojarzę niektórych postaci no ale to już mój problem -.- Ciekawa jestem co będzie z "Zieloną"
OdpowiedzUsuń