Regulamin

1. Jest to blog o tematyce Durarara. Jak nie lubisz w prawym górnym rogu jest czerwony krzyżyk - wciśnij go.
2. Każdy rozdział jest mój, oryginalnie pisany. Nie kopiuje i nie plagiatuje innych blogów.
3. Generalnie tematyka jest hetero (MxK) ale może pojawić się również tematyka homo (MxM) lub (KxK). Nie czepiać się. Ostrzegałam.
4. Nie spamować. Nie wklejać linków w komentarzach.
5. Nie przeklinać w komentarzach i nie obrażać nikogo.
6. Krytyka mile widziana ale nie chamska.

piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział X

Aki ocknęła się i pierwsze co zauważyła to potworny ból głowy i w boku. Wyczuła jednak, że żebro nie jest złamane tylko obite. Tyle szczęścia. Nie miała na głowie kasku i zniknął jej sztylet, co jej się nie spodobało. Ponadto była związana i było ciemno. No i miała taśmę na ustach. Nikogo nie widziała i nie słyszała nikogo. Super. Po prostu bomba. Aki bezszelestnie starała się usiąść, co nie bardzo jej wychodziło. Narobiła trochę hałasu ale usiadła. Zamrugała kilka razy aby przyzwyczaić się do mroku. Zaobserwowała, że prawdopodobnie była w jakieś piwnicy. Westchnęła trzy razy i sprawdziła stan swojego ciała. Kilkanaście siniaków, kilka obić, najbardziej bolesne żebro no i okropny ból głowy, prawdopodobnie spowodowany uderzeniem w skroń. No cóż mogło być gorzej. Nagle otworzyły się drzwi. Ktoś do niej podszedł i poświecił po oczach latarką, a potem po jej ubiorze i zachłysnął się.

- Idioci. - Warknął na innych. - Wiecie kogo porwaliście?
- No kogoś z zielonych. - Odpowiedział ktoś inny.
- Przywódczynię zielonych, do cholery. Nie słyszeliście? Zielona opaska na głowie, na ręce i zielone bransoletki? To cechy charakterystyczne przywódczyni zielonych!
- Serio? - Wszyscy przyjrzeli się Aki.
- Taka mała?
- Wygląda jak dziecko. - Zauważył inny. Aki zagotowała się w środku. Jak dziecko?
- Wiecie ile ona może nam powiedzieć? - Zapytał ten co nadal świecił jej po oczach. - Znakomicie się spisaliście, jednak zdążyła ostrzec swoich, to już gorzej. Dobra sam się nią zajmę.

Płożył latarkę tak aby Aki nie widziała jego i zdarł taśmę z ust Aki. Aż sapnęła i zaczerpnęła oddech. Reszta jego ludzi powoli opuszczała pokój.

- Jesteś przywódcą zielony? - Zapytał.
- Pierdol się. - Odpowiedziała Aki.
- Ostra jesteś. Zmieniłaś się. - Uśmiechnął się ktoś perfidnie. - Ponownie pytam, czy jesteś przywódcą zielonych?
- Gówno Cię to obchodzi. - Odpowiedziała Aki.
- Czy ty wiesz kim ja jestem? - Zapytał chłopak.
- Gówno mnie to obchodzi. - Odpowiedziała.

Poświecił sobie latarką po twarzy. W Aki na moment stanęło serce. Znała tą twarz. Zmieniła się, ale znała ją. Po chwili sobie przypomniała.

- Kaida. - Szepnęła.
- We własnej osobie.

Starszy brat jej przyjaciela Kidy Masomiego, Kaida Masomi zniknął kilka lat tamu, bez żadnych konkretach informacji. Wiedzieli tylko, że wyjechał.

- Jesteś przywódcą szarych? - Zapytała Aki.
- No co ty. Ja? Weź przestań. - Zaśmiał się. - Poza tym to nie ty tu złotko zadajesz pytania. Jesteś przywódcą zielonych?
Aki nie opowiedziała, Kaida uderzył ją w twarz.
- Jesteś czy nie?
- Chyba się domyśliłeś, co? - Warknęła.
- Racja, domyśliłem się. Kogo poinformowałaś o przeniknięciu?

Aki nie odpowiedziała.

- Słuchaj skarbie, możemy to zrobić po dobroci, albo nie. Sama wybieraj. - Powiedział pochylając się nad nią. Aki zebrała silne i napluła mu na twarz. Wytarł się rękawem zezłoszczony. - Czyli nie po dobroci, jak chcesz. Kiedyś Cię lubiłem wiesz?

Aki postanowiła przemilczeć wszystko co do niej mówi, a najlepiej udawać, że nie słyszy.

- Jeszcze raz Aki-chan, kogo poinformowałaś o tym, że szarzy wniknęli do kolorowych? - Aki nie odpowiedziała, Kaida kopnął ją w brzuch z całej siły. Aki jęknęła. - Ponawiam pytanie, kogo? Aki-chan nie lubię bić dziewczyn, naprawdę nie lubię, więc może mi odpowiesz, co? Kogo poinformowałaś?
- Pierdol się. - Wysypała Aki na wydechu. Kaida westchnął i uderzył ją w twarz. Aki ponownie zaczerpnęła powietrza i wykrzywiła usta w grymasie, po czym szepnęła sama do siebie. - Ciota.
- Słucham? - Zapytał.
- Mówię, że jesteś ciotą. - Warknęła Aki. Ten ponownie kopnął ją w brzuch. Aki straciła powietrze.
- Dobrze, następne pytanie, bo sądzę, że poinformowałaś waszego lidera. A jeśli nawet nie, to ta informacja do niego dotrze. - Kaida przyjrzał się Aki. - Kto jest liderem Dollars?

Aki nie odpowiedziała, za co ponownie oberwała z kopniaka w brzuch. Widać nie chciał jej doprowadzić do nieprzytomności.

- Słuchaj. - Powiedział kucając przy niej i chwytając jej twarz tak aby na niego patrzyła. - Ja tak mogę długo, a ty jak długo wytrzymasz? Maiłbym już wszystkie informacje gdyby Ci idioci nie zniszczyli twojego telefonu. A mój szef nie będzie zadowolony jak Cię przez przypadek zabiję nie wyciągając odpowiednich informacji. Kto jest liderem Dollars?
- Spierdalaj na drzewo, nic Ci nie powiem. - Warknęła.
- Pamiętaj, że sama tego chciałaś Aki-chan. - Powiedział.

***

Anri po kolei dźgała ludzi Saiką i starała się wyciągnąć z nich informacje, ale praktycznie było to na nic. Nikt nie znał imienia dowódcy, nawet ważniejszych dowódców. Dowiedziała się, że instrukcję dostają przez telefon, ale o dziwo nikt takowego nie miał. Koło południa wszedł Mikado.

- I co?
- I nic. Nikt nic nie wie. A jest ich tu z... trzydziestu? - Aki była zrezygnowana.
- Wszystkich przepytałaś?
- Tak. - Westchnęła Anri
- Wydaj im rozkaz, żeby wrócili do domów i nigdy więcej nie kontaktowali się z szarymi.
- Jasne. - Anri wydała odpowiedni rozkaz i ruszyła z Mikado na górę.
- Powinnaś się położyć, nie jesteś w formie. - Powiedział Mikado. - Przed nocą musisz się wyspać.
- Dobra, ale pod warunkiem, że też się położysz. Też nie masz sił.
- Jak chcesz.

Anri wzięła prysznic i weszła do pokoju Mikado. Ten już leżał i najwidoczniej myślał. Anri położyła się do łóżka i przytuliła się do niego. On objął ją i westchnął.

- W co myśmy się wpakowali Anri?
- Nie wiem, ale nie myśl o tym teraz. Śpij. - Powiedziała, pocałowała go i zasnęła.

Mikado zasnął chwilę po niej.

***

Szefowie zorganizowali zebrania i praktycznie wszyscy poszli odespać nockę. Przed piętnastą powstawali i udali się na zebrania. Tam poinformowali i sprawdzili swoich ludzi. O dziwo obyło się bez problemów. Kiedy wrócili na czat poinformowali o wszystkim Mikado.

B: U mnie wszystko okej. O której wracamy na pole wali szefie?
L: O dwudziestej pierwszej.
ZSZ: U nas też spokojnie, pomimo dużej ilości strat.
L: A informacje o zielonej?
ZSZ: Brak.
P: U nas też cisza.
Cze: Cisza i spokojnie o 21 będziemy gotowi do dalszej walki.
Cza: U nas tak samo.
N: Bez problemowo.
Ż: Jak na razie spokój.
L: Ktoś maił może kontakt z Izayą Oriharą?
B: Nie.
Cze: Nie.
Cza: Nie.
N: Tak. Wiem, że nie ma go w domu.
P: Nie.
Ż: Nie.
ZSZ: Nie.
L: To źle. Ogarnijcie się, o 21 zaczynamy na nowo. Tym razem pomagają bez kolorowi. W razie czego jestem pod komórką. Na razie.
B: Nq.
Cze: Pa.
Cza: Do zobaczenia.
N: Na razie.
P: Nq.
Ż: Nq.
ZSZ: Na razie.

Satoshi westchnął. Co to się porobiło? Mam jeszcze godzinę. Hmm... Satoshi wstał i wyszedł z domu. Udał się do szpitala. Wszedł do pokoju Neru i spojrzał na nią. Neru spała, ale po chwili otworzyła oczy.

- O... Satoshi. - Uśmiechnęła się.
- Cześć Neru, jak tam?
- Coraz lepiej. Za jakiś tydzień wyjdę ze szpitala, tak powiedział lekarz. - Neru wręcz promieniała samozadowoleniem. Z resztą jak zawsze.
- Nigdy więcej nie wezmę Cię na taką akcję. - Powiedział Satoshi.
- Oj, jak mnie nie weźmiesz to sama pójdę. Wiesz o tym. - Neru uśmiechnęła się. - Jestem twoim zastępcą nie mam innego wyjścia.
- Dlaczego musisz mi to robić co? - Zapytał nagle zezłoszczony Satoshi.
- Ale co? - Neru była zbita z tropu.
- Nie dość, że zgodziłem się abyś dołączyła do białych to na dodatek musisz się pakować zawsze w najgorsze kłopoty.
- Oj daj spokój.
- Nie wystarczy, że martwię się tym, że jesteś w gangu?
- Daj spokój.
- Nie Neru. Nie dam sobie spokoju. I Tobie też. Jednak porozmawiamy o tym później. Musze teraz iść. - Powiedział Satoshi.
- Gdzie idziesz? - Zapytała zaniepokojona jego wyrazem twarzy.
- Kolorowe gangi likwidują szary, muszę im pomóc.
- Oh. Aha... Dobrze. Kiedy znowu przyjdziesz? - Zapytała Neru.
- Jutro, najpewniej.
- Okej, do jutra. - Neru uśmiechnęła się promiennie.
- Do jutra.

Satoshi niemrawo wyszedł z pokoju i westchnął. W sumie cieszył się, że Neru jest zamknięta w szpitalu. Przynajmniej nie pcha się na pierwszej linii ognia w tych walkach. Tego by chyba nie wytrzymał. Satoshi wyszedł ze szpitala i udał się do swojej dzielnicy.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Rozdział IX

Aki zatrzymała się nagle na głównym placu. I rozejrzała się w oku siebie. Na placu były trzy osoby z pomarańczowych stały w rogu ale nie to ją zaniepokoiło. Przeliczyła osoby zielonych. Piętnaście i to w dużych grupkach. Raptownie uderzyła ją prawda. W swoim gangu miała 200 osób w przybliżeniu. W takim wypadku gdy wysłała cztery piąte swoich do Cziki powinno jej zostać około 40 osób w Zen. Jeżeli mieliby pilnować każdego ważniejszego miejsca w dzielnicy nawet nie uwzględniając patroli po uliczkach było to nie wykonalne aby było ich tu piętnastu. Chyba już wiedziała co jej nie pasowało. Podjechała do jednej grupki w której było siedem osób i żadnej nie znała z twarzy.

- Jaka sytuacja? - Postanowiła ich sprawdzić.
- Hę, a co Cię to interesuje? Kim ty w ogóle jesteś? - Zapytał jeden z nich. To ją utwierdziło w tym, że ma rację. KAŻDY w jej gangu wiedział, że zielona opaska na ramieniu i zielone bransoletki oznaczają ją - szefową. No a poza gangiem nikt.

Aki wyciągnęła telefon.

- Hej, prosisz się o lanie, mała. - Powiedział inny.

Aki nie zważając na nic wybrała numer do Mikado. Jeden koleś zrzucił ją ze skutera. Nie zważała na ból w boku. Mikado odebrał.

- Tak Aki?
- Mamy problem. - Powiedziała. - Szarzy podszywają się pod inne gangi.

Tamci zdumieli się. Jeden z nich kopnął Aki, która jeszcze nie zdążyła się podnieść w żebra. Aż jęknęła.

- Co jest? Skąd wiesz? - Zapytał Mikado zdenerwowany.
- Powiedzmy. - Wydyszała Aki. - Że się na nich natknęłam.

Jeden nadepnął jej na rękę zmuszając aby odsunęła telefon od ucha, drugi zgniótł go.

- No chyba panienko masz przechlapane, kimkolwiek jesteś. - Powiedział koleś pochylając się nad nią. Aki nie zdążyła nawet zareagować, kiedy oberwała w głowę i zemdlała.

***

- Aki! Aki do cholery! - Mikado poderwał się. Usłyszał szum i zasięg znikł. - Cholera.
- Co jest? - Zapytała Anri.
- Mamy poważnie przechlapane. - Powiedział Mikado.

Szybko streścił Anri czego dowiedział się od Aki i jak zakończyła się rozmowa z nią. Momentalnie obdzwonili wszystkich dowódców plus Hao i wyjaśnili im sytuacje. Bardzo szybko potwierdziło się, że Aki miała rację, jednak jej samej nikt nie widział. Mikado poinformował również o sytuacji Shinrę, Celty, Shizuo i paru innych. Na końcu z ciężkim sercem zadzwonił do Izayi.

- Słucham Mikado. - Usłyszał w słuchawce.
- Izaya. Potrzebuję twojej pomocy. Szarzy podszywają się pod kolorowe gangi, a na dodatek prawdopodobnie porwali przywódcę zielony... - Zaczął Mikado.
- Wybacz musicie sobie poradzić sami. Jestem zajęty czymś innym. - Usłyszał głos Izayi.
- Hę? - Zapytał Mikado.
- Pa. - Izaya rozłączył się.
- Izaya? Izaya do cholery! - Mikado rzucił komórką w łóżko z całej siły.
- Co z Izayą? - Zapytała Anri.
- "Jest zajęty czymś innym"! - Mikado wściekł się na maksa.

Anri westchnęła.

- Na pewno mam nie pomagać Saiką? - Zapytała Anri.
- Nie. Porozsyłam smsy do wszytki osób z bez kolorowych. Kolory zajmą się tym wewnątrz swoich gangów. Poradzimy sobie jakoś. - Powiedział Mikado i zabrał się do pracy, a Anri ponownie westchnęła.

***

Wszystkie gangi były zdumione na informacje jaką otrzymali od szefostwa "Zapytacie wszystkich w oku siebie w kolorach o hasło, gdyby ktoś wam zadał to pytanie pokażcie im tego smsa, ten sms jest hasłem. Szarzy prawdopodobnie przeniknęli nasze szeregi. Nikomu tego sms nie wysyłajcie!". Szybko zorientowali się o co chodzi i szybko to potwierdzili. Mimo iż walki trwały całą noc nie udało się wyszperać wszystkich szarych. Na domiar złego Izaya nie odbierał telefonu lub go wyłączył, a Aki też nikt nie znalazł mimo iż wiele osób nie wiedziało że to właśnie jej szukają dostali dokładny opis tego jak wyglądała i w co była ubrana szefowa zielonych kiedy widział ją Hao. Z nastaniem dnia szarzy wycofali się. Po obu stronach było wielu rannych a nawet bardzo wielu martwych. Wszyscy mieli parszywe humory kiedy o godzinie siódmej spotkali się na czacie.

L: Mamy wielki problem. Nie dość że do nas przeniknęli to na dodatek ponieśliśmy wielkie straty nawet o tym nie wiedząc.
B: I na dodatek jestem nie wyspany.
Cze: Porwali nam też zieloną.
Cza: A miało pójść łatwo. Skąd ich się tylu nagle wzięło?
L: Zielony, wiesz coś o tym?
ZSZ: Nie, nic nie wiem. Dostałem tylko cynk, że znaleziono motor na którym była na placu głównym w Zen. Cały czas jej szukamy.
Ż: Cholera. I co teraz?
L: Zorganizujcie spotkanie waszych gangów o 15. O 18 widzimy się na czacie. W tym czasie przesłucham tych z szarych których złapaliście. Może się czegoś dowiem. Poformujcie swoje gangi o sytuacji i sprawdźcie czy każdy ma sms od was z hasłem. Każdy kto nie ma i nie ma dobrego usprawiedliwienia, a nie pamiętacie jego twarzy jest szarym. Zlikwidować ich. Zrozumiano?
B: Tak.
Cze: Tak.
Cza: Tak.
N: Tak.
P: Tak.
Ż: Tak.
ZSZ: Tak.
L: To do później.

Wszyscy wylogowali się, a Mikado westchnął.

- Co to się porobiło? - Mruknął sam do siebie i ruszył zobaczyć jak Anri idzie z zakładnikami.