Regulamin

1. Jest to blog o tematyce Durarara. Jak nie lubisz w prawym górnym rogu jest czerwony krzyżyk - wciśnij go.
2. Każdy rozdział jest mój, oryginalnie pisany. Nie kopiuje i nie plagiatuje innych blogów.
3. Generalnie tematyka jest hetero (MxK) ale może pojawić się również tematyka homo (MxM) lub (KxK). Nie czepiać się. Ostrzegałam.
4. Nie spamować. Nie wklejać linków w komentarzach.
5. Nie przeklinać w komentarzach i nie obrażać nikogo.
6. Krytyka mile widziana ale nie chamska.

środa, 26 grudnia 2012

Rozdział XVIII


Aki z ciężkim sercem siedziała na przerwie. Nie widziała Izayi od północy kiedy poszedł do domu a była już godzina czternasta. Chyba zaczynała się od niego uzależniać. Do końca lekcji została jeszcze godzina, a potem nareszcie miała iść do pracy. Boże chyba faktycznie jestem psychiczna. Pomyślała. Tęskno mi do roboty. Jednak już o 19 miała iść do Mikado i mieli porozmawiać z Kidą, co też jej się nie uśmiechało. Obserwowała go na lekcji (Aki chodziła do klasy z Kidą, Saki i Satoshim (kujon przeskoczył rok wyżej skubany). Nie dość, że Satoshi przez wszystkie lekcje patrzył się na nią jakby chciał ją zabić to na dodatek wygadał o całej sytuacji Kidzie. Coś czuła, że to nie pomoże jej w rozmowie z nim, ale ok. Saki za to była bardzo podekscytowana tym, że Aki wróciła i cały dzień zasypywała ją propozycjami co mogą robić w sobotę. Aki nie za bardzo miała ochotę na żaden wypad (najchętniej posiedziałaby dłużej w pracy, przez co znowu uznała, że jest nienormalna) ale nie mogła też jej odmówić. Na dodatek na przewie dorwały ją Tatiana, Maki i Neru i wymusiły wypad na miasto. Aki z westchnieniem zgodziła się. Kiedy zabrzmiał dzwonek kończący lekcję Aki z westchnieniem wstała i już miała wyjść kiedy usłyszała głos Satoshiego.

 - Coś entuzjastycznie podchodzisz do pracy. - Powiedział ironicznie podchodząc do niej z Kidą i Saki.

- Weź bądź już cicho. - Powiedziała Aki kiedy w czwórkę wychodzili z klasy.

- Jesteś idiotką wiesz. - Powiedział Satoshi. - Izaya Orihara, to nie jest materiał na chłopaka.

- A co ty możesz o nim wiedzieć, co? - Zapytała Aki.

- Wiem dostatecznie dużo. - Powiedział Kida. - Przecież zaleca się do ciebie ten aktor, czemu nie on?

- Nie wspominaj przy mnie tego padalca. - Powiedziała Aki zezłoszczona.

- Kasuka Heiwajima jest naprawdę przystojny. No ale Izaya Orihara też. - Powiedziała Saki. - Bosz, dlaczego zawsze Ci najprzystojniejsi ciągną do Ciebie?

- Hej! - Powiedział Kida.

- Żartowałam. - Powiedziała Saki i pocałowała Kidę, żeby go udobruchać, ale z jej oczu Aki wywnioskowała, że wcale nie do końca żartowała.

- Poważnie Aki, przemyśl to sobie jeszcze zanim się zaangażujesz. - Powiedział Satoshi.

- Dzięki za radę, ale pozwól, że sama będę sobie decydować o życiu. - Powiedziała. Satoshi chyba chciał ją zasypać kolejnymi argumentami, ale w tym momencie na szyi uwiesiła mu się Neru.

- Hej! - Pisnęła i pocałowała go.

- Cześć. - Powiedział i kiedy w końcu puściła jego szyję chwycił ją za rękę.

- Ej Neru? - Aki spróbowała zaatakować tak. - Co myślisz o Izayi?

- Oj już nieraz ci mówiłam. Izaya to niezłe ciacho. Poza tym jest kasiasty no i wydaje się całkiem okej. - Neru zaśmiała się. - A co?

- A bo wiesz, chodzę z nim. - Aki spojrzała na Satoshiego, a ten wysłał jej spojrzenie pod tytułem "to było nie fair Aki".

- O to fajnie. - Powiedziała Neru. - Na reszcie dopięłaś swego.

- Nom.


Doszli do bloku Izayi.

- To na razie. - Aki ruszyła do drzwi.

- Pa. - Powiedzieli wszyscy i ruszyli do domu.

Aki weszła po schodach i potem do mieszkania Izayi. Siedział na swoi fotelu i robił coś na komputerze.

- Hej. - Powiedziała odkładając swoje rzeczy na stolik.

- Hej. - Powiedział nadal coś robiąc na komputerze.

Aki zrobiła zirytowaną minę i podeszła do niego, po czym bezceremonialnie wpakowała mu się na kolana. Izaya tylko wywrócił oczami i pocałował ją poprawiając jej humor. Kiedy się od niego oderwała powiedział.

- Nie mogłaś pięć minut poczekać? Nie widzisz, że pracuję? - Izaya wklepał coś do komputera.

- Widzę, ale pracujesz zapewne od rana więc możesz sobie zrobić przerwę.

- Aki to jest naprawdę ważne zlecenie. - Powiedział.

- Okej. - Obrażona wstała i ruszyła do kuchni.

Izaya westchnął. Świetnie. Pomyślał. Teraz jest jeszcze zezłoszczona. Zapisał plik i wstał z fotela po czym ruszył do kuchni. Aki robiła sobie herbatę. Podszedł do niej i objął ją w pasie.

- No ej nie złość się. - Powiedział.

- Nie złoszczę się. - Powiedziała, a jej oczy ciskały pieruny, które mogły zabijać.

- Nie wcale. - Powiedział.

- Nie. Wracaj do swojej pracy.

- Aki.

Aki odwróciła się do niego przodem i skrzyżowała ręce.

- Co? - Zapytała.

- Musisz być taka złośliwa? - Zapytał.

- Musisz być taki irytujący? Jeżeli to zlecenie jest ważne to wracaj do niego.

Izaya wiedział, że jeżeli do niego wróci to się na niego obrazi jeszcze bardziej i zepsuje jej totalnie dzień. Pomijając drugie zdanie przysunął się do niej bliżej i zapytał.

- A gdybym nie był taki irytujący to byś mnie kochała?

- A gdybym nie była złośliwa to byś mnie kochał? - Odparła atak Aki.

Izaya zaśmiał się i pogłaskał ją po policzku.

- Nie złość się, okej?

- Nie złoszczę. - Powiedziała Aki a Izaya przytulił ją do siebie. Ona odwzajemniła gest.

- Masz coś zły humor, co?

- Nawet bardzo. - Westchnęła. - Nie wyspałam się, dziewczyny przymusiły mnie do babskiego wyjścia w sobotę, na dodatek czeka mnie rozmowa z Kidą.

- No tak. - Powiedział Izaya. - Kidą się nie przejmuj, jakoś dasz radę. Na babskie wyjście nic nie poradzę, ale skoro jesteś zmęczona to poradziłbym kawę a nie herbatę.

- W sumie racja. - Aki zabrała się za robienie kawy. - Chcesz też?

- A bardzo chętnie. A ty? Zjadłabyś coś?

- Hmm... w sumie?

- Pizza, otoro, sushi, ramen?

- Pizza.

- Jaką chcesz? - Zapytał Izaya sięgając po telefon.

- Hmm... może... mam smaka na ser biały.

- Czyli Feta. - Izaya połączył się z pizzerią i zamówił dwie pizze. Dla niej fetę a dla siebie cztery pory roku oraz swa shaki dla niej truskawkowy a dla siebie czekoladowy. Ona zrobiła kawy.

Izaya poszedł dokończyć robotę a ona zabrała się za swoją. Po pół godzinie przybyła pizza i usiedli w kuchni aby ją zjeść. Śmiejąc się wszamali obiad i z powrotem wrócili do pracy. O 18.30 Aki westchnęła.

- Muszę iść do Mikado.

- Przyjechać potem po Ciebie? - Zapytał Izaya.

- No... zadzwonię Ci jak skończymy.

- Okej.

Pocałował ją i Aki wyszła.

***

Aki doszła do domu Mikado i weszła. Kida i Mikado pili herbatę w salonie.

- Aki a co ty tu robisz? - Zapytał Kida.

- Zielona melduje się. - Mruknęła Aki.

- Żartujesz... nie... poważnie? - Zapytał Kida szukając potwierdzenia u Mikado, kiedy Aki koło niego siadła. Mikado kiwnął głową.

- Byłbym wdzięczny gdybyś nikomu nie ujawniał jej tożsamości. Satoshiemu też. - Powiedział Mikado.

- Jasne, ale o co tu chodzi? - Zapytał Kida.

- Słuchaj Kida. Wiesz, że Aki została porwana w czasie akcji z szarymi.

- No wiem. To dlatego nie było Cię w szkole? - Zapytał Kida.

- Tak, Shinra ledwo wyratował Aki. Półtorej godziny później i byłoby po niej. - Powiedział Mikado.

- Zabiłbym padalca który to zrobił. - Warknął Kida.

- On już nie żyje. Zabił go Izaya. I też Izaya uratował Aki. - Powiedział Mikado.

- Oh... - Kida wydawał się zbity z tropu. - I co to ma ze mną wspólnego?

- To był twój brat Kida. - Powiedziała Aki. - Kaida Masomi.

Kida był w szoku.

- Chyba żartujecie.

- Chcielibyśmy. - Powiedział Mikado. - Jednak taka jest prawda. Twój brat był w szarych, jego ludzie porwali Aki, a on ją torturował, prawie zabił. A jego zbił Izaya, kiedy on i jego ludzie zaatakowali mnie.

Kida opadł na fotel.

- Myślałem, że on wyjechał. - Szepnął sam do siebie. - Dlaczego dopiero teraz mi o tym mówicie?

- Ponieważ Aki chciała być przy tym. - Powiedział Mikado. - A Shinra odmawiał wypuszczenia jej dopóki nie będzie co najmniej w pełni zdrowa.

- Aha...

- Kida, przykro mi. - Powiedziała Aki.

- Nie... okej... rozumiem. - Powiedział Kida. - Sam bym go chyba zabił gdybym wiedział...

- Kida masz prawo być na mnie wściekły. To ja kazałam Izayi go zabić... to znaczy... no nie do końca... zabiłby go tak czy siak, ale ja go również o to poprosiłam. - Powiedziała Aki.

- Nie... okej... - Powiedział Kida. - Nie jestem zły ani na Ciebie, ani na Izayę, ani na... Ciebie Mikado. Po prostu. Przepraszam mogę już iść do siebie?

- Jasne. - Powiedział Mikado.

Kida wyszedł.

- To był zły pomysł mówić mu. - Westchnęła Aki słysząc zamykane drzwi.

- Chyba lepiej że zna prawdę niż nic nie wie. Jest silny, da radę. - Powiedział Mikado.

- Mam nadzieję. Mogę zadzwonić po Izayę? Ma po mnie przyjechać.

- Jasne.

***

Kida doszedł do domu. Saki powitała go z uśmiechem.

- Cześć! - Zawołała wesoło. Zaraz potem mina jej spoważniała. Widzą minę Kidy - Co jest?

Kida nic nie powiedział, a po jego policzkach popłynęły tylko łzy. Ta podbiegła do niego i go przytuliła.

piątek, 7 grudnia 2012

Rozdział XVII



CZTERY DNI PÓŹNIEJ

- Ah, na reszcie wolna! - Aki prawie podskakiwała idąc ulicą.

Izaya westchnął i zastanowił się jak i kiedy się w to wszytko się wpakował? Nie dość, że zmusiła go do niesienia swoich rzeczy to na dodatek kleiła się do niego na ruchliwej ulicy gdzie prawie każdy go znał. Co gorsza, zdał sobie sprawę, że mu to nie przeszkadza, a nawet cieszy się, że Aki trzyma go za rękę i zachowuje się jak jego dziewczyna. Zadawał sobie pytanie: Czemu? Po wykładzie jaki dostał od Shinry i Akaiego na temat "jaka to Aki jest delikatna" (ta jasne) i masie gróźb nawet nie zamierzał grać na jej uczuciach a mimo tego... Nigdy nie zadawał się z dziewczyną, no chyba że doprowadzał ją do skraju wytrzymałości psychicznej przez co rzucała się z dachu. Ewentualnie udawał kochanego żeby ją wykorzystać i najczęściej też się rzucała z dachu. A gdy pocałował Aki (na dodatek nie myśląc racjonalnie, po prostu chciał, żeby była spokojna) nawet o czymś takim nie pomyślał. Przypomniał sobie kiedy wrócił tamtego dnia i zapytał Shinry jak się zachowywała Aki. Kiedy usłyszał, że bez zarzutów i tylko krzywiła się przy kolejnym zastrzyku był zadowolony, że mógł ją nagrodzić. Nie żeby ona nie czerpała z nagrody więcej niż jej obiecał, no ale on też jej nie zabronił. I jakoś tak... wyszło samo z siebie. Na dodatek nigdy czegoś takie nie czuł i zaczynało go to przerażać. Aki za to była najwyraźniej w siódmym niebie, ale Orihara nie do końca wiedział co ją cieszyło: to że wyszła na "wolność", to że trzymała go za rękę, czy to że obiecał ją odprowadzić. Możliwe że wszytko, a możliwe, że miała jakiś inny powód. Orihara westchnął. Pierwszy raz zastanawiał się co czuje i myśli ktoś inny i przerażało go to jeszcze bardziej. Kiedy w końcu doszli do domu, Aki weszła zadowolona do swojego pokoju rzuciła się na łóżko.

- Moje, moje, moje, przepraszam zdradzałam Cię z innym. Już nie będę. - Powiedziała zatopiona w poduszkach.

- Ty jesteś psychiczna. - Powiedział Izaya wchodząc do pokoju za nią i stawiając jej torbę na ziemi.

- Ty gadasz do głowy w słoiku. - Wytknęła mu Aki. - Więc masz akurat najmniejsze prawo wytykać mi moje schorzenie umysłowe.

Izaya wywrócił oczami i usiadł na krześle ukradkiem oglądając pokój Aki. Był... dziwny. Tak to dobre określenie. Z jednej strony czerwone ściany i kilkanaście pluszaków i koloru różowego, a drugiej plakaty, które "słodkie" raczej nie były, a na dodatek (Izaya wolał się w to nie zagłębiać, ale przyznał, że bardzo go rozśmieszyło) manekin ludzkich rozmiarów, na dodatek z jego zdjęciem, był bez ręki z dziwnie wygiętymi nogami oraz licznymi ranami kutymi najwyraźniej nożem. Aki podniosła wzrok, akurat kiedy patrzył na manekina. Kiedy wysłał jej pytające spojrzenie wzruszyła ramionami.

- Na czymś muszę wyładowywać złość, nie?

- Dlaczego ten manekin ma na głowie moje zdjęcie?

- Jak sobie wyobrażam, że to ty, jakoś nie mam żadnych skrupułów dla tego manekina.

- A to ciekawe. - Mruknął Izaya.

Aki wstała.

- Kawy, herbaty, soku?

- Herbatę.

Aki ruszyła do kuchni, a Orihara za nią. Nastawiła wodę i wyciągnęła dwa kubki.

- A gdzie twój brat? - Zapytał Izaya siadając na krześle.

- W szkole. Chyba. - Powiedziała Aki.

- Wiesz, że jutro musisz porozmawiać z Kidą, nie?

- Dzięki za przypomnienie.

- Nie martw się, Mikado też tam będzie.

- Wiem.

Aki westchnęła stawiając herbatę przed Izayą i usiadła na krześle obok.

- Nadal Cię to martwi?

- No... trochę. - Powiedziała Aki. - W sumie to moja wina, że mu skręciłeś kark.

- Słuchaj i tak bym go zabił, więc co za różnica? Dzięki tobie umarł w sumie szybciej. Maiłem ochotę mu... - Zaczął Izaya, ale zastopował, gdy zauważył łzy w oczach Aki. - Co jest?

- Nie wiem. - Przyznała. - Po prostu zachciało mi się płakać.

- Hę? - Izaya był wytrącony z równowagi. - Od tak. Bez powodu? Przed chwilą skakałaś pod niebo z radości teraz tak po prostu zachciało Ci się płakać?

- No... - Mruknęła biorąc papierowy ręcznik i wycierając oczy. - To takie schorzenie u dziewczyn zwane "nagła zmiana nastroju".

- Aha... I to się wywołuje tak bez niczego? Kurde muszę zapytać Shinry czy to da się leczyć. - Powiedział Izaya sztucznym tonem, a Aki zezłościła się.

- Jesteś wredny wiesz! - Powiedziała rzucając w niego ręcznikami papierowymi, a on je tylko złapał ze śmiechem.

- Już wole jak się złościsz niż jak płaczesz. - Powiedział ze śmiechem.

- Oj masz teraz przechlapane. - Powiedziała Aki i zrzuciła go z krzesełka.

Ze śmiechem Izaya wylądował na podłodze, a Aki żeby nie wstał siadła mu na brzuch i zaczęła uderzać go pięściami po klatce piersiowej i wyzywać. Pozwolił jej się chwilę wyładowywać, bo powiedzmy, że nie bardzo ruszały go te lekkie uderzenia, ale po chwili złapał ją za rękę i bezproblemowo wykonał taki ruch, że zamienili się pozycjami: ona leżała na ziemi, a on siedział jej na brzuchu na dodatek trzymając jej ręce skrzyżowane na jej klatce piersiowej.

- No i co teraz? - Zapytał.

- Puść mnie. - Mruknęła.

- Mam lepszy pomysł. - Powiedział, pochylił się i ją pocałował.

Poskutkowało. Gdy tylko wypuścił jej ręce z uścisku, zarzuciła mu je na szyję mocniej go do siebie przyciągając.

- Boże... - Usłyszeli głos od drzwi.

Obydwoje cali czerwoni spojrzeli tam. Akai, Neko i Satoshi stali w drzwiach kuchni. Izaya i Aki jeszcze bardziej poczerwienieli bo zdali sobie sprawę jak to musiało dla tej trójki wyglądać.

- Chłopaki, chodźcie może do salonu co? - Akai nie krył obrzydzenia.

Neko czerwony prawie tak samo jak Izaya i Aki zgodził się bez słowa i ruszył za Akaim. Satoshi spiorunował Aki wzrokiem, przez co jej twarz była tylko o kolor jaśniejsza niż dorodny pomidor, bo wiedziała co Satoshi myśli o Izayi i kręcąc głową ruszył za kolegami.

- Oj. Chyba nie byli zachwyceni. - Mruknął Izaya, a Aki roześmiała się. Izaya wstał i podał jej rękę pomagając wstać.

- Może dopijmy herbatę co?

- Może zacznijmy ją pić. - Izaya usiadł na krześle i pociągnął sobie Aki na kolana. Ta zaśmiała się.

***

Neko nadal był czerwony jak burak. Akai obrzydzony, a Satoshi oburzony kiedy weszli do salonu.

- Czy Aki i Izaya... właśnie... w kuchni... - Neko poróżowiał jeszcze bardziej.

- Ta... blee... - Mruknął Akai.

- Oj dajcie spokój. Jakbyście nigdy nie widzieli całującej się pary. - Mruknął Satoshi zastawiając się jakby zareagowała ta dwójka gdyby widzieli wczoraj wieczorem jego i Neru.

- Widziałem i to nie raz i dalej uważam, że jest to coś ohydnego. - Powiedział Akai.

- Nie. - Mruknął Neko.

- Co nie? - Zapytał Satoshi.

- No nie widziałem. - Mruknął. Akai i Satoshi wywalili na wierzch oczy. - No co?!

- Jeszcze mi może powiesz, że nigdy się nie całowałeś. - Powiedział Akai podając Satoshiemu i Neko po Joypadzie.

- No nie.

Akai i Satoshi udawali, że się zakrztusili żeby nie wybuchnąć śmiechem.

- A wy może tak, co? - Zapytał Neko czerwony.

- Tak. - Powiedział Akai. - I to nie raz. Ale dalej uważam, że to ohyda jak robi to ktoś inny.

- Tak. - Powiedział Satoshi. - Choćby wczoraj. Nie zapominaj, że mam dziewczynę.

Neko zrobił się totalnie czerwony.

- Wiecie co... a nic. - Mruknął i zaczęli grę.

- Akai, ty tak... po prostu na to pozwolisz? - Zapytał Satoshi wskazując głową na drzwi.

- A niech se tam i uprawiają seks, co mnie to? - Powiedział Akai skupiony na grze.

- Nie chodzi mi o to, że się całowali, też mnie to nie rusza... Ale pozwolisz na to, żeby Aki była z Izayą?

- A czemu nie? - Zapytał Akai.

- No... chyba go znasz, co?

- Znam no i co z tego? - Zapytał Akai.

- No wiesz jaki on jest?

- No wiem i co?

- Nie zdziwiłeś się w ogóle, że się całowali.

- To prawda.

- Dlaczego?

- Bo już widziałem jak się całowali. - Powiedział Akai.

- I nic? Nic jej nie powiedziałeś?

- Powiedziałem, że to ohydne i sobie poszedłem.

- Akai twoja siostra prawdopodobnie chodzi z Izayą Oriharą. - Powiedział Satoshi.

- Oh o to Ci chodzi. - Akai wywrócił oczami. - Słuchaj nie mam zamiaru się wpieprzać do jej życia. Jej życie, jej wybory i jej błędy. Niech robi co chce, to jej życie i niech żyje jak chce.

- Czyli nie zareagujesz?

- Oczywiście, że nie. - Powiedział Akai. - Raz się próbowałem wpierniczać i nie wyszło to na dobre. A szczerze wole, że to Izaya niż Kasuka Heiwajima.

- Co, ten aktor buja się w twojej siostrze? - Zapytał Neko.

- Tak. Niestety.

Satoshi zastanowił się. Nie znał Kasuki, ale zawsze wydawał się w porządku. No i wiedział, że Aki już kiedyś z nim była, ale dość dawno temu. Skupił się na grze i uśmiechnął triumfalnie.

- Ha! Wygrałem. - Powiedział.

- Jeszcze raz! - Powiedział Neko i zaczęli grę od nowa.

wtorek, 27 listopada 2012

Rozdział XVI



Aki otworzyła oczy i rozejrzała się w oku siebie. A no tak. Jestem w domu Shinry i wyratował mnie od śmierci. Miło. Ale co z resztą? Aki rozejrzała się po pokoju i jej wzrok padł na Izayę, który siedział w fotelu na przy drzwiach i pisał coś na swoim laptopie. Po chwili podniósł wzrok i zauważył, że się obudziła.

- No na reszcie. - Powiedział. - Akai już powoli dostawał szału.

- Super. - Mruknęła Aki.

- Nie martw się. Nie ma go tu. Pilnuje go Shizuo u was w domu.

- O... miło. - Powiedziała Aki.

- Uprzedzam. Nie byłem jedyny który poznał twoją tajemnicę bycia Zieloną.

- Super na "dzień dobry" już ten temat. Zamiast "jak się czujesz", usłyszę pewnie "co oni Ci tam robili". - Aki wywróciła oczami.

- Dzień dobry. Jak się czujesz? Akai wie, że jesteś zieloną. - Izaya wywrócił oczami. - A poza tym miałem zamiar powiedzieć "wiesz ile roboty na Ciebie czeka?".

- Dzięki.

- Żartowałem. Shinra wymusił na mnie co najmniej dać Ci tydzień chorobowego. - Powiedział Izaya.

- No jeszcze lepiej. Tydzień nic nie robienia. - Westchnęła Aki. - Kiedy ma mnie zamiar stąd wypościć?

- Za tydzień.

- Hę? No super. A co z szarymi?

- Wszyscy zlikwidowani. No przynajmniej większa większość.

- A Kaida?

- Skręciłem mu kark.

- Dzięki. Ile tu już jestem?

- Od momentu kiedy Cię tu przyniosłem... jakieś 15 godzin.

- No super.

Drzwi otworzyły się. Wszedł Shinra.

- O Aki obudziłaś się! Cudownie! - Aki i Izaya zrobili podobną minę w stylu "no i koniec ciszy i spokoju". - Jak się czujesz?

Zaczął sprawdzać temperaturę i te jego inne medyczne bzdury.

- Dobrze. - Mruknęła przez termometr w ustach.

- Podejrzewam. Jak tam obicia i stłuczenia?

- W sumie to ledwo je czuje dopóki leżę.

- To dobrze. Hmm... Izaya mógłbyś poinformować Mikado i Akaiego, że się obudziła?

- No. - Powiedział i wysłał odpowiednie smsy.

Po chwili Mikado opisał, że to dobrze i że wpadną potem. A jeszcze chwilę później pojawił się Akai. Wszedł niepewnie do pokoju.

- Wszystko ok, Aki? - Zapytał patrząc na nią z niepokojem.

- Już tak. - Uśmiechnęła się.

Izaya ukradkiem wyszedł z pokoju. Shinra też. Akai podszedł do niej i usiadł na krzesełku obok łóżka. Głowę oparł na jej kolanach.

- Wiedziałem, że będzie dobrze, ale Shinra nie pozwalał mi tu wejść. - Powiedział.

- Już okej. Naprawdę. - Powiedziała. Akai przez chwilę nic nie mówił. - Czy ty płaczesz?

- Nie kurde. Śmieje się wiesz. - Warknął i przytulił się do niej. - Masz przechlapane wiesz? Jak mogłaś mi nic nie powiedzieć co? Ale już ok. Wszystkie tajemnice.... I... przepraszam. Nie powinienem kryć przed Tobą, że dowodzę, gangiem niebieskim po ojcu.

Aki spięła się. Nie wiedziała o tym, ale zaraz rozluźniła się. Powinna to była przewidzieć.

- Cii. - Powiedziała. - Już okej.

Siedzieli tak chwilę. Po chwili Akai wrócił do siebie i zaczął jej streszczać co się działo jak była uwięziona i potem nieprzytomna. Słuchała go z uśmiechem. Po jakiś trzydziestu minutach wszedł Shinra.

- Ej Akai chyba nie chcesz zabić siostry swoimi historyjkami? - Powiedział Shinra. - Lepiej zbieraj dupę do szkoły.

Akai skrzywił się.

- Dobra, dobra. Wpadnę po szkole, ok? - Zapytał.

- Ok.

Akai wyszedł. Shinra postawił przed Aki jedzenie i picie po czym wyszedł. Aki uśmiechnęła się, zjadła wszytko i Shinra wrócił. Dodał jej jakieś specyfiki do kroplówki.

- Pośpisz sobie jeszcze trzy godzinki, okej? Dopóki nie zaczną działać witaminy, dobra?

- Wiesz co, mam już dość spania do końca życia. - Mruknęła, ale czuła, że oczy jej się zamykają.

Shinra zaśmiał się i wyszedł, a Aki zasnęła.

TRZY DNI PÓŹNIEJ

- Aaa! Nie chce! - Krzyknęła Aki.

- Aki uspokój się! - Powiedział Shinra.

- Wyjdź mi z tym! - Krzyknęła Aki.

Izaya wywrócił oczami. Shinra wszedł z informacją, że czas na zastrzyk witamin i strzykawką w ręce, a ta zaczęła panikować. Boże, jak dziecko.

- Izaya ja nie chce! - Powiedziała. - Wywal go stąd.

- Nie mam takiej władzy. - Powiedział Izaya. Czy naprawdę musieli przez to przechodzić?

- To dla twojego dobra. - Powiedział Shinra zbliżając się.

- Będę się drzeć. Shinra zacznę krzyczeć jak pojedziesz chodź krok bliżej! - Powiedziała Aki.

Shinra zatrzymał się w pół kroku, wiedział że nie żartowała i raczej wolał tego nie słyszeć, Aki miała naprawdę mocny głos, a piszczała jeszcze głośniej. Izaya westchnął zrezygnowany. Torturowali ją, cieli, podwali przeróżne środki, a ta bała się Shinry ze strzykawką. Izaya naprawdę żałował, że Celty akurat była w pracy. Ona by już ją jakoś uspokoiła, a oni we dwójkę? Nie był tego taki pewien. Shinra spojrzał błagalnie na Izayę.

- Aki jest Ci to potrzebne, żebyś wyzdrowiała. - Powiedział Izaya.

Wcześniej nie było problemu, bo podawał jej leki przez kroplówkę, ale Aki już jej nie potrzebowała więc wczoraj ją wyciągnął. Chociaż też zaczęła panikować jak się obudziła z igłą w ręce, ale podłączał jej ją kiedy spała więc za bardzo wiele do gadania nie miała. Cóż nikt nie podejrzewał, że Aki będzie robiła problemy ze strzykawkami. A na dodatek była w pełni przytomna, więc raczej nie dadzą rady jej uśpić.

- Wole żeby znowu mnie pocięli nożem niż dać sobie zrobić zastrzyk. - Powiedziała na wydechu. No ekstra, totalne dziecko.

- Super podejście. - Powiedział Izaya obierając inną taktykę. - Przywódczyni zielonych boi się strzykawek. Co jak co ale tego się nie spodziewałem.

Aki zgryzła wargę.

- Mam gdzieś twoje wpływanie na moją dumę. - Warknęła. - Jak Shinra się zbliży zacznę się drzeć i zlecą się sąsiedzi z pytaniem kogo tu torturujecie. Celty nie będzie zadowolona.

Aki tym tekstem pokonała ich całkowicie. Nie mięli zamiaru denerwować Celty bez powodu. W ten sposób Aki nie pozwalała im zrobić tego zastrzyku siłą. Musieli przyjąć z nią jakiś kompromis. Izaya westchnął.

- A jak będę Cię trzymał za rękę? - Zapytał siadając koło niej. - A Shinra obieca, że nawet nie poczujesz?

Aki kręciła głową, ale Izaya chwycił ją za lewą rękę i zmusił do spojrzenia sobie w oczy. Izaya jeszcze tego nie wiedział, ale już wygrał. Trafił w jej najczulszy punkt nawet o tym nie wiedząc. Aki zawsze fascynowały jego oczy. Miały bardzo nietypowy odcień. Były tak pomarańczowe, że prawie czerwone. A poza tym miały jakąś hipnotyczną moc, Aki zawsze odpływała gdy w nie patrzyła.

- Nawet nie poczujesz. - Powiedział. Aki nadal kręciła głową, ale Izaya już domyślił się, że wygrał. Kiwnął głową na Shinrę. Gdy ten chwycił jej prawą rękę, Aki wzdrygnęła się i odwróciła się z lodowatym spojrzeniem i chciała się zacząć się drzeć, ale Izaya drugą ręką zmusił aby ponownie spojrzała mu w oczy, czym ponownie złamał jej wolę walki. - Patrz na mnie. - Powiedział rozkazującym tonem, a potem głos mu złagodniał do uspokajającego. - Nawet nie poczujesz. Jeśli chcesz wyzdrowieć musisz się słuchać Shinry.

- Nie lubię się kogoś słuchać. - Mruknęła, a Izaya zaśmiał się.

- Co prawda to prawda. - Powiedział Izaya.

- No już. - Powiedział Shinra, ale ta dwójka nawet nie zaszczyciła go spojrzeniem.

- I co mówiłem, że nawet nie poczujesz? - Zapytał Izaya.

- No...

- Będziesz grzeczna i dasz sobie robić zastrzyki nawet jak nie będzie tu mnie lub Celty? - Zapytał Izaya. Nie mógł tu siedzieć całymi dniami, chodź w domu bez ciągłych kłótni z Aki też się nudził, więc gdy miał siedzieć w domu przyłaził tu i wychodził tylko gdy miał robotę na mieście, co zdarzało się często.

- A co z tego będę miała? - Zapytała Aki. Nawet nie zauważyli, że Shinra wyszedł z pokoju.

- Hmm... - Izaya zamyślił się i zawahał. Już dawno zauważył, że zmieniły się jego uczucia do Aki. Szczególnie gdy mamrotała nieprzytomna o nim, ale nie powiedział jej o tym. Może warto było zaryzykować? Hmm...

Izaya pochylił się i Aki nawet nie zdążyła zareagować a on już ją pocałował. Przez chwilę była w szoku, a potem odwzajemniła pocałunek, i zarzuciła mu rękę na szyję, tą której nie trzymał. Co jak co ale tego się nie spodziewała. Nie żeby nie była zadowolona, chociaż szok jeszcze nie do końca ustąpił. No ewentualnie mógł to być jeden z jej za bardzo realnych snów. Izaya po chwili odsunął się, a ona z jękiem protestu jeszcze mocniej go do siebie przytuliła prawą ręką. Izaya zaśmiał się.

- Jesteś jak dziecko. - Szepnął. - Jak będziesz grzeczna dostaniesz więcej.

- Ale ja chcę teraz. - Mruknęła z miną naburmuszonego dziecka. Izaya wywrócił oczami i pocałował ją jeszcze raz. Nagle obydwoje usłyszeli.

- Ble, ohyda. - Oderwali się od siebie cali czerwoni. Akai stał w drzwiach i miał minę wyrażająca "WTF?" oraz "Bleee".

- O... Akai? Ty już po szkole? - Aki starała się jakoś rozładować atmosferę.

- Ta. I możesz być pewna, że już nigdy nie przyjdę tu bez telefonicznego uprzedzenia. - Powiedział Akai wzdrygając się. - Ble...

Wyszedł z pokoju i poszedł zrobić napad na lodówkę Shinry. Aki schowała głowę pod kołdrę. Nie mogła w to uwierzyć, że Akai widział jak całowała się z Izayą... Moment... Aki zrobiła się czerwona od stóp aż po uszy. Całowała się z Izayą? I to nie był sen? Miała wrażenie, że zaraz zemdleje. Do pokoju wszedł Shinra. Spojrzał na Aki schowaną pod kołdrą i nadal czerwonego Izayę. Podszedł i zmierzył Aki gorączkę ściągając z niej kołdrę. Nie zdziwiłaby się gdyby miała z 40 stopni.

- Ej co jest? Akai chodzi i mówi, że zaraz będzie rzygał, ta ma chyba gorączkę, a ty jesteś cały czerwony. - Shinra zawsze miał problemy z ogarnięciem rzeczywistości. - Źle się czujesz Aki?

- Nie... - Mruknęła.

- No to co...? - Shinra zaczął, ale Izaya odchrząknął.

- Muszę wyjść na chwilę. Praca wzywa. - Powiedział sam nie wiedział do kogo. Spojrzał na Aki wymownie. - Słuchaj się Shinry.

- Nie mów mi co mam robić. - Mruknęła słabo. Izaya zaśmiał się i wyszedł, a Aki opadła na poduszki.

- Co tu się stało? Nie było mnie tylko jakieś dziesięć minut! - Shinra zdenerwował się. Serio? Aki wydawało się, że minęła wieczność.

- Nic. Nic się nie stało Shinra.

Shinra całkowicie zbity z tropu wyszedł z pokoju.

***

Satoshi szedł niosąc torbę Neru, a ta szła obok niego z uśmiechem.

- Ah, ja miło w końcu wyjść z tego szpitala. - Neru rozpromieniła się jeszcze bardziej.

- Ta... - Satoshi myślami błądził gdzieś indziej. Myślał o Kidzie. Tylko on jeszcze nie wiedział, że jego brat został zabity kiedy odbijali zieloną. Zielona sama miała z nim o tym pogadać. Hmm... ciekawe kim ona jest? Będzie musiał poprosić Kidę aby mu powiedział jak się dowie.

Neru coś do niego powiedziała, ale nie usłyszał jej. Ta pomachała mu ręką przed oczami zirytowana.

- Ziemia do Satoshiego. Ziemia do Satoshiego. - Powiedziała.

- Co? Oh, przepraszam Neru zamyśliłem się. - Powiedział Satoshi.

- A co jest ważniejsze ode mnie co? - Zapytała Neru.

- Nic. Po prostu pewna myśl wpadła mi do głowy i zrobiła małe zamieszanie. - Satoshi uśmiechnął się. - Przepraszam, co mówiłaś?

- Pytałam się czy w domu jest posprzątane. - Powiedziała Neru.

- Tak, Saki posprzątała. O nic się nie martw. - Satoshi uśmiechnął się.

Neru i on mieszkali z Saki i Kidą. W ogóle to o ile dobrze pamiętał, nie dużo już brakowało, aby Kida oświadczył się Saki. Sam parę razy o tym myślał ale stwierdził, że lepiej jeszcze poczekać. Co najmniej do skończenia szkoły. Wiedział, że Neru poczeka. Doszli do domu. Wypadła z niego Saki.

- Neru-san!

- Saki-san!

Przytuliły się i zaczęły rozmawiać, a Satoshi wniósł rzeczy Neru do jej pokoju i wszedł do kuchni, gdzie Kida akurat jadł obiad. Satoshi również sobie nałożył i siadł obok niego słuchając jak dziewczyny paplają w salonie.

- No i po ciszy i spokoju. - Zaśmiał się Kida.

- Tak. - Satoshi również się uśmiechnął.

Potem sposępniał, a Kida zaczął coś nawijać. Satoshi wiedział, że wystarczyło kiwać głową i co jakiś czas mówić "No", "Jasne", "No pewnie", aby Kida wierzył że się go słucha. Zastanawiał się ile jeszcze czasu będzie widział Kidę w tak wyśmienitym humorze. I jak Kida zareaguje na rewelacje Zielonej i Mikado. Miał nadzieję, że nie będzie bardzo załamany. O ile Satoshi dobrze pamiętał, Kida nigdy jakoś specjalnie nie zżył się z bratem. No ale w końcu byli rodziną. To na pewno będzie bolesna strata do Kidy.
Po zjedzonym obiedzie przenieśli się do salonu. Satoshi usiadł na fotelu, a Neru siadła na podłodze opierając się o jego nogi. Kida usiadł z Saki na kanapie i obejmował ją. Oglądali jakiś film i Satoshi zaczął się zastanawiać, czy nie mogłoby być zawsze tak spokojnie.