Aki z ciężkim sercem siedziała na przerwie. Nie widziała Izayi od północy kiedy poszedł do domu a była już godzina czternasta. Chyba zaczynała się od niego uzależniać. Do końca lekcji została jeszcze godzina, a potem nareszcie miała iść do pracy. Boże chyba faktycznie jestem psychiczna. Pomyślała. Tęskno mi do roboty. Jednak już o 19 miała iść do Mikado i mieli porozmawiać z Kidą, co też jej się nie uśmiechało. Obserwowała go na lekcji (Aki chodziła do klasy z Kidą, Saki i Satoshim (kujon przeskoczył rok wyżej skubany). Nie dość, że Satoshi przez wszystkie lekcje patrzył się na nią jakby chciał ją zabić to na dodatek wygadał o całej sytuacji Kidzie. Coś czuła, że to nie pomoże jej w rozmowie z nim, ale ok. Saki za to była bardzo podekscytowana tym, że Aki wróciła i cały dzień zasypywała ją propozycjami co mogą robić w sobotę. Aki nie za bardzo miała ochotę na żaden wypad (najchętniej posiedziałaby dłużej w pracy, przez co znowu uznała, że jest nienormalna) ale nie mogła też jej odmówić. Na dodatek na przewie dorwały ją Tatiana, Maki i Neru i wymusiły wypad na miasto. Aki z westchnieniem zgodziła się. Kiedy zabrzmiał dzwonek kończący lekcję Aki z westchnieniem wstała i już miała wyjść kiedy usłyszała głos Satoshiego.
- Coś entuzjastycznie podchodzisz do pracy. - Powiedział
ironicznie podchodząc do niej z Kidą i Saki.
- Weź bądź już cicho. - Powiedziała Aki kiedy w czwórkę
wychodzili z klasy.
- Jesteś idiotką wiesz. - Powiedział Satoshi. - Izaya
Orihara, to nie jest materiał na chłopaka.
- A co ty możesz o nim wiedzieć, co? - Zapytała Aki.
- Wiem dostatecznie dużo. - Powiedział Kida. - Przecież
zaleca się do ciebie ten aktor, czemu nie on?
- Nie wspominaj przy mnie tego padalca. - Powiedziała Aki
zezłoszczona.
- Kasuka Heiwajima jest naprawdę przystojny. No ale Izaya
Orihara też. - Powiedziała Saki. - Bosz, dlaczego zawsze Ci najprzystojniejsi
ciągną do Ciebie?
- Hej! - Powiedział Kida.
- Żartowałam. - Powiedziała Saki i pocałowała Kidę, żeby go
udobruchać, ale z jej oczu Aki wywnioskowała, że wcale nie do końca żartowała.
- Poważnie Aki, przemyśl to sobie jeszcze zanim się
zaangażujesz. - Powiedział Satoshi.
- Dzięki za radę, ale pozwól, że sama będę sobie decydować o
życiu. - Powiedziała. Satoshi chyba chciał ją zasypać kolejnymi argumentami,
ale w tym momencie na szyi uwiesiła mu się Neru.
- Hej! - Pisnęła i pocałowała go.
- Cześć. - Powiedział i kiedy w końcu puściła jego szyję
chwycił ją za rękę.
- Ej Neru? - Aki spróbowała zaatakować tak. - Co myślisz o
Izayi?
- Oj już nieraz ci mówiłam. Izaya to niezłe ciacho. Poza tym
jest kasiasty no i wydaje się całkiem okej. - Neru zaśmiała się. - A co?
- A bo wiesz, chodzę z nim. - Aki spojrzała na Satoshiego, a
ten wysłał jej spojrzenie pod tytułem "to było nie fair Aki".
- O to fajnie. - Powiedziała Neru. - Na reszcie dopięłaś
swego.
- Nom.
Doszli do bloku Izayi.
- To na razie. - Aki ruszyła do drzwi.
- Pa. - Powiedzieli wszyscy i ruszyli do domu.
Aki weszła po schodach i potem do mieszkania Izayi. Siedział
na swoi fotelu i robił coś na komputerze.
- Hej. - Powiedziała odkładając swoje rzeczy na stolik.
- Hej. - Powiedział nadal coś robiąc na komputerze.
Aki zrobiła zirytowaną minę i podeszła do niego, po czym
bezceremonialnie wpakowała mu się na kolana. Izaya tylko wywrócił oczami i pocałował
ją poprawiając jej humor. Kiedy się od niego oderwała powiedział.
- Nie mogłaś pięć minut poczekać? Nie widzisz, że pracuję? -
Izaya wklepał coś do komputera.
- Widzę, ale pracujesz zapewne od rana więc możesz sobie
zrobić przerwę.
- Aki to jest naprawdę ważne zlecenie. - Powiedział.
- Okej. - Obrażona wstała i ruszyła do kuchni.
Izaya westchnął. Świetnie. Pomyślał. Teraz jest jeszcze
zezłoszczona. Zapisał plik i wstał z fotela po czym ruszył do kuchni. Aki
robiła sobie herbatę. Podszedł do niej i objął ją w pasie.
- No ej nie złość się. - Powiedział.
- Nie złoszczę się. - Powiedziała, a jej oczy ciskały
pieruny, które mogły zabijać.
- Nie wcale. - Powiedział.
- Nie. Wracaj do swojej pracy.
- Aki.
Aki odwróciła się do niego przodem i skrzyżowała ręce.
- Co? - Zapytała.
- Musisz być taka złośliwa? - Zapytał.
- Musisz być taki irytujący? Jeżeli to zlecenie jest ważne
to wracaj do niego.
Izaya wiedział, że jeżeli do niego wróci to się na niego
obrazi jeszcze bardziej i zepsuje jej totalnie dzień. Pomijając drugie zdanie
przysunął się do niej bliżej i zapytał.
- A gdybym nie był taki irytujący to byś mnie kochała?
- A gdybym nie była złośliwa to byś mnie kochał? - Odparła
atak Aki.
Izaya zaśmiał się i pogłaskał ją po policzku.
- Nie złość się, okej?
- Nie złoszczę. - Powiedziała Aki a Izaya przytulił ją do
siebie. Ona odwzajemniła gest.
- Masz coś zły humor, co?
- Nawet bardzo. - Westchnęła. - Nie wyspałam się, dziewczyny
przymusiły mnie do babskiego wyjścia w sobotę, na dodatek czeka mnie rozmowa z
Kidą.
- No tak. - Powiedział Izaya. - Kidą się nie przejmuj, jakoś
dasz radę. Na babskie wyjście nic nie poradzę, ale skoro jesteś zmęczona to
poradziłbym kawę a nie herbatę.
- W sumie racja. - Aki zabrała się za robienie kawy. -
Chcesz też?
- A bardzo chętnie. A ty? Zjadłabyś coś?
- Hmm... w sumie?
- Pizza, otoro, sushi, ramen?
- Pizza.
- Jaką chcesz? - Zapytał Izaya sięgając po telefon.
- Hmm... może... mam smaka na ser biały.
- Czyli Feta. - Izaya połączył się z pizzerią i zamówił dwie
pizze. Dla niej fetę a dla siebie cztery pory roku oraz swa shaki dla niej
truskawkowy a dla siebie czekoladowy. Ona zrobiła kawy.
Izaya poszedł dokończyć robotę a ona zabrała się za swoją.
Po pół godzinie przybyła pizza i usiedli w kuchni aby ją zjeść. Śmiejąc się
wszamali obiad i z powrotem wrócili do pracy. O 18.30 Aki westchnęła.
- Muszę iść do Mikado.
- Przyjechać potem po Ciebie? - Zapytał Izaya.
- No... zadzwonię Ci jak skończymy.
- Okej.
Pocałował ją i Aki wyszła.
***
Aki doszła do domu Mikado i weszła. Kida i Mikado pili
herbatę w salonie.
- Aki a co ty tu robisz? - Zapytał Kida.
- Zielona melduje się. - Mruknęła Aki.
- Żartujesz... nie... poważnie? - Zapytał Kida szukając
potwierdzenia u Mikado, kiedy Aki koło niego siadła. Mikado kiwnął głową.
- Byłbym wdzięczny gdybyś nikomu nie ujawniał jej
tożsamości. Satoshiemu też. - Powiedział Mikado.
- Jasne, ale o co tu chodzi? - Zapytał Kida.
- Słuchaj Kida. Wiesz, że Aki została porwana w czasie akcji
z szarymi.
- No wiem. To dlatego nie było Cię w szkole? - Zapytał Kida.
- Tak, Shinra ledwo wyratował Aki. Półtorej godziny później
i byłoby po niej. - Powiedział Mikado.
- Zabiłbym padalca który to zrobił. - Warknął Kida.
- On już nie żyje. Zabił go Izaya. I też Izaya uratował Aki.
- Powiedział Mikado.
- Oh... - Kida wydawał się zbity z tropu. - I co to ma ze
mną wspólnego?
- To był twój brat Kida. - Powiedziała Aki. - Kaida Masomi.
Kida był w szoku.
- Chyba żartujecie.
- Chcielibyśmy. - Powiedział Mikado. - Jednak taka jest
prawda. Twój brat był w szarych, jego ludzie porwali Aki, a on ją torturował,
prawie zabił. A jego zbił Izaya, kiedy on i jego ludzie zaatakowali mnie.
Kida opadł na fotel.
- Myślałem, że on wyjechał. - Szepnął sam do siebie. -
Dlaczego dopiero teraz mi o tym mówicie?
- Ponieważ Aki chciała być przy tym. - Powiedział Mikado. -
A Shinra odmawiał wypuszczenia jej dopóki nie będzie co najmniej w pełni
zdrowa.
- Aha...
- Kida, przykro mi. - Powiedziała Aki.
- Nie... okej... rozumiem. - Powiedział Kida. - Sam bym go
chyba zabił gdybym wiedział...
- Kida masz prawo być na mnie wściekły. To ja kazałam Izayi
go zabić... to znaczy... no nie do końca... zabiłby go tak czy siak, ale ja go
również o to poprosiłam. - Powiedziała Aki.
- Nie... okej... - Powiedział Kida. - Nie jestem zły ani na
Ciebie, ani na Izayę, ani na... Ciebie Mikado. Po prostu. Przepraszam mogę już
iść do siebie?
- Jasne. - Powiedział Mikado.
Kida wyszedł.
- To był zły pomysł mówić mu. - Westchnęła Aki słysząc
zamykane drzwi.
- Chyba lepiej że zna prawdę niż nic nie wie. Jest silny, da
radę. - Powiedział Mikado.
- Mam nadzieję. Mogę zadzwonić po Izayę? Ma po mnie
przyjechać.
- Jasne.
***
Kida doszedł do domu. Saki powitała go z uśmiechem.
- Cześć! - Zawołała wesoło. Zaraz potem mina jej
spoważniała. Widzą minę Kidy - Co jest?
Kida nic nie powiedział, a po jego policzkach popłynęły
tylko łzy. Ta podbiegła do niego i go przytuliła.